Witam serdecznie
Przepraszam bardzo , że dziś nie wstawię nic.
Ale mam przerwę techniczno psychiczną. Potrzebuję odpocząć, a nie chciałbym Was zanudzać byle gównem, obiecuję , że gdy się odrobię . Wstawię bardzo spory rozdział.
środa, 25 listopada 2015
wtorek, 24 listopada 2015
"Płonąca przeszłość"
Witam.
---------------------------------------------------------------
Yangin po miesiącu wędrówki znalazł się w jednej ze swoich kryjówek w śnieżnych górach Cekitów.
To tutaj był ostatnio w towarzystwie swojego mistrza Wolfghara.
Otworzył wielką zardzewiałą skrzynię w której leżał podarty dziennik zapieczętowany symbolem śmierci.
- Skoro już Twoja dusza jest wolna.
*Gdy odejdę Ty Yanginie będziesz mógł przeczytać dziennik swojego mistrza, ale pamiętaj to zaklęcie na dzienniku to zaklęcie przywiązania duszy, jeśli spróbujesz go otworzyć zanim umrę. Sam zginiesz"
Yangin otworzył dziennik, przejrzał kilka stron. Większość z nich pamiętał z własnego punktu widzenia. Wolfghar opisywał tu wszystko.
Jego uwagę przykuł ostatni wpis.
***
Kto by się spodziewał, że tak właśnie będzie wyglądał ostatni dzień wielkiej wojny.
Kim byłem, jednym z bohaterów ? Czy raczej masowym mordercą świata.
Ale zacznę od początku.
Wiecie o co się toczy wojna ? O władzę, o terytorium, o bogactwo...
Wojna nigdy nie ma pozytywnego wydźwięku. Byłem Kolgeanem z rodu, a przystąpiłem do nacji Wilków.
Dlaczego ? Bo to była jedyna nacja , która nie walczyła z żądzy władzy, a z przekonaniem o swoje racje.
Zwolennicy wolnego świata, równowagi natury. Bohaterowie lasów, ciche dusze jak nieme góry. Porywczy wojownicy jak silne strumienie wody.
Nie wiem dlaczego to właśnie mnie przypisano wielkie zaufanie, ale jako Cień stałem się jednym z największych Wilków.
Uwierzyłem w przekonania, które głosiły Wilki. Byłem tak im oddany ,że nawet poświeciłbym życie... Tak też zrobiłem.
Jedynym rozwiązaniem tej i kolejnych wojen było zrównoważenie sił i wyrównanie terytorium każdej nacji.
Znalazłem 9 osób. Reprezentantów każdej z istniejącej nacji o tym samym przekonaniu.
I razem rozpoczęliśmy wspólne przygotowania do zakończenia tej bezlitosnej wojny. W której tylko ginęły istoty a świat obracał się w ruinę.
Przeszukując całą historię świata, Znaleźliśmy czas w którym regularna wojna nie miała miejsca od kilkuset lat.
Szukając tym tropem doszliśmy do wniosku ,że musiała stać za tym jakaś magiczna moc. Przeszukiwaliśmy wszystkie wspomniane miejsca w prastarych księgach. Aż trafiliśmy do biblioteki magów. Na terytorium Naharatów.
W podziemiach wieży mieszkała wyrocznia. Słowa, które przekazała każdemu z Nas były tajemnicą.
Usłyszałem "Do równowagi prowadzi strach, a poświęcenie jest światłem życia."
Nie zrozumiałem tego zdania kompletnie. Dopiero gdy po roku czasu spotkaliśmy się w tym samym miejscu.
Zostaliśmy oświeceni jak uratować równowagę świata. Stworzyliśmy "Czarny krąg" zaklęcie,a raczej klątwę.
Każdy z Nas , zawarł całą swoją duchową moc w jednym z magicznych klejnotów.
Było ich 10. Jako , że moja dusza była podwójna gdyż byłem z rodu Kolgeanem a z nacji Wilkiem. Podzieliłem swoją na dwa kamienie.
Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. W ciągu kolejnego roku zbieraliśmy wszelkie artefakty z całego świata. Kolejny rok przetapialiśmy je w metal.
W końcu w piątym roku dzień przed końcem wielkiej wojny, wykuliśmy wspólnie dwie katany. Nazwaliśmy je Mieczami Równowagi.
Zawierały one gniazda na 11 kryształków, a metal miał magiczne moce, które pozwalały tej broni mieszać energię duchową i przekazywać ją właścicielowi.
Coś zaczęło się ze mną dziać, dostrzegałem to od momentu rozdzielenia mojej mocy na dwa kryształy.
Moja ciemna strona zaczynała panować. Jednak nie chciałem się poddać, musieliśmy zakończyć tą wojnę.
Spotkaliśmy się równo 5 lat od rozpoczęcia Wielkiej wojny, Każdy z swoim kamieniem.
Na środku stały na piedestale miecze równowagi.
I rozpoczęła się Wielka wojna między Nami, o władzę i moc. Kto poprowadzi miecze by przywrócić równowagę ?
Pokłóciliśmy się między sobą, ale nikt nie był na tyle zdecydowany by zadać cios.
Za wyjątkiem mnie, przemiana mej duszy po rozdzieleniu kryształu stworzyła rządnego potwora.
Tak bardzo chciałem tej równowagi ,że postanowiłem posłuchać wyroczni.
"Do równowagi prowadzi strach, a poświęcenie jest światłem życia."
Każdy z Nas się bał , a ja poświęciłem wszystkich. Zebrałem kryształy po zmarłych towarzyszach.
I łącząc 11 kryształów użyłem "Czarnego kręgu"...
Zabiłem miliardy istnień... Zabierając im twarze, osobowości...
Moja dusza została przykuta, a jej część zabrana. Jeden z moich kryształów pękł i wsiąkł jakby w ziemię.
Kolejna wojna nie będzie wymagała żadnych przygotowań, tylko wielkiej odwagi a reszta... Zależy.
***
Na dzienniku zarysował się czarny krąg i nagle stanął w płomieniach.
- Wolfghar, a niech Cię !!
---------------------------------------------------------------
Yangin po miesiącu wędrówki znalazł się w jednej ze swoich kryjówek w śnieżnych górach Cekitów.
To tutaj był ostatnio w towarzystwie swojego mistrza Wolfghara.
Otworzył wielką zardzewiałą skrzynię w której leżał podarty dziennik zapieczętowany symbolem śmierci.
- Skoro już Twoja dusza jest wolna.
*Gdy odejdę Ty Yanginie będziesz mógł przeczytać dziennik swojego mistrza, ale pamiętaj to zaklęcie na dzienniku to zaklęcie przywiązania duszy, jeśli spróbujesz go otworzyć zanim umrę. Sam zginiesz"
Yangin otworzył dziennik, przejrzał kilka stron. Większość z nich pamiętał z własnego punktu widzenia. Wolfghar opisywał tu wszystko.
Jego uwagę przykuł ostatni wpis.
***
Kto by się spodziewał, że tak właśnie będzie wyglądał ostatni dzień wielkiej wojny.
Kim byłem, jednym z bohaterów ? Czy raczej masowym mordercą świata.
Ale zacznę od początku.
Wiecie o co się toczy wojna ? O władzę, o terytorium, o bogactwo...
Wojna nigdy nie ma pozytywnego wydźwięku. Byłem Kolgeanem z rodu, a przystąpiłem do nacji Wilków.
Dlaczego ? Bo to była jedyna nacja , która nie walczyła z żądzy władzy, a z przekonaniem o swoje racje.
Zwolennicy wolnego świata, równowagi natury. Bohaterowie lasów, ciche dusze jak nieme góry. Porywczy wojownicy jak silne strumienie wody.
Nie wiem dlaczego to właśnie mnie przypisano wielkie zaufanie, ale jako Cień stałem się jednym z największych Wilków.
Uwierzyłem w przekonania, które głosiły Wilki. Byłem tak im oddany ,że nawet poświeciłbym życie... Tak też zrobiłem.
Jedynym rozwiązaniem tej i kolejnych wojen było zrównoważenie sił i wyrównanie terytorium każdej nacji.
Znalazłem 9 osób. Reprezentantów każdej z istniejącej nacji o tym samym przekonaniu.
I razem rozpoczęliśmy wspólne przygotowania do zakończenia tej bezlitosnej wojny. W której tylko ginęły istoty a świat obracał się w ruinę.
Przeszukując całą historię świata, Znaleźliśmy czas w którym regularna wojna nie miała miejsca od kilkuset lat.
Szukając tym tropem doszliśmy do wniosku ,że musiała stać za tym jakaś magiczna moc. Przeszukiwaliśmy wszystkie wspomniane miejsca w prastarych księgach. Aż trafiliśmy do biblioteki magów. Na terytorium Naharatów.
W podziemiach wieży mieszkała wyrocznia. Słowa, które przekazała każdemu z Nas były tajemnicą.
Usłyszałem "Do równowagi prowadzi strach, a poświęcenie jest światłem życia."
Nie zrozumiałem tego zdania kompletnie. Dopiero gdy po roku czasu spotkaliśmy się w tym samym miejscu.
Zostaliśmy oświeceni jak uratować równowagę świata. Stworzyliśmy "Czarny krąg" zaklęcie,a raczej klątwę.
Każdy z Nas , zawarł całą swoją duchową moc w jednym z magicznych klejnotów.
Było ich 10. Jako , że moja dusza była podwójna gdyż byłem z rodu Kolgeanem a z nacji Wilkiem. Podzieliłem swoją na dwa kamienie.
Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. W ciągu kolejnego roku zbieraliśmy wszelkie artefakty z całego świata. Kolejny rok przetapialiśmy je w metal.
W końcu w piątym roku dzień przed końcem wielkiej wojny, wykuliśmy wspólnie dwie katany. Nazwaliśmy je Mieczami Równowagi.
Zawierały one gniazda na 11 kryształków, a metal miał magiczne moce, które pozwalały tej broni mieszać energię duchową i przekazywać ją właścicielowi.
Coś zaczęło się ze mną dziać, dostrzegałem to od momentu rozdzielenia mojej mocy na dwa kryształy.
