Witam serdecznie.
Zapraszam do nowego rozdziału, powoli zbliżamy się do rozdziałów naładowanych akcją.
Miłego czytania
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział III
Po wczorajszej rozmowie przy ognisku i smoczym naparze.
Mam wrażenie, że ta przeprawa jest omal niemożliwa.
Gdzie nawet Iv miała pewne zwątpienie w oczach.
*Na co my się piszemy, w jakim celu, od dziś ma się to niby zacząć wyjaśniać*
Stojąc w moim namiocie, który do najlepszych nie należał. Zastanawiałem się, co ja potrzebuję na tą podróż.
*Co ja mam wziąć ze sobą*
Złapałem za miecze, przypiąłem do pleców. Wziąłem łuk, prezenty od Iv, których na pewno nie zostawię tutaj.
Kołczan strzał i wyszedłem myśląc ,że już jestem gotowy.
Iv z Yanginem siedzieli i czekali już przy ognisku wraz ze swoim ekwipunkiem.
- Dzień dobry.
- Okaże się jeszcze.
- Czym Wy się tak przejmujecie, powie mi to w końcu ktoś.
- Musimy ruszać w drogę, masz. To torba z lekarstwami i jedzeniem. Może Ci się przydać.
Yangin wyciągnął torbę.
Chwyciłem ją i wrzuciłem na ramię. Gdy próbował przejść obok mnie, zatrzymałem go ręką i niekoniecznie miłym wzrokiem.
- Weź rękę, nie mamy czasu Ci tego tłumaczyć.
- Ciągle nie macie czasu, wszędzie gdzieś się spieszymy.
- Czas ucieka, proszę Cię nie rób tego. Wszystko Ci wyjaśnię po drodze.
Wziąłem rękę z Yangina i spojrzałem w oczy Iv.
- Ufam Wam i niech tak będzie. Ruszajmy. Tylko powiedzcie mi krótko gdzie.
- Pamiętasz tą górę , którą Ci pokazywałem gdy byliśmy w lesie. Jest jakieś 5 dni drogi stąd i właśnie tam idziemy.
- Tylko, że nie mamy 5 dni i musimy skorzystać z innego przejścia. Tylko ,że jest to niebezpieczne.
- Wystarczy ?
- Pewnie. W którą stronę ?
Iv ruszyła, a my za nią.
- Musimy ustawić się w jakąś pozycję. Idziemy w równym szyku, Ty Iv pójdziesz z prawej, Canavar w środku a ja po lewej.
- Po co to ?
- W razie ataku, spodziewaj się tego. W miejsce gdzie idziemy, to krainy śmierci i zła.
- Super... Jest coś co powinienem jeszcze wiedzieć ?
Ustawiliśmy się według polecenia Yangina, nie bardzo rozumiałem dlaczego. Mijaliśmy spokojną okolicę, strumień. Las i pełne krzaki różnych kwiatów i zwierząt, których
nigdy wcześniej nie dostrzegałem. Teraz wszystko spoglądało na Nas jak na jedyną nadzieję.
- Iv możesz zacząć.
- Niech Ci będzie. Wyruszamy do krainy zmarłych , na terytorium Narahatów. Do wieży stworzonej kiedyś przez magów, która zbierała całą wiedzę na temat tego świata.
W podziemiach wieży , 3 poziomy w głąb jest jaskinia która prowadzi to wyroczni przeznaczenia.
Jesteś jedyną osobą, która z Naszej trójki tam nie była. To co się dowiesz zachowasz dla siebie, ale jedno jest pewne. Zbliża się wojna i to właśnie Ty Jesteś kluczem.
*Dlaczego właśnie ja ?*
- Nasze conocne wyprawy tylko potwierdziły doniesienia od podobnych Nam ,że już się zaczęło. Każda z nacji uzbraja się po zęby.
- A My nie mamy gdzie, nie mamy swojej krainy , źródeł życia ani terytorium.
- My ? To znaczy kto i co to za źródła życia ?
