niedziela, 13 grudnia 2015

"Piętno przeszłości"

Witam
przepraszam za poślizg w wstawieniu rozdziału.

--------------------------------------------------------------------

Nie pamiętam nawet kiedy zasnąłem, czułem się bezpiecznie mimo tego , że znajdowałem się w jaskini do której zaprowadził mnie Irgov. Cekit wysłany na misję przez Yangina, bardzo intrygujące.
*Musiało się wiele zmienić podczas mojej nieobecności*
Musiałem wstać, wypełzłem z jaskiniowego pokoju. Tutaj wszystko było wybite w pięknych marmurowych kamieniach. Meble oczywiście też były kamienne i mimo to , że łoże było z kamienia, czuję się bardzo wyspany. Miałem własny pokój w jaskini, z drzwiami.

*Tylko co teraz ?*
- Musimy poczekać, Yangin pewnie jest już w drodze
* Nie czuję jego energii, jego położenie się nie zmieniło*
- Jesteś pewien ?
* Absolutnie, mam złe przeczucia*

Nagle usłyszałem pukanie w drzwi.
* To pewnie Irgov *
Podszedłem do kamiennej płyty, nacisnąłem mechanizm i drzwi się rozsunęły.
* Jak na kamienną technologię to całkiem zgrabnie to działa*

Za kamienną płytą ujrzałem Irgova z miną jakby mu matkę zabili.
- Co się stało ?
- Mistrz, nie dawać wiadomości. Minąć kilka dni
* Kilka dni ? Znowu spałem kilka dni !! *
- Co teraz ? Wiesz gdzie był ostatnio ?
- Być w Zakonem, miasto ludzi.
- To wskaż drogę, zbieram swój ekwipunek i ruszam.

- To nie takie proste. 
* Dlaczego ? *
- Miasto Zakonem to największa melina na całej tej krainie, jest neutralna. Teoretycznie, bo raczej spotkasz tam miliony szuj z całego świata: zbrodniarze, najemnicy, złodzieje, banici.
* I w czym problem? *
- Za Twoją głowę i te dwa kryształki w mieczach wielu by postawiło swoją głowę.
* Mówisz, że mam zostawić Yangina i dbać o własny tyłek ? *
- ...

- Irgov, jak się dostać do Zakonem ?
- Przygotuję Cekicką karawanę z ochroną, podwieźć Cię do obrzeży Zakonem. Dalej iść sam.
- Da się zrobić. Kiedy ruszamy ?
- Dać pół godziny.

Rozejrzałem się po pomieszczeniu, przeszedłem całą jaskinię w poszukiwaniu czegoś przydatnego.
* Przydałby mi się jakiś ekwipunek *
- Irgov, mogę pozbierać trochę sprzętu ?
- Brać to chcieć.

Dobra, więc tak. Przeglądając pomieszczenia znalazłem coś w rodzaju zbrojowni.Dziesiątki szaf z bronią: Młoty, miecze, sierpy, laski, kusze, łuki i setki strzał. Wziąłem łuk i kołczan strzał. Ten od Iv niestety straciłem gdzieś w wieży.
Torba z lekarstwami. Flakony, zbroje, płaszcze, sztandary i jakieś wisiorki.
* Ooo, jakieś flakoniki sobie wezmę... Pewnie te od sztuczek Yangina. Jak na zwykłą kryjówkę to niezłe tu uzbrojenie*

Płaszcz też się przyda, bo pewnie na zewnątrz wieczna zima.
Widziałem Irgova miotającego się po pomieszczeniach tej jaskini, jakby czegoś szukał.
Również zbierał ekwipunek, pewnie osobiście odwiezie mnie w kierunku Zakonem.

* Jak myślisz co tam czeka na Nas? *
- Niebezpieczeństwo, do Zakonem kawał drogi
* Muszę odnaleźc Yangina i Iv, tylko Oni pewnie wiedzą co musimy zrobić dalej*
- Co Cię trapi ?
* Mam miecze dobra. Jestem jakimś wybrańcem ale co teraz, czuje się zagubiony potrzebuję ich pomocy. I Twojej zresztą też *

Do pomieszczenia wszedł Irgov
- Wszystko gotowe, Can iść za mną jeśli gotowy.
- Ruszajmy szkoda czasu.

Wszystko było przygotowana, przed wejściem do jaskini widziałem karawanę. Oddział Cekitów, pojazdy konne i niedźwiedzie miejsce dla mnie. Przecieć, to musiało być kosztowne.
*Yangin wszystko zaplanował ? A teraz zniknął... *
Wsiadłem na przygotowanego niedźwiedzia i ruszyliśmy w drogę.