Moja ciemna strona zaczynała panować. Jednak nie chciałem się poddać, musieliśmy zakończyć tą wojnę.
Spotkaliśmy się równo 5 lat od rozpoczęcia Wielkiej wojny, Każdy z swoim kamieniem.
Na środku stały na piedestale miecze równowagi.
I rozpoczęła się Wielka wojna między Nami, o władzę i moc. Kto poprowadzi miecze by przywrócić równowagę ?
Pokłóciliśmy się między sobą, ale nikt nie był na tyle zdecydowany by zadać cios.
Za wyjątkiem mnie, przemiana mej duszy po rozdzieleniu kryształu stworzyła rządnego potwora.
Tak bardzo chciałem tej równowagi ,że postanowiłem posłuchać wyroczni.
"Do równowagi prowadzi strach, a poświęcenie jest światłem życia."
Każdy z Nas się bał , a ja poświęciłem wszystkich. Zebrałem kryształy po zmarłych towarzyszach.
I łącząc 11 kryształów użyłem "Czarnego kręgu"...
Zabiłem miliardy istnień... Zabierając im twarze, osobowości...
Moja dusza została przykuta, a jej część zabrana. Jeden z moich kryształów pękł i wsiąkł jakby w ziemię.
Kolejna wojna nie będzie wymagała żadnych przygotowań, tylko wielkiej odwagi a reszta... Zależy.
***
Na dzienniku zarysował się czarny krąg i nagle stanął w płomieniach.
- Wolfghar, a niech Cię !!
poniedziałek, 23 listopada 2015
"Jasna strona ciemności"
Witam serdecznie.
----------------------------------------------
Niebo zaszło czerwonymi chmurami chwilę przed zniknięciem wieży.
Iv zobaczyła chmury nad wieżą, upadła z niemocy na ziemię.
*Nie wierzę... Can !!*
- To moja wina...
*Nawet nie jestem już wstanie wyczuć jego energii*
Minęła dłuższa chwila zanim do Iv definitywnie dotarło ,że wieża zniknęła na kolejne 5 lat.
Iv uroniła łzę i założyła kaptur na głowę, odwróciła się i ruszyła przed siebie.
- Iv !! Czekaj !!
Nie raczyła nawet odpowiedzieć.
- Iv !! Proszę Cię !!
Yangin złapał ją za ramię.
- Czemu mnie zabrałeś z tej wieży.
- Bo nie chciałem byś była tam teraz !!
- Nie rozumiem Cię. Po co to wszystko było, Can miał absolutną rację. Zaszliśmy tak daleko i się poddaliśmy, zostawiliśmy go tam samego
zdanego na siebie. Nie boli Cię to ?
- Nie, takie było...
Nim Yangin dokończył zdanie przyjął na twarz kilka ciosów rozdrażnionej Iv.
- To koniec...
- Weź się w garść Iv, nadchodzi wojna.
- I co z tego, myślisz że my Jesteśmy w stanie ją powstrzymać ?
- Tylko my zostaliśmy, więc...
Iv zamieniła się w wilka i ruszyła w kierunku portalu.
* Co on sobie myśli, tyle przeszliśmy, poświęciliśmy... A on zupełnie odpuścił, sam o mały włos nie zginął próbując zdobyć
miecze dla Cana. Czemu teraz...? Muszę udać się do rodu Sagri,*
Yangin pobiegł za Iv, ale nie miał najmniejszych szans wygrać tego wyścigu.
Na jego drodze stanęły dwa szkielety , które wykopały się z pod ziemi.
Jednym ruchem Yangin rozłupał ich czaszki.
*Muszę uciekać, udam się do Cekitów... Może Oni...*
Iv i Yangin nagle stanęli w miejscu. Zobaczyli ducha Wolfghara i usłyszeli te same słowa.
- Moja dusza jest wolna.
Jako jeden z jedenastu, mistrz czarnego kręgu, dożywotni posiadacz Mieczy Równowagi.
Władca rodu Wilków i Kolgeanów, napawam Wasze serca nadzieją.
Gdy widzicie mego ducha to znaczy tylko to, że poległem w wielkiej wojnie.
Jednak Wy nie poddawajcie się, Walczcie do końca !!
Nie ugniajcie swych kolan przed wrogiem !!
Nawet gdy nadzieja spłonie w ostatnim ogniu walki...
Iv... Yangin... W Was pokładam swe nadzieje.
Jeszcze się spotkamy i znów staniemy do walki o równowagę Naszego świata.
Postać Wolfghara uśmiechnęła się i rozpłynęła z blaskiem unoszącym się w kierunku nieba.
*Słyszałam te słowa na prawdę ? Wolfghar nie żyje od ostatniej wojny , która zakończyła się dokładnie 5 lat temu.**Dopiero teraz... Jego dusza... *
----------------------------------------------
Niebo zaszło czerwonymi chmurami chwilę przed zniknięciem wieży.
Iv zobaczyła chmury nad wieżą, upadła z niemocy na ziemię.
*Nie wierzę... Can !!*
- To moja wina...
*Nawet nie jestem już wstanie wyczuć jego energii*
Minęła dłuższa chwila zanim do Iv definitywnie dotarło ,że wieża zniknęła na kolejne 5 lat.
Iv uroniła łzę i założyła kaptur na głowę, odwróciła się i ruszyła przed siebie.
- Iv !! Czekaj !!
Nie raczyła nawet odpowiedzieć.
- Iv !! Proszę Cię !!
Yangin złapał ją za ramię.
- Czemu mnie zabrałeś z tej wieży.
- Bo nie chciałem byś była tam teraz !!
- Nie rozumiem Cię. Po co to wszystko było, Can miał absolutną rację. Zaszliśmy tak daleko i się poddaliśmy, zostawiliśmy go tam samego
zdanego na siebie. Nie boli Cię to ?
- Nie, takie było...
Nim Yangin dokończył zdanie przyjął na twarz kilka ciosów rozdrażnionej Iv.
- To koniec...
- Weź się w garść Iv, nadchodzi wojna.
- I co z tego, myślisz że my Jesteśmy w stanie ją powstrzymać ?
- Tylko my zostaliśmy, więc...
Iv zamieniła się w wilka i ruszyła w kierunku portalu.
* Co on sobie myśli, tyle przeszliśmy, poświęciliśmy... A on zupełnie odpuścił, sam o mały włos nie zginął próbując zdobyć
miecze dla Cana. Czemu teraz...? Muszę udać się do rodu Sagri,*
Yangin pobiegł za Iv, ale nie miał najmniejszych szans wygrać tego wyścigu.
Na jego drodze stanęły dwa szkielety , które wykopały się z pod ziemi.
Jednym ruchem Yangin rozłupał ich czaszki.
*Muszę uciekać, udam się do Cekitów... Może Oni...*
Iv i Yangin nagle stanęli w miejscu. Zobaczyli ducha Wolfghara i usłyszeli te same słowa.
- Moja dusza jest wolna.
Jako jeden z jedenastu, mistrz czarnego kręgu, dożywotni posiadacz Mieczy Równowagi.
Władca rodu Wilków i Kolgeanów, napawam Wasze serca nadzieją.
Gdy widzicie mego ducha to znaczy tylko to, że poległem w wielkiej wojnie.
Jednak Wy nie poddawajcie się, Walczcie do końca !!
Nie ugniajcie swych kolan przed wrogiem !!
Nawet gdy nadzieja spłonie w ostatnim ogniu walki...
Iv... Yangin... W Was pokładam swe nadzieje.
Jeszcze się spotkamy i znów staniemy do walki o równowagę Naszego świata.
Postać Wolfghara uśmiechnęła się i rozpłynęła z blaskiem unoszącym się w kierunku nieba.
*Słyszałam te słowa na prawdę ? Wolfghar nie żyje od ostatniej wojny , która zakończyła się dokładnie 5 lat temu.**Dopiero teraz... Jego dusza... *
niedziela, 22 listopada 2015
"Czarny krąg"
Witam serdecznie.
Długo wyczekiwany rozdział, który budował się we mnie od dawna.
--------------------------------------------------
Rozdział IV
Obudziłem się , nie wiem dokładnie jaka jest pora dnia. Niepokój panujący w tym miejscu jest nie do opisania.
Pomieszczenie przez noc zmieniło swój kształt, poprzestawiały się regały, drzwi zmieniły miejsce, futryny okien zmieniły kolor.
*To miejsce żyje*
- Iv, Yangin !! Obudźcie się, musimy się ruszać.
- Co jest ?
- Ruszajmy, coś złego się zbliża. To miejsce się przeobraża.
- To już dziś !! Dzisiaj to miejsce zniknie na kilka lat , nie możemy tu zostać.
- To w takim razie musimy szybko się dostać tam gdzie trzeba.
- Nie zdążymy, mamy nie pełny dzień.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Szukając jakiegoś znaku gdzie może być ukryte przejście.
- Trzeba najpierw znaleźć przejście w dół, a tam na dole nie będzie na pewno przyjemnie.
Podszedłem do jednego z regałów pełnych książek,
- Wyczuwasz mnie.
Moja ręka zatrzymała się na jednej z książek.
- No zrób to !!
- To co robimy ?
- Przeszliśmy długą drogę by tutaj dotrzeć, na prawdę na samym końcu chcecie zrezygnować ?
- To zbyt ryzykowne.
- Więc zrezygnujcie. Ja idę dalej.
Pociągnąłem za książkę, niedługo po tym usłyszeliśmy trzask.
Jedna ze ścian rozstąpiła się
*Dlaczego Jesteś taki uparty?*
- Nie zostawimy cię !!
Mrok , który powstał przed nami był przerażający i skrywał wielką tajemnicę.
- Chodź do mnie !!
Zwróciłem się bez zastanowienia do wejścia. Ruszyłem nie czekając na Iv i Yangina.
Sam dla Siebie musiałem znaleźć odpowiedź co na mnie tam czeka. I to w dodatku dość długo.
Włożyłem rękę w mrok, poczułem przepływającą przez nią energię.
- No więc kto następny ?
- Co ?!
Odwróciłem się w kierunku Iv i Yangina. Ale ich postacie przysłaniał jej ciemny płaszcz opiewający dymem i cieniem.