W tej chwili akurat zaczęliśmy zbliżać się do mostu , który było widać z oddali. Kolejny piękny widok.
- My znaczy Wilki. Ród, a raczej wybrańcy z całego świata . Nacja która wymarła oficjalnie dawno temu wraz Kolgeanami, które chroniły porządek tego świata.
Nie zawsze w sposób moralny czy pokojowy. Ważne natomiast,że to działało tak jak należy.
Po śmierci Naszego długoletniego Mistrza Wolfghara, zostały tylko miecze, które trzymałeś w ręku.
- Te miecze ?
- Tylko wybrańcy mogą je trzymać. Większość ludzi ginie gdy to próbuje zrobić, więc Jesteśmy pod wrażeniem ,że jeszcze Jesteś z nami.
- No dziękuję, za uprzedzenie mnie. Tak , nie wziąłbym ich do ręki gdybym wiedział.
- Ale żyjesz. Nie panikuj.
*Zrozumiałem, wyruszamy do krainy śmierci po to by się dowiedzieć jak powstrzymać wojnę.
A ja znowu jestem jakimś kluczem do tego*
- A źródła życia ?
- Miejsca w krainach, które anektuje się jako swoje terytorium. Poprzez tą aneksję nacja przejmuje kawałek terytorium i ma wpływ na nie.
- Rozumiem mniej więcej, czyli ten lód i śnieg na drodze, to było zaanektowane terytorium Cekitów ? I każde będzie tak wyglądać ?
- Tak, to jest prosty podział i wgląd na jakim terytorium właśnie Jesteś.
- Spotkamy kilka po drodze więc pewnie jeszcze Ci o tym opowiemy.
- A teraz musimy być cicho, zbliżamy się do pierwszej utarczki. Musimy się wspiąć na tą ścianę.
Musimy się wspiąć na 20 metrową skałę.
*Będzie frajda*
Stanęliśmy przed wielką ścianą, pełną wystających małych kamieni.
Mam wrażenie, że to jest pierwszy krok do nowej rozdziału, nowego ja.
niedziela, 15 listopada 2015
sobota, 14 listopada 2015
"Pochmurne jutro*
Witam serdecznie.
Moja droga publiczności. Dziękuję za zbliżający się 1000 wyświetleń. Mam nadzieję, że nie zawiodę Was jako czytaczy. Jako człowiek, może czasem.
Pozdrawiam miłego czytania w ciszy.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś ostatni dzień, przez całą noc nie mogłem zasnąć, a mimo to nie jestem zmęczony.
Wiem , że jutrzejsza podróż zaprowadzi mnie w miejsce nieznane, a tam...
*Dowiem się dlaczego tam idziemy*
Przypiąłem do pleców dwie pochwy z moimi mieczami, które się krzyżowały.
Zamocowałem je w specyficzny sposób. Myślałem nad tym chyba całą noc.
Wyszedłem z namiotu.
Był wczesny ranek.
- Dokładnie tak jak myślałam.
- Znowu czekasz na mnie ?
- Tak Canavarze, ruszamy na trening.
- Co właściwie znaczy to imię ?
- Dołączyłeś do Naszej watahy, więc czego się spodziewasz...
Iv urwała zdanie.
*Do Naszej watahy, więc czego się spodziewasz Wilku*
- Canavar znaczy Wilk ?
- Tak, tylko dużo lepiej brzmi. Ruszajmy.
Ruszyliśmy wolnym krokiem nad strumień.
- Czego dziś będę się uczył ?
- Wczoraj Cię przyzwyczajałam do nich.
- ...
- Do strzał.
- Aaa, no tak jeszcze mam ślad na policzku. Więc tym razem łuk.
- Dokładnie tak, dziś poznasz ostatni trzeci rodzaj walki. Walczyłeś wręcz, z użyciem mocy ducha no i została walka na dystans.
Po kilku minutach doszliśmy nad strumień, tam ujrzałem dobrze przygotowaną tarczę zawieszoną na drzewie. Łuk i cały kołczan strzał.
- Myślę, że wystarczy tyle. Cały ten czas je robiłam.