W Zakonem była kiepska atmosfera, jad zła przelewał się w powietrzu. Wszyscy mieszkańcy wiedzieli , że tym razem nadchodząca wojna pochłonie nawet ich odwiecznie neturalne miasto.
Yangin siedział w jednej z podmiejskich knajp, sączył krasnoludzkie piwo i czekał na Iv.
Przez całe swoje życie czekał na kogoś i na coś, tym razem jednak zestresowany jakby wiedział co się stanie. W drzwiach knajpy pojawiła się zakapturzona postać. Yangin wyciągnął rękę w górę, by pokazać gdzie siedzi. Oczywiście było to miejsce w kącie knajpy, jedno z jego ulubionych. Przesiąknięte dymem rozpalanych fajek.
Iv nie ściagając kaptura podeszła do stolika gdzie siedział Yangin. Wyszarpała krzesło z pod stolika energicznym ruchem i usiadła na nim.

- Czy Ty już do reszty oszalałeś ?! Co Ty sobie w ogóle wyobrażasz, nie odzywasz się tyle czasu, a potem proponujesz jakieś durne spotkanie w knajpie. Chciałabym przypomnieć Ci tępa pało, że nie mam twarzy !! Jestem raczej nie mile widziana tutaj.
- Nie stresuj się tak, miło Cię widzieć znów. Nie mam wiele czasu.
- Zabije Cię zaraz, co jest ?
- Musisz mi pomóc, wpadłem w pewne problemy, w sumie przeszłość mnie ściga. 
* Yangin się prosi o pomoc ? Buahahaha *
- Że co ?
- Kiedyś Ci wyjaśnię , ale teraz to nie ważne , musisz się tutaj gdzieś ukryć w mieście. Dostałem ostatnio wiadomość od mojego strażnika, Can jest w kryjówce u Cekitów. Nie zdążyłem wysłać wiadomości , ani też nie mogę opuścić miasta. Poluje ktoś na mnie. Znając Cana to pewnie już ruszył w drogę tutaj do Zakonem wraz z Irgovem i karawaną Cekitów. Gdy tutaj przybędzie, musisz go pilnować. W mieście jest potężna postać i lepiej by było , żeby na tym etapie się nie spotkali.
- Co Ty piep...

Drzwi do Knajpy otworzyły się z hukiem.
- Już czas, Uciekaj i nawet nie próbuj się wtrącać !
Yangin czekał cierpliwie na to co się zaraz stanie.

Iv odskoczyła od stolika do stolika obok.
Do knajpy wpadło pięciu uzbrojonych po zęby wielgachnych najemników, a wolnym krokiem za nimi ich lider - Qizan. Mężczyzna z czerwonymi oczyma, wysoki blondyn, umieśniony i bardzo dobrze zbudowany. Nosił ze sobą dwa topory i przechadzał się w złotej zbroi. Szanowany zabójca królów. Podeszli do stolika Yangina

- Kogo ja tutaj widzę ! Nędzna szczurzyna.
- Kopę lat Qizan 

Jednym ruchem ręki Qizan rołupał stolik, podsunął się do Yangina i ścisnął szyję podnosząc do góry.
- Wiesz, że powinienem Cię zabić
- ...
- Ale pobawię się najpierw z Tobą, musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań.

Qizan odwrócił się w kierunku swoich chłopców na posyłki i rzucił w nich Yanginem jak kawałkiem mięsa dla wygłodniałych bestii.
- Zabierzcie go ! 

Rozejrzał się po knajpie, stanął na środku. Jakby czekał i szukał jakiegoś sprzeciwu, ale nikt nawet nie drgnął.

Iv siedząc przy stoliku obok, bardzo walczyła z sobą aby się powstrzymać od jakiejkolwiek interwencji. Zagryzając wargi i zaciskająć pięści. Wewnętrznie nie mogła się pogodzić.
* O co w tym wszystkim chodzi, co ten kretyn znowu nawywijał, teraz gdzie ja mam się ukryć. Czekać na Cana, muszę się z nim skontaktować jak tylko się zbliży. *

Gdy już Qizan wyszedł wraz z swoimi ludźmi, do stolika Iv podszedł barman przyniósł jej krasnoludzkie piwo i rzucił jej na stół kopertę z wiadomością od Yangina i klucze do jednego z domów.
Iv podziękowała. Zaczęła powoli sączyć piwo i zagłębiać się w treść listu.
* Wszystko zaplanował *
Po kilku minutach Iv dokończyła kufel piwa, zebrała rzeczy ze stolika i w pośpiechu wybiegła z karczmy.

czwartek, 10 grudnia 2015

Przerwa Techniczna

Bardzo Was wszystkich przepraszam ,ale obecnie mam za dużo na głowie żeby pisać cokolwiek.
Ale nie bójcię się bardzo, wracam 12.12.2015r w ten dzień w godzianch wieczornych pojawi sie rozdział.

środa, 2 grudnia 2015

"Stopy na śniegu"

Witam serdecznie.
Przepraszam za wielkie opóźnienia, zresztą od razu zapowiem kolejne. Wybieram się w podróż, niedługą, nie daleką, ale jakże ważną w moim życiu.