Nie mogłem się wyrwać z uścisku mroku, tak jakby coś mnie trzymało po drugiej stronie.
*Nie mogę panikować, muszę co zrobić*
- Iv uciekajcie !!
- Przed czym ?!
- Kolgeanin !!
Odwróciła się w moją stronę. Szyderczo się uśmiechnęła i kopnęła mnie tak że całym ciałem wpadłem w mrok.
- Can !!
Przed obliczem Yangina i Iv pojawiła się postać.
- Macie okazję mnie zobaczyć. Odpuśćcie sobie zanim Was zabiję.
- Przepuść Nas albo siłą przebijemy sobie przejście.
- Iv odpuść !!
- Że co ?
- Składałaś przysięgę.
- Tak jak myślałam, Wilki. Wybaczcie mi, ale muszę dalej poprowadzić Naszego gościa.
- Ale... Nie... Nie pozwolę na to !
Iv wyciągnęła miecz. Yangin szybko podbiegł do Iv, złapał ją z całej siły i próbował wyciągnąć na zewnątrz.
- To jego przeznaczenie !! Nie Nasze !
Postać rozmyła się w mroku, a Yangin wyprowadził wściekłą Iv na zewnątrz.
Drzwi zatrzasnęły się i zapieczętowały jakimś magicznym znakiem.
Wtedy dopiero Yangin puścił Iv.
- Can...
Iv odwróciła się w stronę Yangina i wymierzyła mu potężny cios w twarz.
Nie uchylił się.
- Dlaczego ? Dlaczego Ty to zrobiłeś !!
- Żeby Cię ratować, zabiłaby Nas bez najmniejszego problemu. Nie Jesteśmy w stanie dostrzec Cieni !!
- Yangin, to koniec. Wiesz o tym.
- Tak naglę straciłaś wiarę ? To był Twój pomysł, teraz wszystko od niego zależy.
- A co gdy nie zdąży ?!
- Zdąży !
- Obyś miał rację.
Iv odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę portalu. Gdy Yangin spróbował iść za nią.
Wilczyca wystrzeliła strzałę przed jego nogi, dając tym jasny znak.
Zamieniła się w srebrzystego Wilka i ruszyła w drogę.
Yangin przeszedł przez most, usiadł na ziemi. Ściągnął ekwipunek. Przyjął postać jakby do modlitwy.
*Wybacz, mam nadzieję ,że zrozumiesz jeśli się więcej nie spotkamy*
- Gdzie ja Jestem ?
- W drodze do wyroczni.
- Kim Jesteś ?
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz lepiej podnieś broń.
Z korytarza na wprost mnie dojrzałem odbijające się światło od ścian.
Z oddali widać było dwa szkielety biegnące w moją stronę z pochodniami.
Wyciągnąłem łuk, wypuściłem pierwszą strzałę. Niecelnie.
Ogarnąłem drżenie rąk, Uspokoiłem oddech wycelowałem i wypuściłem drugą strzałę, która przebiła czaszkę jednego ze szkieletów.
Drugi natomiast zbliżył się w tym czasie na bliską odległość. Wyciągnąłem miecz i wymachując jednym cięciem rozciąłem go w pół.
*Zmężniałem czy jak ? Tak łatwo poszło*
Ruszyłem przed siebie na koniec korytarza z którego to przybyły umarlaki.
Ujrzałem wielką spiralę schodów prowadzącą w dół, a na dole co mnie czeka.
Ogromna ciemność przysłaniała jakiekolwiek wyobrażenie, tego co tam może być.
Wypuściłem jasnofioletową strzałę w dół.
*I dalej nic nie widać*
Strzała rozpłynęła się w mroku, a po chwili dopiero słychać było uderzenie jej o twardą podłogę.
Nie czekałem długo, zacząłem zbiegać na dół. Droga była daleka, a wiedziałem ,że rozwiązanie wszystkich zagadek jest właśnie tam.
- Nie poddawaj się tylko.
*Nie zamierzam*
Schodząc piętro po piętrze w mrok czułem jego ciemną energię, która zaczęła pochłaniać mnie.
*Moja energia tutaj już pewnie jest niewyczuwalna*
Kolejne piętro, tutaj nie ma nic. Oprócz schodów, kawałka dłuższego podestu i kolejne schody w dół.
Nie wiem już ile pięter przeszedłem , każde jedno było takie samo.
Wystrzeliłem kolejną strzałę z jasnofioletowym blaskiem.
Trzask był dużo szybciej, a nawet ujrzałem dno tego miejsca.
*Już nie długo*
- Czuję Cię, już Jesteś blisko.
Zszedłem jeszcze dwa piętra w dół i postanowiłem zeskoczyć.
Nie było już tak wysoko, skierowałem swoją energię w stopy i uderzając o ziemie zrobiłem nie wielką dziurę, ale nic mi nie było.
Stanąłem przed wielkimi złotymi drzwiami. Na samą myśl co jest po tamtej stronie całe moje ciało przeszył zimny dreszcz.
Miecze na moich plecach zaczęły drgać.
- To tutaj jest wyrocznia.
- Znowu Ty ?
- Tak. Nie robię tego przeciw Tobie. Tylko dla Nas, Nas wszystkich.
- Taaa.
Ruszyłem w kierunku drzwi.
Oparłem obie ręce na tej olbrzymiej bramie i pchnąłem przed Siebie.
Moim oczom ukazała się komnata w kolorze kobaltu przeplatana złotymi zdobieniami.
Na środku narysowany był krąg dziwnych 11 symboli, a jeden z nich był rozcięty na pół.
Na końcu komnaty stały wielkie kamienne drzwi.
- Wejdź proszę !! Nie każ mi dłużej czekać !!
Usłyszałem krzyk zza wielkich kamiennych drzwi.
Wkroczyłem do komnaty, stanąłem w okręgu.
Nagle oślepłem, Pojawiło się jakieś jasne światło.
Przymknąłem oczy, widziałem tylko sylwetkę Kobiety w bieli.
- Więc Jesteś.
- Kim Jesteś ?
- Jestem wyrocznią, ale nie przepowiem Ci przeznaczenia.
- ...
- Przeszedłeś tą drogę, po to żeby się z nim zmierzyć.
*Z czym ?*
- Zobaczysz, ale zanim tam wejdziesz. Widzisz ten symbol.
Symbol przecięty na pół nagle podświetlił się.
- Ten symbol to Ty, pamiętaj o tym.
Światło zniknęło.
Moje miecze zaczęły drgać mocno, usłyszałem huk walącej się ściany.
Spojrzałem przed siebie i dopiero zrozumiałem, że wielka kamienna ściana schowała się otwierając drogę.
Nagle poczułem wielki fetor wychodzący z tamtej komnaty.
- Czemu się wahasz ?
*Nie waham się*
Ruszyłem pewnym krokiem, wszedłem do tej komnaty.
Zobaczyłem otwarte kamienne pole. I stojącym o głowę większym ode mnie kamiennym posągiem z potężnym mieczem na plecach jak u Yangina.
Na środku rękojeści błyszczał pęknięty na równe pół jasnofioletowy kryształ.
Posąg poruszył się, odwrócił w moją stronę i wyciągnął miecz.
*Jak na posąg to się żwawo rusza*
- Kim Jesteś ?
- Twoją śmiercią, oddaj mi moje miecze !!
- Twoje...
- Tak, Jestem Wolfghar prawowity posiadacz Mieczy Równowagi. Jedyny Bóg tego świata. Oddaj mi je i odejdziesz z życiem.
- Wiesz, wiele razy słyszałem te bajki.
Wyciągnąłem miecze szykując się do walki.
Czułem jak drżą...
*Czy nawet miecze boją się tej istoty?*
- Więc zgiń !!
Nim zdążyłem się ruszyć już był przy moim boku. Zdążyłem się zasłonić mieczami, ale moc uderzenia zwykłej pięści była tak potężna,
że odepchnęła mnie na drugą stronę pomieszczenia.
*Co za siła, to nie żart. Chyba zaczynam żałować, że tak bardzo chciałem tu zejść*
- Nawet szybki Jesteś.
- Buahahahaha ! Szczeniak.
Uderzył pięścią w ziemię. I poczułem potężny ból.
Ściana za mną rozbryzgła kamieniami raniąc moje plecy.
*Jakim cudem ?*
- Lekceważysz mnie
- Chciałeś powiedzieć , że chyba Ty mnie.
Podniosłem się z ziemi, ruszyłem co sił w nogach. Spodziewałem się jego ataku.
Wyciągnął pięść z ziemi i skierował nią w moją stronę, wskoczyłem na nią.
Przebiegłem po jego przedramieniu i wymachnąłem mieczem uderzając w łuk brwiowy nad lewym okiem.
Nic to nie zdziałało. Nawet zarysu rany nie dostrzegłem na jego kamiennej twarzy.
Zaczął wymachiwać ręką by mnie zrzucić. Odskoczyłem na bok.
Ruszył za mną, tym razem łapiąc swój miecz obiema rękami. Biegnąc w moją stronę, zrobił potężny wymach.
Przeskoczyłem nad mieczem robiąc salto i stając na nogach.
Podmuch tego uderzenia zmiótłby wszystko na jego drodze, fala uderzeniowa powietrza była aż tak widoczna.
Dojrzałem ,że kryształ na jego rękojeści zaczął się błyszczeć.
*Czyżby to On dawał mu taką moc*
- Przestań uciekać tylko walcz !
Kolejny atak, tym razem nie zdążyłem się przyjrzeć. Wolfghar stał za mną z mieczem nad głową.
W ostatniej chwili odskoczyłem, spod moich stóp wydobył się jasnofioletowy blask.
Gdyby nie moja energia, nie zdążyłbym. Miecz Wolfghara roztrzaskał podłogę tak mocno ,że powstał sporej wielkości dół.
Skorzystałem z okazji ,że był pochylony chwyciłem za łuk, naładowałem energię i puściłem strzałę w jego kierunku.
Odbił ją ręką z łatwością, ale ujrzałem rozkruszone kilka głazów które odpadły mu z miejsca gdzie zetknął się ze strzałą.
- Czyli da się Ciebie zranić ?