- Kiedy Wy to wszystko robicie ?
- Nie tylko Ty nie możesz spać. Pamiętaj prawdziwe wilki nie śpią w nocy.
Iv złapała za łuk zawieszony na plecach.
*Tak skupiłem się na tych treningach, że nawet nie przyglądałem się ani Yanginowi ani Iv od dawna, nigdy w ogóle wcześniej nie dostrzegłem łuku.
Wczoraj o mało co by mnie nie zabiła z niego, a ja dopiero teraz go ujrzałem*
- Nie zastanawiaj się, idź weź swój. To jest łuk stworzony od zera przeze mnie, szanuj go. Booo...
- Wiem, wiem. Będę na pewno. Kołczan też szyłaś ?
- A jak !! Co myślałeś, że w lesie kupiłam ?
* W sumie racja*
- Nie narażaj się.
- Dobra, to jak się mam za to zabrać.
Iv stanęła na wprost celu ja stałem jakieś 2 metry od niej.
Na wprost okrągłej tarczy wyciętej z drewna i wymalowanej na czerwono, prawdopodobnie krwią jakiegoś zwierzęcia.
Iv stanęła pewnie na ziemi, Wyciągnęła lewą rękę przed siebie, trzymając w niej mocno łuk.
- Przyglądaj się
*Co za kobieta !! Ubrana ciągle na czarno. Nie widziałem nigdy jej twarzy a mimo to mam o niej niewiarygodne wyobrażenie. Impulsywna, tajemnicza i nieziemska.
Mam wrażenie, że nigdy nie widziałem piękniejszej kobiety, a może to tylko dlatego, że to jedyna kobieta, którą widziałem tutaj. Niebiesko-srebne długie kosmyki włosów,
które spływały od czasu do czasu na jej ramiona. Tworzyły dodatkowo niewiarygodny efekt. Jej szczupła a zarazem krągła sylwetka, średniej wysokości ciało Hmm czy ja...*
Wyciągnęła z kołczanu jedną strzałę, zaprała lotkę na cięciwie i mocno naprężając prawą ręką. Naciągnęła i...
Strzała wylądowała w samym środku tarczy.
- Teraz Twoja kolej. Widzisz łatwe.
Tymi słowami wyciągnęła mnie z mojego zamyślenia.
Odwróciła się przy tym w moją stronę spojrzała na moją twarz, wpatrzoną w jej sylwetkę
- Eeejj, nie to miałam na myśli. Zabiję Cię zaraz !!
- Przepraszam...
Iv szybko odwróciła się w drugą stronę.
*Hmm, czyżby...*
- Bierz ten łuk i chodź tutaj !!
- Idę idę.
Podbiegłem do Iv, stanąłem równo z Nią i jak lustrzane odbicie robiłem to co ona. Wyciągnęliśmy lewą rękę mocno trzymając łuk, prawą ręką wyciągnęliśmy po strzale.
Dwoma palcami przytrzymując lotkę na cięciwie, naprężyliśmy do granic wytrzymałości łuk. Postarałem się wycelować w środek tarczy i puściliśmy omal równocześnie.
Moja strzała trafiła w drzewo nad tarczą, a Iv prawdopodobnie , żeby mi dokopać trafiła w sam środek lotki mojej strzały.
- Hm... Jakieś rady na temat celowania ?
- Musisz być jednością z swoją bronią, to nie tylko w tej chwili gdy strzelasz z łuku , ale też walczysz mieczem. Musisz wyczuć otoczenie, to najważniejsza cecha strzelca.
Iv odwróciła się w kierunku strumienia, wyciągnęła strzałę, napięła łuk i puściła.
W tym momencie wyskoczyła ryba Iv bez najmniejszego problemu trafiła ją.
- Będzie na kolację.
- Jak...Ty ?
- Musisz czuć otoczenie, każdy szmer, podmuch wiatru, wszystko opiera się na energii. Tak jak wczoraj uniknąłeś mojej strzały naładowanej mocą.
- Tak tą moc czułem bo dla mnie była potężna.