--------------------------------------------------------------------

Wyjście po tak długim okresie z wieży, było bardzo szokującym przeżyciem. 
Wiadomo ,że prawie rok czasu to długi okres, a zmiany jakie przeszedł ten świat są ogromne.
Przejęte terytorium Naharatów przez Cekitów to dopiero początek.

*Tak właściwie dlaczego tylko ten teren, jakby ktoś chronił wieży*

Niestety nie usłyszałem żadnego odzewu od moich przyjaciół. 
Wieża była dość istotnym elementem krainy Naharatów, zresztą ich kraina w obecnej chwili pewnie liczyła większość terytorium całego świata.
Armia upadłych powstała by rozpętać kolejną wojnę, której jakoś trzeba zapobiec.
Nie czułem się na tyle silny, ani na tyle odważny by wtrącić się w to wszystko.
Niestety też nie usłyszałem żadnego odzewu od moich przyjaciół. 

* Tylko , że kości zostały rzucone" 

- Czym się tak martwisz ?
* Nie wiem co teraz mam zrobić.*
- Iść przed siebie, zobaczysz będzie dobrze. Skoro jest coś komuś przeznaczone, to nie ważnę w którą stronę pójdziesz. Trafisz zawsze na swoją ścieżkę.
* Może i masz rację, to ruszajmy. Spróbuję odnaleźć towarzyszy. Tylko najpierw muszę znaleźć schronienie przed tą wieczną zimą*

Ruszyłem przed siebie, w kierunku portalu. Pamiętam tą drogę, ale mimo to wyglądała całkiem inaczej. Z oddali nie widać żadnego bijącego jasnego światła od kamiennego okręgu.
* Czyżby nie działał ?*
- Ktoś musiałby się bardzo natrudzić by to zrobić, ale nie mówię... To możliwe
* To była najbliższa droga , jeżeli Cekici podbili te tereny , to raczej słaby punkt do obrony. Oni nie są na tyle inteligentni, więc ktoś musiał im ten pomysł podsunąć.*
- Raczej lepiej, zrobić to za nich. Uaktywnienie takiego portalu jak i wyłączenie go to nie lada wyczyn. Każdy portal ma swoje źródło mocy, które najczęściej jest strzeżone przez silnego strażnika.
* Nie ważne, nie dam rady pewnie tego uaktwynić. Muszę znaleźc drogę na około.* 

Przystanąłem na chwilę przed ogromnym kamiennym kręgiem, który niecały rok temu przeniósł mnie w to miejsce. Z ważną misją, o której na tamten czas nawet nie wiedziałem.
* Dlaczego to ja jestem istotnym elementem tej układanki*
- Bo masz w sobie podwójną moc. Jasność i mrok.
* Ehh, czy mogę kiedykolwiek pomyśleć w samotności nie słysząc Twojego komentarza ?* 
- Słyszę Twoje myśli i pytania, które Cię dręczą
* Czasami chyba wolałbym nie znać odpowiedzi. Ruszajmy, znasz drogę ?*
- Znam
* Więc ?*

Jeden z mieczy zaczął mocno drgać, wyciągnąłem go i kierując się mocą drgań odnalazłem kierunek w którym muszę podążyć. Ruszyłem w tamtą stronę.






- Yangin ! Czułeś to co ja ?
- Na początku nie mogłem uwierzyć, ale skoro nawet Ty o to pytasz...To musi być prawda.
- Minęło przecież tyle czasu, jak to możliwe ?
- Chyba nie doceniliśmy Cana. Teraz musimy go odnaleźć.
- Nie mogłę go wyczuć.
*Jakim cudem mogłam usłyszeć jego głos*
- Też słyszałeś jego głos ?
- Tak, tak wyrażnie jakby stał obok mnie, ale nie mogę go w ogóle wyczuć.
- Wieża musiała go wzmocnić i to bardzo. Tylko gdzie on może być.
- Myślę, że gdzieś przy wieży. Zostawiłem tam straże Cekickie, jeśli coś się stanie od razu się dowiem. Cekici są po naszej stronie, gdy się spotkamy znów opowiem.
- W sumie Jesteśmy gdzieś nie daleko Siebie, lud Sagri też stoi po Naszej stronie. Chcą odzyskać terytorium , obiecałam im równowagę. Czuję Cię, więc Jesteś bardzo blisko.
- Jestem w Zakonem, mieście na skraju wschodniej części terytorium Insanitów.
- Ludzie ? Serio ?! Dawno wymarło w nich współczucie. 
- Może i tak, ale potrzebujemy każdych rąk do walki. Mam kilka spraw tutaj więc zostanę na dłużej.
- Dobra, spotkamy się w Zakonem za kilka dni.
- Bądź ostrożna 
*Ja ? Niech Cię Yangin i tak zapłacisz za to co zrobiłeś*






Przebijając się przez śnieżycę podążałem  w kierunku lasów w których wraz z Yanginem spędziłem trochę czasu.
*Pięć dni drogi ? W taką pogodę zamarznę, muszę znaleźć schronienie i to szybko* 
Zboczyłem w końcu z drogi i wszedłem w jakiś zagajnik, co prawda nie dużo tu drzew. 
*Lepiej to niż nic*

- Hej...Ty ?!