- Ty to raną nazywasz !! Buahaha... Szkoda , że nie dostrzegasz swojej krwi lejącej się z Twoich pleców.
Rozejrzałem się.
*Cholera ma absolutną rację, jeśli czegoś nie zrobię wykrwawię się*
- Boli ?
- Nie !!
Ruszyłem w jego kierunku, zamachnął się wyprowadzając cios z boku.
Wyskoczyłem szybko na bok ,zaparłem się nogami zebrałem moc w mieczach.
Wyparowałem jego cios, przytrzymując jego potężną broń na moich malutkich mieczach.
*Teraz jest dobry moment*
Jego moc była przytłaczająca, ale próbowałem się zbliżyć do rękojeści aby rozbić ten diabelski kamień.
Uległem trochę, licząc na to że jego siła zepchnie mnie w tamtą stronę.
Popuściłem jeden z mieczy, szybko zbliżyłem się do rękojeści, ale nacisk jego miecza był za duży.
Jego miecz zaczął powoli wbijać się w moje ramię. Zebrałem całą moją siłę odepchnąłem go na dosłownie 2 sekundy.
W tym czasie podskoczyłem, zanim jego miecz wróci skierowany w moją pozycję. Dojrzałem kryształ na rękojeści
I uderzyłem. Kamień wyskoczył w gniazda a blask rozświetlił całe pomieszczenie.
Złapałem go drugą ręką. Upadłem na ziemię uderzając o kamienną podłogę.
- Nieee !!
Błysk minął, w komnacie pojawiła się postać wyroczni oraz postać Kolgeana, który śledził mnie do tego momentu.
- Dziękujemy.
Kolejny blask światła wywołany zniknięciem tych 2 postaci, Zniknęły ale w powietrzu wisiała druga połówka jasnofioletowego kryształu.
Nagle w dłoni trzymałem cały jasnofioletowy kryształ.
- To koniec Wolfghar.
Kamienny posąg zaczął się rozsypywać w drobne kamienie.
- Zanim umrę, wprowadzę chaos na tym świecie. Poczujesz moją klątwę.
Wolfghar rozsypał się w końcu w pył.
A ja stałem z jasnofioletowym kamieniem w ręce.
*Czym On Jest?*
- Raczej Kim. Włóż mnie w jedno z gniazd, a się przekonasz.
Podążyłem zgodnie za radą. I umiejscowiłem klejnot w prawym mieczu.
Ujrzałem blask i poczułem napływ mocy. Kamień został przywiązany do gniazda.
Ponownie usłyszałem głos.
- Zbierz pozostałe części Mnie. A stanę się całością Świata. Twojego Świata.
Yangnin wstał czując potężny wstrząs.
- Nie dał rady ? Niee !!
Wieża zniknęła...
Iv stojąca z oddali uroniła łzę , założyła kaptur na głowę i odeszła swoją drogą.
Długo wyczekiwany rozdział, który budował się we mnie od dawna.
--------------------------------------------------
Rozdział IV
Obudziłem się , nie wiem dokładnie jaka jest pora dnia. Niepokój panujący w tym miejscu jest nie do opisania.
Pomieszczenie przez noc zmieniło swój kształt, poprzestawiały się regały, drzwi zmieniły miejsce, futryny okien zmieniły kolor.
*To miejsce żyje*
- Iv, Yangin !! Obudźcie się, musimy się ruszać.
- Co jest ?
- Ruszajmy, coś złego się zbliża. To miejsce się przeobraża.
- To już dziś !! Dzisiaj to miejsce zniknie na kilka lat , nie możemy tu zostać.
- To w takim razie musimy szybko się dostać tam gdzie trzeba.
- Nie zdążymy, mamy nie pełny dzień.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Szukając jakiegoś znaku gdzie może być ukryte przejście.
- Trzeba najpierw znaleźć przejście w dół, a tam na dole nie będzie na pewno przyjemnie.
Podszedłem do jednego z regałów pełnych książek,
- Wyczuwasz mnie.
Moja ręka zatrzymała się na jednej z książek.
- No zrób to !!
- To co robimy ?
- Przeszliśmy długą drogę by tutaj dotrzeć, na prawdę na samym końcu chcecie zrezygnować ?
- To zbyt ryzykowne.
- Więc zrezygnujcie. Ja idę dalej.
Pociągnąłem za książkę, niedługo po tym usłyszeliśmy trzask.
Jedna ze ścian rozstąpiła się
*Dlaczego Jesteś taki uparty?*
- Nie zostawimy cię !!
Mrok , który powstał przed nami był przerażający i skrywał wielką tajemnicę.
- Chodź do mnie !!
Zwróciłem się bez zastanowienia do wejścia. Ruszyłem nie czekając na Iv i Yangina.
Sam dla Siebie musiałem znaleźć odpowiedź co na mnie tam czeka. I to w dodatku dość długo.
Włożyłem rękę w mrok, poczułem przepływającą przez nią energię.
- No więc kto następny ?
- Co ?!
Odwróciłem się w kierunku Iv i Yangina. Ale ich postacie przysłaniał jej ciemny płaszcz opiewający dymem i cieniem.
Nie mogłem się wyrwać z uścisku mroku, tak jakby coś mnie trzymało po drugiej stronie.
*Nie mogę panikować, muszę co zrobić*
- Iv uciekajcie !!
- Przed czym ?!
- Kolgeanin !!
Odwróciła się w moją stronę. Szyderczo się uśmiechnęła i kopnęła mnie tak że całym ciałem wpadłem w mrok.
- Can !!
Przed obliczem Yangina i Iv pojawiła się postać.
- Macie okazję mnie zobaczyć. Odpuśćcie sobie zanim Was zabiję.
- Przepuść Nas albo siłą przebijemy sobie przejście.
- Iv odpuść !!
- Że co ?
- Składałaś przysięgę.
- Tak jak myślałam, Wilki. Wybaczcie mi, ale muszę dalej poprowadzić Naszego gościa.
- Ale... Nie... Nie pozwolę na to !
Iv wyciągnęła miecz. Yangin szybko podbiegł do Iv, złapał ją z całej siły i próbował wyciągnąć na zewnątrz.
- To jego przeznaczenie !! Nie Nasze !
Postać rozmyła się w mroku, a Yangin wyprowadził wściekłą Iv na zewnątrz.
Drzwi zatrzasnęły się i zapieczętowały jakimś magicznym znakiem.
Wtedy dopiero Yangin puścił Iv.
- Can...
Iv odwróciła się w stronę Yangina i wymierzyła mu potężny cios w twarz.
Nie uchylił się.
- Dlaczego ? Dlaczego Ty to zrobiłeś !!
- Żeby Cię ratować, zabiłaby Nas bez najmniejszego problemu. Nie Jesteśmy w stanie dostrzec Cieni !!
- Yangin, to koniec. Wiesz o tym.
- Tak naglę straciłaś wiarę ? To był Twój pomysł, teraz wszystko od niego zależy.
- A co gdy nie zdąży ?!
- Zdąży !
- Obyś miał rację.
Iv odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę portalu. Gdy Yangin spróbował iść za nią.
Wilczyca wystrzeliła strzałę przed jego nogi, dając tym jasny znak.
Zamieniła się w srebrzystego Wilka i ruszyła w drogę.
Yangin przeszedł przez most, usiadł na ziemi. Ściągnął ekwipunek. Przyjął postać jakby do modlitwy.
*Wybacz, mam nadzieję ,że zrozumiesz jeśli się więcej nie spotkamy*
- Gdzie ja Jestem ?
- W drodze do wyroczni.
- Kim Jesteś ?
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz lepiej podnieś broń.
Z korytarza na wprost mnie dojrzałem odbijające się światło od ścian.
Z oddali widać było dwa szkielety biegnące w moją stronę z pochodniami.
Wyciągnąłem łuk, wypuściłem pierwszą strzałę. Niecelnie.
Ogarnąłem drżenie rąk, Uspokoiłem oddech wycelowałem i wypuściłem drugą strzałę, która przebiła czaszkę jednego ze szkieletów.
Drugi natomiast zbliżył się w tym czasie na bliską odległość. Wyciągnąłem miecz i wymachując jednym cięciem rozciąłem go w pół.
*Zmężniałem czy jak ? Tak łatwo poszło*
Ruszyłem przed siebie na koniec korytarza z którego to przybyły umarlaki.
Ujrzałem wielką spiralę schodów prowadzącą w dół, a na dole co mnie czeka.
Ogromna ciemność przysłaniała jakiekolwiek wyobrażenie, tego co tam może być.
Wypuściłem jasnofioletową strzałę w dół.
*I dalej nic nie widać*
Strzała rozpłynęła się w mroku, a po chwili dopiero słychać było uderzenie jej o twardą podłogę.
Nie czekałem długo, zacząłem zbiegać na dół. Droga była daleka, a wiedziałem ,że rozwiązanie wszystkich zagadek jest właśnie tam.
- Nie poddawaj się tylko.
*Nie zamierzam*
Schodząc piętro po piętrze w mrok czułem jego ciemną energię, która zaczęła pochłaniać mnie.
*Moja energia tutaj już pewnie jest niewyczuwalna*
Kolejne piętro, tutaj nie ma nic. Oprócz schodów, kawałka dłuższego podestu i kolejne schody w dół.
Nie wiem już ile pięter przeszedłem , każde jedno było takie samo.
Wystrzeliłem kolejną strzałę z jasnofioletowym blaskiem.
Trzask był dużo szybciej, a nawet ujrzałem dno tego miejsca.
*Już nie długo*
- Czuję Cię, już Jesteś blisko.
Zszedłem jeszcze dwa piętra w dół i postanowiłem zeskoczyć.
Nie było już tak wysoko, skierowałem swoją energię w stopy i uderzając o ziemie zrobiłem nie wielką dziurę, ale nic mi nie było.
Stanąłem przed wielkimi złotymi drzwiami. Na samą myśl co jest po tamtej stronie całe moje ciało przeszył zimny dreszcz.
Miecze na moich plecach zaczęły drgać.
- To tutaj jest wyrocznia.
- Znowu Ty ?
- Tak. Nie robię tego przeciw Tobie. Tylko dla Nas, Nas wszystkich.
- Taaa.
Ruszyłem w kierunku drzwi.