- Potężna moc tkwi w małych rzeczach. Zostawię Cię tu poćwicz trochę, jak Ci się znudzi wróć do obozowiska.
- Będziesz czekać z rybą ?
- Taa , chciałbyś. Zjem już, upoluj swoją.
Iv ruszyła w stronę obozowiska.
Zostałem sam. Spoglądałem za Nią jak zniknęła w gąszczach lasu.
*No dobra, spróbujmy*
Strzelanie z łuku to jak rytuał, nie da się chyba go skrócić. Wycelowanie, wyciągnięcie strzały , napięcie cięciwy. Wszystkie elementy mają znaczenie.
A efekt końcowy albo zabija cel , albo zabija przy odrobinie szczęścia istotę oddaloną o kawał drogi dalej.Zawsze w coś się trafi.
Wystrzelałem cały kołczan 29 pozostałych strzał, które strugała dla mnie Iv.
W tarczę trafiły 3, to raczej nie moja dziedzina.
*Nic, wracam do obozu*
Iv wraz z Yanginem siedzieli na pieńkach przy ognisku.
Zachmurzone niebo nadawało tej chwili bardzo okropny wyraz.
Tak jakby jakaś tragedia wisiała w powietrzu.
Dosiadłem się do nich w ciszy.
Yangin wyciągnął do mnie rękę z wielkim szklanym kuflem.
*Skąd on go wziął w ogóle, zazwyczaj piliśmy z metalowych podręcznych kubeczków*
Spojrzałem na zamyśloną Iv, która w ręku trzymała ten sam kufel.
Wyciągnąłem rękę po kufel, który podawał mi Yangin.
- Co to ?
- Smoczy napar
- Czy to nie alkohol ? Świętujemy coś ?
- hmm... Raczej czcimy nasze ostatnie chwile w tej krainie.
- Dzisiaj jest ostatni dzień, pamiętasz o tym ?
- Wiem.
- Mamy nadzieję, że zrobiliśmy co możemy ,żeby Cię przygotować do drogi.
- Nie martwcie się nie dam się tak łatwo zabić.
- To dobrze, od jutra wszystko zacznie się wyjaśniać.
- W każdym razie miło było znowu Was spotkać. Zdrowie
Pociągnęliśmy po łyku z kufli.
Delektując się mocnym i nad wyraz palącym smakiem.
Moja droga publiczności. Dziękuję za zbliżający się 1000 wyświetleń. Mam nadzieję, że nie zawiodę Was jako czytaczy. Jako człowiek, może czasem.
Pozdrawiam miłego czytania w ciszy.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś ostatni dzień, przez całą noc nie mogłem zasnąć, a mimo to nie jestem zmęczony.
Wiem , że jutrzejsza podróż zaprowadzi mnie w miejsce nieznane, a tam...
*Dowiem się dlaczego tam idziemy*
Przypiąłem do pleców dwie pochwy z moimi mieczami, które się krzyżowały.
Zamocowałem je w specyficzny sposób. Myślałem nad tym chyba całą noc.
Wyszedłem z namiotu.
Był wczesny ranek.
- Dokładnie tak jak myślałam.
- Znowu czekasz na mnie ?
- Tak Canavarze, ruszamy na trening.
- Co właściwie znaczy to imię ?
- Dołączyłeś do Naszej watahy, więc czego się spodziewasz...
Iv urwała zdanie.
*Do Naszej watahy, więc czego się spodziewasz Wilku*
- Canavar znaczy Wilk ?
- Tak, tylko dużo lepiej brzmi. Ruszajmy.
Ruszyliśmy wolnym krokiem nad strumień.
- Czego dziś będę się uczył ?
- Wczoraj Cię przyzwyczajałam do nich.
- ...
- Do strzał.
- Aaa, no tak jeszcze mam ślad na policzku. Więc tym razem łuk.
- Dokładnie tak, dziś poznasz ostatni trzeci rodzaj walki. Walczyłeś wręcz, z użyciem mocy ducha no i została walka na dystans.