Zatrzymałem się i złapałem za miecze.

- Kim Jesteś i czego chcesz ?
- Ja ? Jestem Irgov z rodu Cekitów, strażnik
- Strażnik ? Niby czego ?
- Wieży, Mistrz Yangin wydał rozkaz 
* Mistrz Yangin ? Że co... Yangin?*
- Jak na strażnika to bardzo rozmowny Jesteś
- Kazali... Czekać na wędrowca z dwoma mieczami, być dobrym. Nagroda być za to.
- I co potem jak go znajdziesz ?
- Ja zaprowadzić do schronienia, nawet jak nie chcieć Ty iść. To Mistrz Yangin mówił, powołać się na przyjaźń z Iv.
* Nie rozumiem, o co tu chodzi , ale chyba byle Cekit nie wie takich rzeczy?*
- Dobrze, pójdę z Tobą

Wielki Cekit wyjawił się z śniegu pod stopami nie opodal mnie.
*Niezła kryjówka, tylko... Jak on mnie dostrzegł ?*

Opuściłem ręce od mieczy i z spokojem podążyłem za Cekitem.
* Mam nadzieję, że to nie pułapka jakaś*
- Masz wiele nowej siły, ale bądź ostrożny w każdym wypadku.

sobota, 28 listopada 2015

"Nadzieja powraca"

Witam serdecznie
Po długiej przerwie, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.
Wbijamy się powoli na szczyt , żeby spaść w rollercoaster akcji.
Pozdrawiam

---------------------------------------------------

- Can ! 
- Gdzie ja Jestem ? Co się dzieje ?

Otworzyłem oczy, nie widziałem kontur , nie widziałem światła, twarzy, nie czułem nawet powietrza. To miejsce przypominało mi o tanich trikach magicznych, typu zamykanie w skrzyni. Tylko nawiększe pytanie brzmiało, gdzie jest ta ukryta dźwignia, która 
otwierała ukryte przejście ?

- Słyszysz mnie Can ?
- Słyszę Twój głos, kim Jesteś ?
- Przecież wiesz. 

Poczułem drganie na swych plecach, 
*To mój miecz ?*

- Tak, po części. Jestem zaklętą duszą w krysztale, a raczej w 11 kamieniach. Jestem narzędziem równowagi.
- ... Zaklęta dusza ? Gdzie Jesteśmy ?
- W Twojej głowie. Najpierw musimy się stąd wydostać, potem uciekać z wieży.
- Nadal Jesteśmy w wieży ? Co z Iv i Yanginem ?
- Teraz ? Jeżeli przeżyli, to zbierają siły do walki, szukają sojuszników przeciwko hordom wrogów. Rozpoczęła się wojna, to miejsce jest kwintesencją równowagi. Pewne osoby chcą panować nad całym światem i tworzą do tego miliony nieczułych stworzeń. Oczywiście wykorzystując upadłe dusze.Tutaj powstał "Czarny krąg", który panował nad wszystkim od wieków, aż do czasu Wolfghara.
*Tego drania, ale na szczęście już po wszystkim*  
- Wolfghar popełnił błąd przez co zachwiał obecną równowagę, rozdzielił swą podwójną naturę na dwie. Tworząc 2 kryształy dusz.
- Musimy się wydostać ? Ale jak i dlaczego ?
- Wieża Nas zabije, wieża jest strzeżona magicznym zaklęciem. Znika co 5 lat, to jest okres w którym można uzbierać składniki aby stworzyć "Czarny krąg". Narzędzie już masz, 1 z kryształów też. Biblioteka magów została objęta zaklęciem stworzonym przez samego Alphę Cieni, jako mistrz jakimś cudem przeniósł swą moc na to miejsce. Nie wiem czy wiesz, ale Cienie przechadzają się między światem mroku, a tym rzeczywistym co pochłania niewiarygodną energię duchową. Ta wieża ,żeby być niewidzialna i stać po stronie mroku na 5 lat potrzebuje energii, którą czerpie z zamkniętych pod podłogą najniższego piętra dusz, ale to my Jesteśmy największą mocą, która obecnie się w niej znajduje. W końcu zacznie na Nas polować.
- Widziałem ,że się zmienia. Potrafi się przeobrażać. Więc uciekajmy stąd zanim Nas ubije.
- To nie takie proste, w sumie to jest proste. Jednak nie pozwolę Ci tak szybko stąd uciec. Musisz najpierw znaleźć 2 połówki kryształu. Jestem Twoim przewodnikiem i kompanem, słyszę i czuję Twoje myśli,a miecz ma umiejętność przekazywania mocy duchowej. Każdy kolejny kryształ dodaje Ci siły. Musisz zebrać wszystkie, żeby móc powstrzymać tą rzeź, która ma miejsce na zewnątrz.
*Czemu znowu ja ?*
- Bo Ty jako do tej pory próbujący Jesteś w stanie trzymać Miecze Równowagi i co najciekawsze nadal żyjesz.
- Jak się wydostaniemy i gdzie znajdę kryształy ?
- Kryształy są na dnie wieży, będziesz musiał się przechadzać wśród upadłych dusz. Zresztą czym bliżej nich coraz bardziej będziesz je czuł. One są częścią mnie, dopiero gdy zbierzesz je wszystkie poznasz moje prawdziwe oblicze.
*Nie mam wyjścia, muszę je znaleźć i tak.*
- Dobre podejście.
*Skąd ?*
- Jestem częścią Twoich myśli.
- Dobra, już rozumiem
*Muszę się nauczyć rozmawiać z Tobą w myślach, bo przy ludziach wyszedłbym na idiotę*
- Ruszajmy. Jesteśmy w Twojej głowie. Obudź się.
- Że niby jak !
- Normalnie musisz się skupić i uświadomić ,że tylko śpisz.