Oparłem obie ręce na tej olbrzymiej bramie i pchnąłem przed Siebie.
Moim oczom ukazała się komnata w kolorze kobaltu przeplatana złotymi zdobieniami.
Na środku narysowany był krąg dziwnych 11 symboli, a jeden z nich był rozcięty na pół.
Na końcu komnaty stały wielkie kamienne drzwi.
- Wejdź proszę !! Nie każ mi dłużej czekać !!
Usłyszałem krzyk zza wielkich kamiennych drzwi.
Wkroczyłem do komnaty, stanąłem w okręgu.
Nagle oślepłem, Pojawiło się jakieś jasne światło.
Przymknąłem oczy, widziałem tylko sylwetkę Kobiety w bieli.
- Więc Jesteś.
- Kim Jesteś ?
- Jestem wyrocznią, ale nie przepowiem Ci przeznaczenia.
- ...
- Przeszedłeś tą drogę, po to żeby się z nim zmierzyć.
*Z czym ?*
- Zobaczysz, ale zanim tam wejdziesz. Widzisz ten symbol.
Symbol przecięty na pół nagle podświetlił się.
- Ten symbol to Ty, pamiętaj o tym.
Światło zniknęło.
Moje miecze zaczęły drgać mocno, usłyszałem huk walącej się ściany.
Spojrzałem przed siebie i dopiero zrozumiałem, że wielka kamienna ściana schowała się otwierając drogę.
Nagle poczułem wielki fetor wychodzący z tamtej komnaty.
- Czemu się wahasz ?
*Nie waham się*
Ruszyłem pewnym krokiem, wszedłem do tej komnaty.
Zobaczyłem otwarte kamienne pole. I stojącym o głowę większym ode mnie kamiennym posągiem z potężnym mieczem na plecach jak u Yangina.
Na środku rękojeści błyszczał pęknięty na równe pół jasnofioletowy kryształ.
Posąg poruszył się, odwrócił w moją stronę i wyciągnął miecz.
*Jak na posąg to się żwawo rusza*
- Kim Jesteś ?
- Twoją śmiercią, oddaj mi moje miecze !!
- Twoje...
- Tak, Jestem Wolfghar prawowity posiadacz Mieczy Równowagi. Jedyny Bóg tego świata. Oddaj mi je i odejdziesz z życiem.
- Wiesz, wiele razy słyszałem te bajki.
Wyciągnąłem miecze szykując się do walki.
Czułem jak drżą...
*Czy nawet miecze boją się tej istoty?*
- Więc zgiń !!
Nim zdążyłem się ruszyć już był przy moim boku. Zdążyłem się zasłonić mieczami, ale moc uderzenia zwykłej pięści była tak potężna,
że odepchnęła mnie na drugą stronę pomieszczenia.
*Co za siła, to nie żart. Chyba zaczynam żałować, że tak bardzo chciałem tu zejść*
- Nawet szybki Jesteś.
- Buahahahaha ! Szczeniak.
Uderzył pięścią w ziemię. I poczułem potężny ból.
Ściana za mną rozbryzgła kamieniami raniąc moje plecy.
*Jakim cudem ?*
- Lekceważysz mnie
- Chciałeś powiedzieć , że chyba Ty mnie.
Podniosłem się z ziemi, ruszyłem co sił w nogach. Spodziewałem się jego ataku.
Wyciągnął pięść z ziemi i skierował nią w moją stronę, wskoczyłem na nią.
Przebiegłem po jego przedramieniu i wymachnąłem mieczem uderzając w łuk brwiowy nad lewym okiem.
Nic to nie zdziałało. Nawet zarysu rany nie dostrzegłem na jego kamiennej twarzy.
Zaczął wymachiwać ręką by mnie zrzucić. Odskoczyłem na bok.
Ruszył za mną, tym razem łapiąc swój miecz obiema rękami. Biegnąc w moją stronę, zrobił potężny wymach.
Przeskoczyłem nad mieczem robiąc salto i stając na nogach.
Podmuch tego uderzenia zmiótłby wszystko na jego drodze, fala uderzeniowa powietrza była aż tak widoczna.
Dojrzałem ,że kryształ na jego rękojeści zaczął się błyszczeć.
*Czyżby to On dawał mu taką moc*
- Przestań uciekać tylko walcz !
Kolejny atak, tym razem nie zdążyłem się przyjrzeć. Wolfghar stał za mną z mieczem nad głową.
W ostatniej chwili odskoczyłem, spod moich stóp wydobył się jasnofioletowy blask.
Gdyby nie moja energia, nie zdążyłbym. Miecz Wolfghara roztrzaskał podłogę tak mocno ,że powstał sporej wielkości dół.
Skorzystałem z okazji ,że był pochylony chwyciłem za łuk, naładowałem energię i puściłem strzałę w jego kierunku.
Odbił ją ręką z łatwością, ale ujrzałem rozkruszone kilka głazów które odpadły mu z miejsca gdzie zetknął się ze strzałą.
- Czyli da się Ciebie zranić ?
- Ty to raną nazywasz !! Buahaha... Szkoda , że nie dostrzegasz swojej krwi lejącej się z Twoich pleców.
Rozejrzałem się.
*Cholera ma absolutną rację, jeśli czegoś nie zrobię wykrwawię się*
- Boli ?
- Nie !!
Ruszyłem w jego kierunku, zamachnął się wyprowadzając cios z boku.
Wyskoczyłem szybko na bok ,zaparłem się nogami zebrałem moc w mieczach.
Wyparowałem jego cios, przytrzymując jego potężną broń na moich malutkich mieczach.
*Teraz jest dobry moment*
Jego moc była przytłaczająca, ale próbowałem się zbliżyć do rękojeści aby rozbić ten diabelski kamień.
Uległem trochę, licząc na to że jego siła zepchnie mnie w tamtą stronę.
Popuściłem jeden z mieczy, szybko zbliżyłem się do rękojeści, ale nacisk jego miecza był za duży.
Jego miecz zaczął powoli wbijać się w moje ramię. Zebrałem całą moją siłę odepchnąłem go na dosłownie 2 sekundy.
W tym czasie podskoczyłem, zanim jego miecz wróci skierowany w moją pozycję. Dojrzałem kryształ na rękojeści
I uderzyłem. Kamień wyskoczył w gniazda a blask rozświetlił całe pomieszczenie.
Złapałem go drugą ręką. Upadłem na ziemię uderzając o kamienną podłogę.
- Nieee !!
Błysk minął, w komnacie pojawiła się postać wyroczni oraz postać Kolgeana, który śledził mnie do tego momentu.
- Dziękujemy.
Kolejny blask światła wywołany zniknięciem tych 2 postaci, Zniknęły ale w powietrzu wisiała druga połówka jasnofioletowego kryształu.
Nagle w dłoni trzymałem cały jasnofioletowy kryształ.
- To koniec Wolfghar.
Kamienny posąg zaczął się rozsypywać w drobne kamienie.
- Zanim umrę, wprowadzę chaos na tym świecie. Poczujesz moją klątwę.
Wolfghar rozsypał się w końcu w pył.
A ja stałem z jasnofioletowym kamieniem w ręce.
*Czym On Jest?*
- Raczej Kim. Włóż mnie w jedno z gniazd, a się przekonasz.
Podążyłem zgodnie za radą. I umiejscowiłem klejnot w prawym mieczu.
Ujrzałem blask i poczułem napływ mocy. Kamień został przywiązany do gniazda.
Ponownie usłyszałem głos.
- Zbierz pozostałe części Mnie. A stanę się całością Świata. Twojego Świata.
Yangnin wstał czując potężny wstrząs.
- Nie dał rady ? Niee !!
Wieża zniknęła...
Iv stojąca z oddali uroniła łzę , założyła kaptur na głowę i odeszła swoją drogą.
sobota, 21 listopada 2015
"O krok"
Witam serdecznie.
Przepraszam Was bardzo ,za przykrótkie rozdziały
Ale cały swój czas ostatnio poświęcam mojemu życiu :)
Pozdrowienia dla kumatych.
------------------------------------------------------------------
Iv obudziła się dopiero nad ranem, Yangin zresztą też.
Ja siedziałem przy ognisku z wzrokiem wbitym w ognień.
Wiedziałem, że Ona gdzieś tu jest.
- Hej, jak tam ?
- Spokojnie.
- Spałeś coś ?
- Nie... Ruszajmy, szkoda czasu.
- Racja, ale powinieneś odpocząć.
- Dam sobie radę. Przygotowałem posiłek. Smacznego.
*Strasznie oschły się zrobił*
Odszedłem od ogniska i wskoczyłem na moją strażnicę jeszcze z nocy.
Stałem tam rozglądając się po okolicy, nawet dzień wydawał się tutaj straszny.
Mimo tej krainy i obecnej wszędzie śmierci , noc minęła spokojnie.
*Spokojnie, tak jakby ktoś nad nami czuwał*
Iv nie komentując mojego zachowania, wraz z Yanginem usiedli przy kociołku.
Zjedli spokojnie. Wzięli swój ekwipunek.
- Gotowi ?
- Tak. Ruszajmy.
Wyruszyliśmy w górę, dalej kierując się na wieżę.
Minęło sporo czasu, ciągła spokojna droga, wydawała Nam wszystkim się dziwna.
Nadzwyczaj zresztą.
*To kolejna pułapka ?*
Minął prawie dzień drogi.
Doszliśmy do mostu na samym końcu drogi.
Wieżę już było widać jasno i wyraźnie, a raczej jej szczyt.
Ponad ziemię wystawało zaledwie jedno piętro, reszta musiała być w ziemi.
Most znajdował się na ziemi na trawie.
Dziwnie to wyglądało, kiedyś to miejsce musiało wyglądać zupełnie inaczej.
- Skąd ten most ?
- Kiedyś to był teren bardzo górzysty, ale po jednej z kolejnych wojen. Gdy Naharaci zdobyli te ziemię, to wszystko się zmieniło.
- Wojna ?
- Raczej kilka, ale to długa historia.
*Ciekawe jak wygląda współczesna mapa*
- To na cóż czekać, idziemy do wyroczni.