Po kilku minutach doszliśmy nad strumień, tam ujrzałem dobrze przygotowaną tarczę zawieszoną na drzewie. Łuk i cały kołczan strzał.
- Myślę, że wystarczy tyle. Cały ten czas je robiłam.
- Kiedy Wy to wszystko robicie ?
- Nie tylko Ty nie możesz spać. Pamiętaj prawdziwe wilki nie śpią w nocy.
Iv złapała za łuk zawieszony na plecach.
*Tak skupiłem się na tych treningach, że nawet nie przyglądałem się ani Yanginowi ani Iv od dawna, nigdy w ogóle wcześniej nie dostrzegłem łuku.
Wczoraj o mało co by mnie nie zabiła z niego, a ja dopiero teraz go ujrzałem*
- Nie zastanawiaj się, idź weź swój. To jest łuk stworzony od zera przeze mnie, szanuj go. Booo...
- Wiem, wiem. Będę na pewno. Kołczan też szyłaś ?
- A jak !! Co myślałeś, że w lesie kupiłam ?
* W sumie racja*
- Nie narażaj się.
- Dobra, to jak się mam za to zabrać.
Iv stanęła na wprost celu ja stałem jakieś 2 metry od niej.
Na wprost okrągłej tarczy wyciętej z drewna i wymalowanej na czerwono, prawdopodobnie krwią jakiegoś zwierzęcia.
Iv stanęła pewnie na ziemi, Wyciągnęła lewą rękę przed siebie, trzymając w niej mocno łuk.
- Przyglądaj się
*Co za kobieta !! Ubrana ciągle na czarno. Nie widziałem nigdy jej twarzy a mimo to mam o niej niewiarygodne wyobrażenie. Impulsywna, tajemnicza i nieziemska.
Mam wrażenie, że nigdy nie widziałem piękniejszej kobiety, a może to tylko dlatego, że to jedyna kobieta, którą widziałem tutaj. Niebiesko-srebne długie kosmyki włosów,
które spływały od czasu do czasu na jej ramiona. Tworzyły dodatkowo niewiarygodny efekt. Jej szczupła a zarazem krągła sylwetka, średniej wysokości ciało Hmm czy ja...*
Wyciągnęła z kołczanu jedną strzałę, zaprała lotkę na cięciwie i mocno naprężając prawą ręką. Naciągnęła i...
Strzała wylądowała w samym środku tarczy.
- Teraz Twoja kolej. Widzisz łatwe.
Tymi słowami wyciągnęła mnie z mojego zamyślenia.
Odwróciła się przy tym w moją stronę spojrzała na moją twarz, wpatrzoną w jej sylwetkę
- Eeejj, nie to miałam na myśli. Zabiję Cię zaraz !!
- Przepraszam...
Iv szybko odwróciła się w drugą stronę.
*Hmm, czyżby...*
- Bierz ten łuk i chodź tutaj !!
- Idę idę.
Podbiegłem do Iv, stanąłem równo z Nią i jak lustrzane odbicie robiłem to co ona. Wyciągnęliśmy lewą rękę mocno trzymając łuk, prawą ręką wyciągnęliśmy po strzale.
Dwoma palcami przytrzymując lotkę na cięciwie, naprężyliśmy do granic wytrzymałości łuk. Postarałem się wycelować w środek tarczy i puściliśmy omal równocześnie.
Moja strzała trafiła w drzewo nad tarczą, a Iv prawdopodobnie , żeby mi dokopać trafiła w sam środek lotki mojej strzały.
- Hm... Jakieś rady na temat celowania ?
- Musisz być jednością z swoją bronią, to nie tylko w tej chwili gdy strzelasz z łuku , ale też walczysz mieczem. Musisz wyczuć otoczenie, to najważniejsza cecha strzelca.
Iv odwróciła się w kierunku strumienia, wyciągnęła strzałę, napięła łuk i puściła.
W tym momencie wyskoczyła ryba Iv bez najmniejszego problemu trafiła ją.
- Będzie na kolację.
- Jak...Ty ?