Can leżał w częściowo zniszczonej po walce z Wolfgharem sali. Nierucho jakby nie mógł się podnieść. W końcu otworzył oczy, ale...
* To jak jakiś paraliż.*
- Nie możesz się ruszyć ? Skup się.
* Spróbuję poruszyć jakąś kończyną.*
- No dalej.

Usłyszałem nagle dziwny wrzask dochodzący od strony drzwi.
* Co to było ?
- Łowca
* Jaki łowca ?*
- Silniejsza dusza od wszystkich innych, która ratuje się pożerając inne.
* Czyli muszę się... Wydostać !!*
- Jeszcze nie jest na tyle silny, by Cię pożreć. Walka z łowcami to inna kwestia. Jeszcze nie musisz się obawiać. Przychodzi tutaj co jakiś czas od kilku miesięcy.
* Od kilku...miesięcy ?
- Dziś mija 9-ty.

Zacząłem czuć się coraz ciężej, nie potrafiłem się ruszyć. Zacząłem panikować.
- Spokojnie.
* Łatwo mówić, leżę tu już 9 miesięcy...*
- Skup się
* Próbowałem poruszyć ręką*

Do pomieszczenia wszedł wielki potwór,z wielkimi zębiskami i parą czarnych oczu.Bez ciała tylko z pustym konturem jego postaci, lewitował lekko nad ziemią. Miał przeraźliwy głos i sapał jak nie nażarta bestia. Podszedł do leżącego ciała Cana i nachylił swój łeb nad nim.
*Czego chcesz i tak jeszcze mnie nie pożresz*
- Nie trać czasu, skup się.
* Dobra dobra*

Bestia ciągle krążyła gdzieś wokoło mojego ciała.
Po dobrych 20 minutach prób, poruszyłem lekko ręką.
- Dobrze, idź za tym uczuciem.
*Zacząłem powoli czuć swoje ciało*
- Jest ! Silny Jesteś
* Poruszałam ręką bez najmniejszego problemu, teraz muszę wstać i już*
- Łatwo Ci idzie

Can po krótkiech chwili stał już na nogach, a blade monstrum wpatrywało się w 
niego. Can wyciągnął miecze.
- Nieeee !! Nie możesz.
* Dlaczego nie ?*
- W tym miejscu nie możesz zabijać dusz, bo to przyśpieszy polowanie na Nas. Potrzebujemy swobody i czasu, żeby znaleźć kryształy
* No dobra*

Can schował miecze, rzucił groźne spojrzenie na monstrum i wyszedł z pomieszczenia.
* Gdzie mam się udać teraz ?*
- Za krętymi schodami w ciemnym kącie jest ukryte przejście niżej. 
Can przeszedł pomieszczenie z symbolami na ziemi, dotarł do pomieszczenia schodów.
Stanął na środku pomieszczenia, gdy usłyszał złowrogie krzyki na górnych poziomach.
Zobaczył jak schody przeobrażają się w jedną długą drabinę na sam szczyt. Ten sygnał uświadomił mu, że ucieczka będzie trudna.
* Szybko chodźmy do tego przejścia*
- Tutaj za spiralą przy samym dole była pęknięta cegła, musisz ją znaleźć.