Ruszyłem pierwszy, po moście leżącym na ziemi. Jakoś nie mogłem uwierzyć, że góra wyrosła nad jakąś kiedyś istniejącą przepaścią.
I ta cała ziemia w około wydawała się dla mnie złudzeniem.
Most stał nieruchomo na niej, stanąłem na jego środku i rozejrzałem się po okolicy. Zupełna cisza, spokój.
*Przeraża mnie to, zbyt spokojnie, coś się musi wydarzyć*
Moi towarzysze ruszyli, po chwili całą trójką staliśmy pod wielkimi wrotami do biblioteki magów.
Otworzyliśmy wrota, weszliśmy do środka.
*Kolejny absurdalny widok*
Tak mała wieża , która wydawała się wręcz klaustrofobiczna z zewnątrz.
W środku była wolna przestrzeń wielkości basenu olimpijskiego.
A moc która się tam rozchodziła była ogromna, każdy z Nas czuł tą siłę.
- Chodź do mnie. Czekam tu już tak długo.
Czułem jak coś mnie przyciąga w głąb wieży.
- Musimy zejść na dół, bądźmy ostrożni.
- Tylko jak ?
- Coś tutaj musi być ukryte.
- Zamknij drzwi, odpoczniemy tutaj. Zanim ruszymy dalej.
- ...
- Proszę !
- Dobra, prześpijmy się.
- Jutro będziemy potrzebowali mnóstwo sił.
Rozłożyliśmy się w wszyscy w pobliżu, zabarykadowaliśmy drzwi zamykając je i zasuwając szafką z drewna.
Przepraszam Was bardzo ,za przykrótkie rozdziały
Ale cały swój czas ostatnio poświęcam mojemu życiu :)
Pozdrowienia dla kumatych.
------------------------------------------------------------------
Iv obudziła się dopiero nad ranem, Yangin zresztą też.
Ja siedziałem przy ognisku z wzrokiem wbitym w ognień.
Wiedziałem, że Ona gdzieś tu jest.
- Hej, jak tam ?
- Spokojnie.
- Spałeś coś ?
- Nie... Ruszajmy, szkoda czasu.
- Racja, ale powinieneś odpocząć.
- Dam sobie radę. Przygotowałem posiłek. Smacznego.
*Strasznie oschły się zrobił*
Odszedłem od ogniska i wskoczyłem na moją strażnicę jeszcze z nocy.
Stałem tam rozglądając się po okolicy, nawet dzień wydawał się tutaj straszny.
Mimo tej krainy i obecnej wszędzie śmierci , noc minęła spokojnie.
*Spokojnie, tak jakby ktoś nad nami czuwał*
Iv nie komentując mojego zachowania, wraz z Yanginem usiedli przy kociołku.
Zjedli spokojnie. Wzięli swój ekwipunek.
- Gotowi ?
- Tak. Ruszajmy.
Wyruszyliśmy w górę, dalej kierując się na wieżę.
Minęło sporo czasu, ciągła spokojna droga, wydawała Nam wszystkim się dziwna.
Nadzwyczaj zresztą.
*To kolejna pułapka ?*
Minął prawie dzień drogi.
Doszliśmy do mostu na samym końcu drogi.
Wieżę już było widać jasno i wyraźnie, a raczej jej szczyt.
Ponad ziemię wystawało zaledwie jedno piętro, reszta musiała być w ziemi.
Most znajdował się na ziemi na trawie.
Dziwnie to wyglądało, kiedyś to miejsce musiało wyglądać zupełnie inaczej.
- Skąd ten most ?
- Kiedyś to był teren bardzo górzysty, ale po jednej z kolejnych wojen. Gdy Naharaci zdobyli te ziemię, to wszystko się zmieniło.
- Wojna ?
- Raczej kilka, ale to długa historia.
*Ciekawe jak wygląda współczesna mapa*
- To na cóż czekać, idziemy do wyroczni.
Ruszyłem pierwszy, po moście leżącym na ziemi. Jakoś nie mogłem uwierzyć, że góra wyrosła nad jakąś kiedyś istniejącą przepaścią.
I ta cała ziemia w około wydawała się dla mnie złudzeniem.
Most stał nieruchomo na niej, stanąłem na jego środku i rozejrzałem się po okolicy. Zupełna cisza, spokój.
*Przeraża mnie to, zbyt spokojnie, coś się musi wydarzyć*
Moi towarzysze ruszyli, po chwili całą trójką staliśmy pod wielkimi wrotami do biblioteki magów.
Otworzyliśmy wrota, weszliśmy do środka.
*Kolejny absurdalny widok*
Tak mała wieża , która wydawała się wręcz klaustrofobiczna z zewnątrz.
W środku była wolna przestrzeń wielkości basenu olimpijskiego.
A moc która się tam rozchodziła była ogromna, każdy z Nas czuł tą siłę.
- Chodź do mnie. Czekam tu już tak długo.
Czułem jak coś mnie przyciąga w głąb wieży.
- Musimy zejść na dół, bądźmy ostrożni.
- Tylko jak ?
- Coś tutaj musi być ukryte.
- Zamknij drzwi, odpoczniemy tutaj. Zanim ruszymy dalej.
- ...
- Proszę !
- Dobra, prześpijmy się.
- Jutro będziemy potrzebowali mnóstwo sił.
Rozłożyliśmy się w wszyscy w pobliżu, zabarykadowaliśmy drzwi zamykając je i zasuwając szafką z drewna.
piątek, 20 listopada 2015
"4 z towarzyszy"
Witam serdecznie.
Krótki, zwarty, przejściowy rozdział.
--------------------------------------------------------------------------------------------
*Widziałam to na własne oczy, co się stało ? Ten portal go tak zmienił ? Widział niebezpieczne pułapki, rozmawiał z kimś kogo nie było i przeszyła jego ramię strzała
A żadnej rany nie było , co tu się dzieje...*
- Yangin ? Jak się trzymasz.
- Dobrze młody, musimy ruszać. Pozbieram tylko ekwipunek swój.
- Gdzie ruszać, odpocznij chwilę.
- Nie mamy czasu zaraz mogą wrócić.
Ruszyliśmy w kierunku wskazanym przez postać. Okazało się , że ściana była iluzją, a za nią znajdował się potężny krąg bijący jasnym światłem.
*Czy to prawdziwy portal*
- Musimy przejść by się przekonać gdzie prowadzi.
Z chwilą zawahania w końcu ruszyliśmy całą trójką przez krąg.
I znaleźliśmy się na powierzchni.
Mimo ,że już nie znajdowaliśmy się w jakimś ciemnym miejscu , powierzchnia nie wyglądała dużo lepiej.
Ciemne niebo, wszędzie ślad który został po przejściu śmierci.
Wszech obecna śmierć dawała o sobie znać w każdym calu tej splugawionej ziemi.
Przed Naszymi oczyma ukazała się wielka góra, na jej szczycie widać było tylko kawałek wysokiej wąskiej budowli.
A droga jak na złość, w kształcie spirali prowadziła na sam szczyt.
Spojrzałem w górę.
- Miną wieki zanim tam dojdziemy.
- Damy radę, opadłeś z sił ?
- Nie, tylko...
- Tam byłeś bohaterem bez zawahania mogącym poświęcić swoje życie, dwukrotnie mnie ratując, a tutaj ?
- Tutaj to Ty mnie ratujesz póki co i chyba będzie lepiej jak tak zostanie.
- Can...
Ruszyłem przed siebie, zostawiając Yangina i Iv za sobą.
Nie do końca zrozumiałem dlaczego to zrobiłem, ale to było coś we mnie.
Tamten świat, ta pułapka mroku, nie była mi tak całkiem obca jakby się zdawało.
I czyżbym w jakiś sposób tęsknił za nią.
Iv i Yangin ruszyli za mną, kawałek w oddali dyskutując ze sobą na jakiś temat.
*Pewien Jestem , że mówią o mnie*
Okolica wydawała się spokojna, ale podświadomie czekałem tylko okazji kiedy wyciągnę swój miecz.
Wiedziałem ,że Jestem słaby. Wiedziałem, że muszę ćwiczyć, tylko tutaj nie ma czasu na zatrzymanie się.
- Can !
Zatrzymałem się na moment, czekając kiedy towarzysze do mnie dojdą.
- Jak się czujesz ?
- Jest dobrze...
Ruszyliśmy razem przed siebie.
- Chcemy rozbić obóz z Iv. Ciężko mi się do tego przyznać, ale ledwo co chodzę.
- Oberwało Ci się mocno ?
- Bywa i tak
- Tylko gdzie ?
- Pójdę na zwiad, zostań z Yanginem.
Iv nie czekając na odpowiedź, zamieniła się w pięknego wilka, którego już miałem okazję ujrzeć
Ruszyła przed siebie. Zbaczając z głównej drogi.
Złapałem Yangina pod ramię. Czułem jak słabnie jego energia
- Nie potrzeba.
- Czuję, że słabniesz
- Jak ? Jak tak szybko mogłeś się tego nauczyć.
- Nie wiem, czuję dużo więcej niż na początku. Myślę, że zaczynam tu pasować.
Ułożyłem Yangina pod skałą. Odsunąłem się kilka kroków, rozejrzałem się.
Znalazłem kilka patyków, trochę suchych liści.
Wyciągnąłem miecz, podłożyłem kamień pod tą stertę i uderzając mieczem w kamień wywołałem iskrę, która rozpaliła ogień.
*Genialnie*
Pamiętam jak Yangin opiekował się mną gdy uciekaliśmy z lasu. Teraz moja kolej.
*I starałem sobie przypomnieć wszystkie sytuacje, które mnie spotkały, najbardziej zapadła mi w pamięci kiedy spotkałem Iv na śnieżnej drodze*
O wilku mowa.
*Dosłownie o wilku*
Iv zjawiła się pod postacią wilka
- Już wróciłam. Niestety nie znalazłam nic sensownego. Będziemy musieli sobie tutaj jakoś poradzić.
- Damy sobie radę.
Iv spojrzała na Yangina opartego o kamień, który smacznie już drzemał.
Usiadła przy ognisku , kiwnęła ręką.
Podszedłem i usiadłem przy niej.
- Can , dziękuję za to co tam zrobiłeś.