Can rozglądał się po ścianie szukając tej jednej. W końcu znalazł, rozpędził 
się i wymierzył cios. W tym miejscu ściana pękła i zrobiło się małe przejście 
dla jednej osoby.
* Dobra jeszcze mam się czołgać ?*

Z wysokości nagle zeskoczył łowca większy od poprzedniego i żarłocznie rozglądał się po okolicy.
* Dobra to dobry argument*

Can przeczołgał się szczeliną i zamurowało go po drugiej stronie. Znalazł się 
w korytarzu, który był jasny , przejrzysty i na pozór cichy. Jak zupełny kontrast do mroku.
- Ta droga prowadzi do wnętrza wieży, do...
* Do kryształów ?*
- Do miejsca mojego urodzenia. Nie bardzo chcę,ale musimy się tam udać

Ruszyłem korytarzem przed siebie, wydawało się jakby się nigdy nie kończył.
Przeciętny zwykły prosty korytarz o wysokości 2,5 metra, a mógł przerazić.
Za kamiennymi ścianami co jakiś czas było słychać odgłosy Łowców.
I nagle kamienny korytarz zaczął się przeobrażać.
- Stój !!
* Już, już stoję. Jak tak będziesz mi się wydzierać w głowie to zawału dostanę.*

Korytarz przeobraził się w arenę do walk. Wielka pusta przestrzeń w kształcie koła. 

- Musimy się pośpieszyć chyba wieża już się domyśliła po co idziemy.
* Kamienie to duże źródło energii, więc będzie ich strzec*

Ruszyliśmy przed siebie i usłyszałem ruch za moimi plecami, odskoczyłem w międzyczasie odwracając się i wyciągając miecze. Niestety nikogo nie dostrzegłem.
* To cienie ?*
- Tak, wieża jest jej źródłem.
* Jak mam walczyć z czymś czego nie widzę*

Wymachnąłem mieczem przed siebie. W boki, trochę w chaotyczny sposób jakbym odganiał się od muchy.
- Musisz się skupić Can, potrafisz je dostrzeć
* Że niby ja ?... A tak , ten cień z portalu*

Stanąłem na środku areny, czekałem w ciszy na ich ruch.
Wpatrując się w pomieszczenie, dojrzałem jednego z nich.
Siedział spokojnie na piasku, wpatrując się we mnie.
Jego wzrok nie świadczył o tym ,żeby miałbyć agresywny wobec mnie.
* Może chce nam pomóc ?*
- Nie wiem, ale skoro nie chce walczyć, nie traćmy czasu

Schowałem miecze , Cień zrobił to samo. Po czym odwróciłem się i poszedłem do 
przejścia. Minęliśmy kolejny korytarz, kilka pustych pomieszczeń i na samym końcu naszej podróży doszliśmy do królewskiej sali. Ujrzałem mały piedestał a na nim dwie błyszczące połówki kamieni.
Sala tronowa, tron ustawiony na podeście pod kilka schodów, a obok mały piedestał z kamieniami. Schody pokryte złoto czerwonym dywanem, a w innych zakątkach sali same kamienie. Kamienne kolumny, ściany, krzesła i dwa duże stoły po obu stronach sali.

- Więc Jesteśmy, złap je szybko i uciekajmy
* Zanim ?*
- Zanim się obudzi, proszę Cię.

Nie czekając ruszyłem do piedestału, rozglądając się powoli po okolicy.
Szukając pułapek , Cieni czy innych zabójczych stworzeń.

- Nie bój się. Pozwolę Ci stąd wyjść
- ...
- Jesteś jednym z Nas. Weź kamienie i podejmij właściwą decyzję gdy nadejdzie czas.
*Dlaczego to jest takie łatwe ?*

Wszedłem po schodach, wziąłem kamienie w dłoń. Poczułem jak złączyły się w całość. Wsadziłem kryształ w miecz z pustym gniazdem. Został przyjęty i związany z mieczem. Poczułem kolejny przypływ mocy. Odwróciłem się i dojrzałem postać mówiącą do mnie w pełni.

- Tam jest portal prowadzący do wyjścia z wieży, do sali która jest na szczycie. 
- Dlaczego mi pomagasz ?
- Bo Jestem ciekaw co zrobisz gdy już zdobędziesz to co chcesz, a po za tym ktoś musi dbać o moją córkę.
- Kim Jesteś ? 
- Mówią mi po prostu Alpha. Myślę, że jeszcze się spotkamy.

Ruszyłem w wskazaną drogę i wszedłem w portal.
Pojawiłem się na szczycie wieży, w pomieszczeniu z drzwiami.
Tutaj musiała się rozegrać wielka bitwa, gdyż całe pomieszczenie było zrujnowane z rozbryzganą krwią lejącą się z każdej ściany.
*Co tu się stało ?*
- Nie wiem, uciekajmy stąd

Otworzyłem drzwi i odetchnąłem powietrzem.
Przed moimi oczami ukazała się śnieżna góra, przepaść i most po którym przechodziliśmy jak po ziemi. Teraz był wiszącą ostatnią ścieżką nadzei.
*Zima,skały i lód, czyżby Cekici zdobyli te terytorium... Gdzie mam się teraz udać i co zrobić ?*

Skupiłem się mocno i spróbowałem wezwać moich przyjaciół.
W tym czasie Yangin i Iv przechadzali się w odległych krainach odpoczywając po bitwach, które zostali zmuszeni stoczyć. Gdy nagle poczuli i usłyszeli w tym samym czasie jeden znajomy głos.