- Przestań, Jesteśmy towarzyszami tak ?
- No tak...
- Więc nie ma o czym mówić.
- A ta strzała ?
- Nie trafiła mnie.
*Czemu tak się jej przyczepiła*
- Musimy...
Przerwałem jej ,wskazując ręką miejsce przy Yanginie.
- Zajmę wartę pierwszy, Ty odpocznij.
- Ale na pewno...
- Nie Jestem zmęczony, śpij dobrze.
Odszedłem od ogniska, dojrzałem nieduże ale dobrze ustawione drzewo.
Używając mojej duchowej mocy, rozpędziłem się i wbiegłem na nie, łapiąc się na sporej wysokości, rozgałęzienia.
Tam też zrobiłem sobie lokum na straż, drzewo było dość uschnięte przez co widok był otwarty w każdą stronę.
Wieczór był spokojny, niczego niebezpiecznego nie dostrzegłem.
Noc zresztą też szybko minęła, zupełnie nie zapadła by mi w pamięć gdyby nie Ona.
Pojawiła się w oddali, ujrzałem znajomy dym i cień.
Widziałem ,że mnie dostrzegła i sama też wiedziała, że ja widzę ją.
*Śledzi mnie, tylko po co?*
Krótki, zwarty, przejściowy rozdział.
--------------------------------------------------------------------------------------------
*Widziałam to na własne oczy, co się stało ? Ten portal go tak zmienił ? Widział niebezpieczne pułapki, rozmawiał z kimś kogo nie było i przeszyła jego ramię strzała
A żadnej rany nie było , co tu się dzieje...*
- Yangin ? Jak się trzymasz.
- Dobrze młody, musimy ruszać. Pozbieram tylko ekwipunek swój.
- Gdzie ruszać, odpocznij chwilę.
- Nie mamy czasu zaraz mogą wrócić.
Ruszyliśmy w kierunku wskazanym przez postać. Okazało się , że ściana była iluzją, a za nią znajdował się potężny krąg bijący jasnym światłem.
*Czy to prawdziwy portal*
- Musimy przejść by się przekonać gdzie prowadzi.
Z chwilą zawahania w końcu ruszyliśmy całą trójką przez krąg.
I znaleźliśmy się na powierzchni.
Mimo ,że już nie znajdowaliśmy się w jakimś ciemnym miejscu , powierzchnia nie wyglądała dużo lepiej.
Ciemne niebo, wszędzie ślad który został po przejściu śmierci.
Wszech obecna śmierć dawała o sobie znać w każdym calu tej splugawionej ziemi.
Przed Naszymi oczyma ukazała się wielka góra, na jej szczycie widać było tylko kawałek wysokiej wąskiej budowli.
A droga jak na złość, w kształcie spirali prowadziła na sam szczyt.
Spojrzałem w górę.
- Miną wieki zanim tam dojdziemy.
- Damy radę, opadłeś z sił ?
- Nie, tylko...
- Tam byłeś bohaterem bez zawahania mogącym poświęcić swoje życie, dwukrotnie mnie ratując, a tutaj ?
- Tutaj to Ty mnie ratujesz póki co i chyba będzie lepiej jak tak zostanie.
- Can...
Ruszyłem przed siebie, zostawiając Yangina i Iv za sobą.
Nie do końca zrozumiałem dlaczego to zrobiłem, ale to było coś we mnie.
Tamten świat, ta pułapka mroku, nie była mi tak całkiem obca jakby się zdawało.
I czyżbym w jakiś sposób tęsknił za nią.
Iv i Yangin ruszyli za mną, kawałek w oddali dyskutując ze sobą na jakiś temat.
*Pewien Jestem , że mówią o mnie*
Okolica wydawała się spokojna, ale podświadomie czekałem tylko okazji kiedy wyciągnę swój miecz.
Wiedziałem ,że Jestem słaby. Wiedziałem, że muszę ćwiczyć, tylko tutaj nie ma czasu na zatrzymanie się.
- Can !
Zatrzymałem się na moment, czekając kiedy towarzysze do mnie dojdą.
- Jak się czujesz ?
- Jest dobrze...
Ruszyliśmy razem przed siebie.
- Chcemy rozbić obóz z Iv. Ciężko mi się do tego przyznać, ale ledwo co chodzę.
- Oberwało Ci się mocno ?
- Bywa i tak
- Tylko gdzie ?
- Pójdę na zwiad, zostań z Yanginem.
Iv nie czekając na odpowiedź, zamieniła się w pięknego wilka, którego już miałem okazję ujrzeć
Ruszyła przed siebie. Zbaczając z głównej drogi.
Złapałem Yangina pod ramię. Czułem jak słabnie jego energia
- Nie potrzeba.
- Czuję, że słabniesz
- Jak ? Jak tak szybko mogłeś się tego nauczyć.
- Nie wiem, czuję dużo więcej niż na początku. Myślę, że zaczynam tu pasować.
Ułożyłem Yangina pod skałą. Odsunąłem się kilka kroków, rozejrzałem się.
Znalazłem kilka patyków, trochę suchych liści.
Wyciągnąłem miecz, podłożyłem kamień pod tą stertę i uderzając mieczem w kamień wywołałem iskrę, która rozpaliła ogień.
*Genialnie*
Pamiętam jak Yangin opiekował się mną gdy uciekaliśmy z lasu. Teraz moja kolej.
*I starałem sobie przypomnieć wszystkie sytuacje, które mnie spotkały, najbardziej zapadła mi w pamięci kiedy spotkałem Iv na śnieżnej drodze*
O wilku mowa.
*Dosłownie o wilku*
Iv zjawiła się pod postacią wilka
- Już wróciłam. Niestety nie znalazłam nic sensownego. Będziemy musieli sobie tutaj jakoś poradzić.
- Damy sobie radę.
Iv spojrzała na Yangina opartego o kamień, który smacznie już drzemał.
Usiadła przy ognisku , kiwnęła ręką.
Podszedłem i usiadłem przy niej.
- Can , dziękuję za to co tam zrobiłeś.
- Przestań, Jesteśmy towarzyszami tak ?
- No tak...
- Więc nie ma o czym mówić.
- A ta strzała ?
- Nie trafiła mnie.
*Czemu tak się jej przyczepiła*
- Musimy...
Przerwałem jej ,wskazując ręką miejsce przy Yanginie.
- Zajmę wartę pierwszy, Ty odpocznij.
- Ale na pewno...
- Nie Jestem zmęczony, śpij dobrze.
Odszedłem od ogniska, dojrzałem nieduże ale dobrze ustawione drzewo.
Używając mojej duchowej mocy, rozpędziłem się i wbiegłem na nie, łapiąc się na sporej wysokości, rozgałęzienia.
Tam też zrobiłem sobie lokum na straż, drzewo było dość uschnięte przez co widok był otwarty w każdą stronę.
Wieczór był spokojny, niczego niebezpiecznego nie dostrzegłem.
Noc zresztą też szybko minęła, zupełnie nie zapadła by mi w pamięć gdyby nie Ona.
Pojawiła się w oddali, ujrzałem znajomy dym i cień.
Widziałem ,że mnie dostrzegła i sama też wiedziała, że ja widzę ją.
*Śledzi mnie, tylko po co?*
czwartek, 19 listopada 2015
"Nie znamy Siebie"
Witam serdecznie.
Moi drodzy,
Na prawdę się nie znamy. Ale podziwiam Was, że wytrzymaliście.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
- Iv, obudź się... Proszę Cię
Iv otworzyła oczy, Od razu odskoczyła na równe nogi.
- Co się stało ?
- Nie pamiętasz ?
- Nie, już przypominam sobie. Jak Ty to zrobiłeś ?
- Co ?
- Iv !! Can !!
- Nie ważne, musimy uratować Yangina !!
Iv chwyciła mnie za rękę i stanęliśmy w bezruchu, spoglądając do o koła , którą drogę wybrać.
Wszędzie było ciemno, tylko w prześwitach światła , które wybiegało pijanym promieniem w różne strony z latarni stojącej na wzgórzu.
Było widać 3 drogi prowadzące na szczyt, każda z nich niewątpliwie to była pułapka.
- Więc w którą stronę do Yangina ?
- Nie wiem !! Na prawdę nie wiem !!
Musiałem szybko coś wymyślić, nie widziałem Iv jeszcze takiej...
Zagubionej i bezsilnej. Znów ja orientowałem się tu jakbym był w domu.
- Wszędzie jest ciemno , głuche echo nie pozwala wybrać najbliższej drogi do jego głosu.
Ujrzałem Ją i dym , przechodzący przez ścianę. U podnóża tego wzgórza, koło jednej z dróg.
*Nie wszystko czego nie widać nie istnieje*
Dokładnie, złapałem za łuk naładowałem się mocą i wystrzeliłem strzałę w kierunku owej ściany.
Wraz z Ivrel byliśmy totalnie zdziwieni, strzała przeleciała przez ścianę jakby przez wodospad wątpliwości.
- Tam jest przejście !!
- Ruszajmy więc, tylko... Ostrożnie mam złe przeczucia.
*Co się z nim stało tutaj ?*
Podbiegliśmy do tej ściany, okazała się fikcyjna. Za nią było przejście do ciemnej jaskini, na której końcu błyszczał jasny płomień.
-To na pewno Yangin !!
Iv ruszyła przed siebie, zdążyłem w ostatniej chwili złapać ją za dłoń i przyciągnąć mocno do Siebie
Ujrzałem jej piękny niebiesko-srebny włos spadający z głowy, ale po za tym nie było jej nic.
*Całe szczęście*
W prześwitach dymu i ciemności widziałem wirujące ostrza przechadzające się wzdłuż i wracające na początek swojej podróży.
Na samym końcu tego tunelu nie wątpliwie stał przykuty łańcuchem Yangin.
- Iv , bądź ostrożna.
- Przecież tu nic nie ma.
- Nie widzisz tych ostrzy ?
W tym momencie podniosłem kamień z ziemi i rzuciłem w środek korytarza prosto w jedno z ostrzy.
- Jakich ostrzy ?! Co Ty pieprzysz...
Ujrzeliśmy błysk i kamień rozpoławiający się na pół. Podwójny odgłos jego upadku był potwierdzeniem tego co mówię.