- Iv !! Yangin !!

środa, 25 listopada 2015

Przerwa Technicza

Witam serdecznie
Przepraszam bardzo , że dziś nie wstawię nic.
Ale mam przerwę techniczno psychiczną. Potrzebuję odpocząć, a nie chciałbym Was zanudzać byle gównem, obiecuję , że gdy się odrobię . Wstawię bardzo spory rozdział.

wtorek, 24 listopada 2015

"Płonąca przeszłość"

Witam.

---------------------------------------------------------------
Yangin po miesiącu wędrówki znalazł się w jednej ze swoich kryjówek w śnieżnych górach Cekitów.
To tutaj był ostatnio w towarzystwie swojego mistrza Wolfghara.
Otworzył wielką zardzewiałą skrzynię w której leżał podarty dziennik zapieczętowany symbolem śmierci.
- Skoro już Twoja dusza jest wolna.
*Gdy odejdę Ty Yanginie będziesz mógł przeczytać dziennik swojego mistrza, ale pamiętaj to zaklęcie na dzienniku to zaklęcie przywiązania duszy, jeśli spróbujesz go otworzyć zanim umrę. Sam zginiesz"

Yangin otworzył dziennik, przejrzał kilka stron. Większość z nich pamiętał z własnego punktu widzenia. Wolfghar opisywał tu wszystko.
Jego uwagę przykuł ostatni wpis.

***
Kto by się spodziewał, że tak właśnie będzie wyglądał ostatni dzień wielkiej wojny.
Kim byłem, jednym z bohaterów ? Czy raczej masowym mordercą świata.
Ale zacznę od początku.
Wiecie o co się toczy wojna ? O władzę, o terytorium, o bogactwo...
Wojna nigdy nie ma pozytywnego wydźwięku. Byłem Kolgeanem z rodu, a przystąpiłem do nacji Wilków.
Dlaczego ? Bo to była jedyna nacja , która nie walczyła z żądzy władzy, a z przekonaniem o swoje racje.
Zwolennicy wolnego świata, równowagi natury. Bohaterowie lasów, ciche dusze jak nieme góry. Porywczy wojownicy jak silne strumienie wody.
Nie wiem dlaczego to właśnie mnie przypisano wielkie zaufanie, ale jako Cień stałem się jednym z największych Wilków.
Uwierzyłem w przekonania, które głosiły Wilki. Byłem tak im oddany ,że nawet poświeciłbym życie... Tak też zrobiłem.

Jedynym rozwiązaniem tej i kolejnych wojen było zrównoważenie sił i wyrównanie terytorium każdej nacji.
Znalazłem 9 osób. Reprezentantów każdej z istniejącej nacji o tym samym przekonaniu.
I razem rozpoczęliśmy wspólne przygotowania do zakończenia tej bezlitosnej wojny. W której tylko ginęły istoty a świat obracał się w ruinę.

Przeszukując całą historię świata, Znaleźliśmy czas w którym regularna wojna nie miała miejsca od kilkuset lat.
Szukając tym tropem doszliśmy do wniosku ,że musiała stać za tym jakaś magiczna moc. Przeszukiwaliśmy wszystkie wspomniane miejsca w prastarych księgach. Aż trafiliśmy do biblioteki magów. Na terytorium Naharatów.
W podziemiach wieży mieszkała wyrocznia. Słowa, które przekazała każdemu z Nas były tajemnicą.
Usłyszałem "Do równowagi prowadzi strach, a poświęcenie jest światłem życia."
Nie zrozumiałem tego zdania kompletnie. Dopiero gdy po roku czasu spotkaliśmy się w tym samym miejscu.
Zostaliśmy oświeceni jak uratować równowagę świata. Stworzyliśmy "Czarny krąg" zaklęcie,a raczej klątwę.
Każdy z Nas , zawarł całą swoją duchową moc w jednym z magicznych klejnotów.
Było ich 10. Jako , że moja dusza była podwójna gdyż byłem z rodu Kolgeanem a z nacji Wilkiem. Podzieliłem swoją na dwa kamienie.
Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. W ciągu kolejnego roku zbieraliśmy wszelkie artefakty z całego świata. Kolejny rok przetapialiśmy je w metal.
W końcu w piątym roku dzień przed końcem wielkiej wojny, wykuliśmy wspólnie dwie katany. Nazwaliśmy je Mieczami Równowagi.
Zawierały one gniazda na 11 kryształków, a metal miał magiczne moce, które pozwalały tej broni mieszać energię duchową i przekazywać ją właścicielowi.

Coś zaczęło się ze mną dziać, dostrzegałem to od momentu rozdzielenia mojej mocy na dwa kryształy.
Moja ciemna strona zaczynała panować. Jednak nie chciałem się poddać, musieliśmy zakończyć tą wojnę.
Spotkaliśmy się równo 5 lat od rozpoczęcia Wielkiej wojny, Każdy z swoim kamieniem.
Na środku stały na piedestale miecze równowagi.
I rozpoczęła się Wielka wojna między Nami, o władzę i moc. Kto poprowadzi miecze by przywrócić równowagę ?
Pokłóciliśmy się między sobą, ale nikt nie był na tyle zdecydowany by zadać cios.

Za wyjątkiem mnie, przemiana mej duszy po rozdzieleniu kryształu stworzyła rządnego potwora.
Tak bardzo chciałem tej równowagi ,że postanowiłem posłuchać wyroczni.
"Do równowagi prowadzi strach, a poświęcenie jest światłem życia."
Każdy z Nas się bał , a ja poświęciłem wszystkich. Zebrałem kryształy po zmarłych towarzyszach.
I łącząc 11 kryształów użyłem "Czarnego kręgu"...
Zabiłem miliardy istnień... Zabierając im twarze, osobowości...

Moja dusza została przykuta, a jej część zabrana. Jeden z moich kryształów pękł i wsiąkł jakby w ziemię.
Kolejna wojna nie będzie wymagała żadnych przygotowań, tylko wielkiej odwagi a reszta... Zależy.

***

Na dzienniku zarysował się czarny krąg i nagle stanął w płomieniach.
- Wolfghar, a niech Cię !!

poniedziałek, 23 listopada 2015

"Jasna strona ciemności"

Witam serdecznie.


----------------------------------------------

Niebo zaszło czerwonymi chmurami chwilę przed zniknięciem wieży.

Iv zobaczyła chmury nad wieżą, upadła z niemocy na ziemię.
*Nie wierzę... Can !!*

- To moja wina...

*Nawet nie jestem już wstanie wyczuć jego energii*

Minęła dłuższa chwila zanim do Iv definitywnie dotarło ,że wieża zniknęła na kolejne 5 lat.
Iv uroniła łzę i założyła kaptur na głowę, odwróciła się i ruszyła przed siebie.

- Iv !! Czekaj !!

Nie raczyła nawet odpowiedzieć.

- Iv !! Proszę Cię !!


Yangin złapał ją za ramię.

- Czemu mnie zabrałeś z tej wieży.

- Bo nie chciałem byś była tam teraz !!
- Nie rozumiem Cię. Po co to wszystko było, Can miał absolutną rację. Zaszliśmy tak daleko i się poddaliśmy, zostawiliśmy go tam samego
zdanego na siebie. Nie boli Cię to ?

- Nie, takie było...

Nim Yangin dokończył zdanie przyjął na twarz kilka ciosów rozdrażnionej Iv.

- To koniec...
- Weź się w garść Iv, nadchodzi wojna.
- I co z tego, myślisz że my Jesteśmy w stanie ją powstrzymać ?
- Tylko my zostaliśmy, więc...

Iv zamieniła się w wilka i ruszyła w kierunku portalu.

* Co on sobie myśli, tyle przeszliśmy, poświęciliśmy... A on zupełnie odpuścił, sam o mały włos nie zginął próbując zdobyć
miecze dla Cana. Czemu teraz...? Muszę udać się do rodu Sagri,*

Yangin pobiegł za Iv, ale nie miał najmniejszych szans wygrać tego wyścigu.
Na jego drodze stanęły dwa szkielety , które wykopały się z pod ziemi.
Jednym ruchem Yangin rozłupał ich czaszki.

*Muszę uciekać, udam się do Cekitów... Może Oni...*

Iv i Yangin nagle stanęli w miejscu. Zobaczyli ducha Wolfghara i usłyszeli te same słowa.

- Moja dusza jest wolna.
  Jako jeden z jedenastu, mistrz czarnego kręgu, dożywotni posiadacz Mieczy Równowagi.
  Władca rodu Wilków i Kolgeanów, napawam Wasze serca nadzieją.
  Gdy widzicie mego ducha to znaczy tylko to, że poległem w wielkiej wojnie.
  Jednak Wy nie poddawajcie się, Walczcie do końca !!
  Nie ugniajcie swych kolan przed wrogiem !!
  Nawet gdy nadzieja spłonie w ostatnim ogniu walki...
  Iv... Yangin...  W Was pokładam swe nadzieje.
  Jeszcze się spotkamy i znów staniemy do walki o równowagę Naszego świata.


Postać Wolfghara uśmiechnęła się i rozpłynęła z blaskiem unoszącym się w kierunku nieba.


*Słyszałam te słowa na prawdę ? Wolfghar nie żyje od ostatniej wojny , która zakończyła się dokładnie 5 lat temu.**Dopiero teraz... Jego dusza... *