- Iv, zaufaj mi. Poczekaj tu na mnie
- Nie, nie możesz !!
Spojrzałem jej głęboko w oczy, odwróciłem i ruszyłem przed Siebie,
*Czemu on, Jest taki... Taki spokojny*
*Dobra, czas się wykazać*
Muszę się skupić, zrobiłem pierwszy krok.
I usłyszałem trzask. Z sufitu wychyliła się mała rureczka, z której wyleciała z dużą prędkością strzała.
Odskoczyłem krok w tył, nie trafiła we mnie.
Wiedziałem że nie byłem na tyle blisko ostrzy , żeby mogły mi coś zrobić, ale od razu się domyśliłem.
*Jeśli jest więcej takich pułapek, to przejście jest śmiercionośne. Muszę uważać*
- Yangin trzymaj się tam !!
Wyciągnąłem jeden miecz i ruszyłem biegiem przed siebie.
Od Yangina dzieliło mnie zaledwie 50 metrów, to nie dużo.
Biegnąc słyszałem ciągłe trzaski, które wywoływały kolejne wylatujące strzały.
Jedna z nich leciała wprost na mnie i gdy już miałem się zasłonić, ujrzałem w ostatniej chwili ostrze wyłaniające się z cienia i dymu.
Przeskoczyłem nad nim wyciągając się jak najprościej umiem. Przeleciałem nad tym dzikim ostrzem robiąc salto i wylądowałem na nogach wprost na kostce, która uruchomiła kolejną pułapkę.
Z obu stron wyciągnęły się ze ściany kolejne ostrza na wysokości mojego torsu i ruszyły równocześnie w moją stronę.
Przekulałem się pod nimi, naciskając przy tym kilka kolejnych kostek.
Rozbiłem mieczem nadlatujące strzały i zobaczyłem Ją stojącą na samym końcu korytarza.
Ruszyłem biegiem przed siebie, poruszanie się w tym korytarzu naprawdę sprawiało problem.
Każdy krok to pułapka, uciekanie przed ostrzami, kucanie, podskoki.
I ostatnia prosta, bieg...
- Czego chcesz ?
Wyciągnęła miecz i wykierowała go w moją stronę.
- Yangin już idę po Ciebie !!
Wyciągnąłem swój drugi miecz i omijając ostatnie ostrze. Wbiegłem prosto w Nią.
Zniknęła, rozproszyła się w dymie, chwilę przed tym usłyszałem trzask.
- Can uważaj !!
Ta strzała...
Przeleciała przez moje ramię. Nie zadając ,żadnej rany...
*Jak to możliwe? Teraz to mało ważne*
Rozejrzałem się, znalazłem dźwignię która zatrzymała wszystkie pułapki i zacząłem ściągać Yangina z dybów na ścianie.
Iv zjawiła się z szybkością strzały i od razu ruszyła do akcji ratunkowej.
Z Yanginem było wszystko w porządku.
- Brawo, Kolejny raz mnie zadziwiłeś.
- Czego chcesz w końcu !
- Upewniłam się tylko...
Wskazała lewą ręką gdzie jest kolejna fikcyjna ściana. Skinęła głową i zniknęła w dymie i cieniu.
*Czy za tą ścianą jest portal ?*
Iv podbiegła do mnie upewniając się, że z Yanginem nic złego się nie dzieje.
-Dzięki Can
Oglądała mnie z każdej strony.
- Gdzie Twoja rana ?
- Jaka rana ?
- Przecież, ta strzała ?
- Nic mi nie jest.
*Jak to możliwe, nie miał szansy uniknąć tej strzały, co tu się dzieje ?*
Moi drodzy,
Na prawdę się nie znamy. Ale podziwiam Was, że wytrzymaliście.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
- Iv, obudź się... Proszę Cię
Iv otworzyła oczy, Od razu odskoczyła na równe nogi.
- Co się stało ?
- Nie pamiętasz ?
- Nie, już przypominam sobie. Jak Ty to zrobiłeś ?
- Co ?
- Iv !! Can !!
- Nie ważne, musimy uratować Yangina !!
Iv chwyciła mnie za rękę i stanęliśmy w bezruchu, spoglądając do o koła , którą drogę wybrać.
Wszędzie było ciemno, tylko w prześwitach światła , które wybiegało pijanym promieniem w różne strony z latarni stojącej na wzgórzu.
Było widać 3 drogi prowadzące na szczyt, każda z nich niewątpliwie to była pułapka.
- Więc w którą stronę do Yangina ?
- Nie wiem !! Na prawdę nie wiem !!
Musiałem szybko coś wymyślić, nie widziałem Iv jeszcze takiej...
Zagubionej i bezsilnej. Znów ja orientowałem się tu jakbym był w domu.
- Wszędzie jest ciemno , głuche echo nie pozwala wybrać najbliższej drogi do jego głosu.
Ujrzałem Ją i dym , przechodzący przez ścianę. U podnóża tego wzgórza, koło jednej z dróg.
*Nie wszystko czego nie widać nie istnieje*
Dokładnie, złapałem za łuk naładowałem się mocą i wystrzeliłem strzałę w kierunku owej ściany.
Wraz z Ivrel byliśmy totalnie zdziwieni, strzała przeleciała przez ścianę jakby przez wodospad wątpliwości.
- Tam jest przejście !!
- Ruszajmy więc, tylko... Ostrożnie mam złe przeczucia.
*Co się z nim stało tutaj ?*
Podbiegliśmy do tej ściany, okazała się fikcyjna. Za nią było przejście do ciemnej jaskini, na której końcu błyszczał jasny płomień.
-To na pewno Yangin !!
Iv ruszyła przed siebie, zdążyłem w ostatniej chwili złapać ją za dłoń i przyciągnąć mocno do Siebie
Ujrzałem jej piękny niebiesko-srebny włos spadający z głowy, ale po za tym nie było jej nic.
*Całe szczęście*
W prześwitach dymu i ciemności widziałem wirujące ostrza przechadzające się wzdłuż i wracające na początek swojej podróży.
Na samym końcu tego tunelu nie wątpliwie stał przykuty łańcuchem Yangin.
- Iv , bądź ostrożna.
- Przecież tu nic nie ma.
- Nie widzisz tych ostrzy ?
W tym momencie podniosłem kamień z ziemi i rzuciłem w środek korytarza prosto w jedno z ostrzy.
- Jakich ostrzy ?! Co Ty pieprzysz...
Ujrzeliśmy błysk i kamień rozpoławiający się na pół. Podwójny odgłos jego upadku był potwierdzeniem tego co mówię.
- Iv, zaufaj mi. Poczekaj tu na mnie
- Nie, nie możesz !!
Spojrzałem jej głęboko w oczy, odwróciłem i ruszyłem przed Siebie,
*Czemu on, Jest taki... Taki spokojny*
*Dobra, czas się wykazać*
Muszę się skupić, zrobiłem pierwszy krok.
I usłyszałem trzask. Z sufitu wychyliła się mała rureczka, z której wyleciała z dużą prędkością strzała.
Odskoczyłem krok w tył, nie trafiła we mnie.
Wiedziałem że nie byłem na tyle blisko ostrzy , żeby mogły mi coś zrobić, ale od razu się domyśliłem.
*Jeśli jest więcej takich pułapek, to przejście jest śmiercionośne. Muszę uważać*
- Yangin trzymaj się tam !!
Wyciągnąłem jeden miecz i ruszyłem biegiem przed siebie.
Od Yangina dzieliło mnie zaledwie 50 metrów, to nie dużo.
Biegnąc słyszałem ciągłe trzaski, które wywoływały kolejne wylatujące strzały.
Jedna z nich leciała wprost na mnie i gdy już miałem się zasłonić, ujrzałem w ostatniej chwili ostrze wyłaniające się z cienia i dymu.
Przeskoczyłem nad nim wyciągając się jak najprościej umiem. Przeleciałem nad tym dzikim ostrzem robiąc salto i wylądowałem na nogach wprost na kostce, która uruchomiła kolejną pułapkę.
Z obu stron wyciągnęły się ze ściany kolejne ostrza na wysokości mojego torsu i ruszyły równocześnie w moją stronę.
Przekulałem się pod nimi, naciskając przy tym kilka kolejnych kostek.
Rozbiłem mieczem nadlatujące strzały i zobaczyłem Ją stojącą na samym końcu korytarza.
Ruszyłem biegiem przed siebie, poruszanie się w tym korytarzu naprawdę sprawiało problem.
Każdy krok to pułapka, uciekanie przed ostrzami, kucanie, podskoki.
I ostatnia prosta, bieg...
- Czego chcesz ?
Wyciągnęła miecz i wykierowała go w moją stronę.
- Yangin już idę po Ciebie !!
Wyciągnąłem swój drugi miecz i omijając ostatnie ostrze. Wbiegłem prosto w Nią.
Zniknęła, rozproszyła się w dymie, chwilę przed tym usłyszałem trzask.
- Can uważaj !!
Ta strzała...
Przeleciała przez moje ramię. Nie zadając ,żadnej rany...
*Jak to możliwe? Teraz to mało ważne*
Rozejrzałem się, znalazłem dźwignię która zatrzymała wszystkie pułapki i zacząłem ściągać Yangina z dybów na ścianie.
Iv zjawiła się z szybkością strzały i od razu ruszyła do akcji ratunkowej.
Z Yanginem było wszystko w porządku.
- Brawo, Kolejny raz mnie zadziwiłeś.
- Czego chcesz w końcu !
- Upewniłam się tylko...
Wskazała lewą ręką gdzie jest kolejna fikcyjna ściana. Skinęła głową i zniknęła w dymie i cieniu.
*Czy za tą ścianą jest portal ?*
Iv podbiegła do mnie upewniając się, że z Yanginem nic złego się nie dzieje.
-Dzięki Can
Oglądała mnie z każdej strony.
- Gdzie Twoja rana ?
- Jaka rana ?
- Przecież, ta strzała ?
- Nic mi nie jest.
*Jak to możliwe, nie miał szansy uniknąć tej strzały, co tu się dzieje ?*
Subskrybuj:
Posty (Atom)