- Musisz czuć otoczenie, każdy szmer, podmuch wiatru, wszystko opiera się na energii. Tak jak wczoraj uniknąłeś mojej strzały naładowanej mocą.
- Tak tą moc czułem bo dla mnie była potężna.
- Potężna moc tkwi w małych rzeczach. Zostawię Cię tu poćwicz trochę, jak Ci się znudzi wróć do obozowiska.
- Będziesz czekać z rybą ?
- Taa , chciałbyś. Zjem już, upoluj swoją.
Iv ruszyła w stronę obozowiska.
Zostałem sam. Spoglądałem za Nią jak zniknęła w gąszczach lasu.
*No dobra, spróbujmy*
Strzelanie z łuku to jak rytuał, nie da się chyba go skrócić. Wycelowanie, wyciągnięcie strzały , napięcie cięciwy. Wszystkie elementy mają znaczenie.
A efekt końcowy albo zabija cel , albo zabija przy odrobinie szczęścia istotę oddaloną o kawał drogi dalej.Zawsze w coś się trafi.
Wystrzelałem cały kołczan 29 pozostałych strzał, które strugała dla mnie Iv.
W tarczę trafiły 3, to raczej nie moja dziedzina.
*Nic, wracam do obozu*
Iv wraz z Yanginem siedzieli na pieńkach przy ognisku.
Zachmurzone niebo nadawało tej chwili bardzo okropny wyraz.
Tak jakby jakaś tragedia wisiała w powietrzu.
Dosiadłem się do nich w ciszy.
Yangin wyciągnął do mnie rękę z wielkim szklanym kuflem.
*Skąd on go wziął w ogóle, zazwyczaj piliśmy z metalowych podręcznych kubeczków*
Spojrzałem na zamyśloną Iv, która w ręku trzymała ten sam kufel.
Wyciągnąłem rękę po kufel, który podawał mi Yangin.
- Co to ?
- Smoczy napar
- Czy to nie alkohol ? Świętujemy coś ?
- hmm... Raczej czcimy nasze ostatnie chwile w tej krainie.
- Dzisiaj jest ostatni dzień, pamiętasz o tym ?
- Wiem.
- Mamy nadzieję, że zrobiliśmy co możemy ,żeby Cię przygotować do drogi.
- Nie martwcie się nie dam się tak łatwo zabić.
- To dobrze, od jutra wszystko zacznie się wyjaśniać.
- W każdym razie miło było znowu Was spotkać. Zdrowie
Pociągnęliśmy po łyku z kufli.
Delektując się mocnym i nad wyraz palącym smakiem.
piątek, 13 listopada 2015
"Złota jasna purpura"
Witam serdecznie.
Życzę miłego czytania, podczas gdy ja będę przypominał sobie jak się gotuje xD.
Pozdrawiam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziłem się, dość późno. Wyszedłem z namiotu i w pierwszej chwili ujrzałem lecącą w moją stronę strzałę.
Odruchowo udało mi się ją chwycić, ale mało brakowała a przeszyła by moje ramię.
Spojrzałem w kierunku z którego przybyła strzała i zobaczyłem Iv z łukiem w ręku.
- Iv...Czemu do mnie strzelasz z łuku ?
- Potraktuj to jak trening.
Wystrzeliła kolejną strzałę, odskoczyłem na bok robiąc przy tym przewrót w przód. Wylądowałem za drzewem.
Usłyszałem świst kolejnej strzały, która ewidentnie wbiła się w drzewo po drugiej stronie.
- Zwinny się zrobiłeś. Czekałam tutaj pół nocy na Ciebie.
- Dlaczego ?
- Dobrze wiesz...
- Zdenerwowałeś Ją.
Usłyszałem głos Yangina siedzącego na drzewie, za którym się akurat schowałem.
Spojrzałem w górę.
- Lepiej uciekaj.
Yangin wskazał ręką na krzak naprzeciwko mnie.
Zrozumiałem, podniosłem się z ziemi i ruszyłem na drugą stronę obozowiska.
Strzały wylatywały jedna za drugą zza krzaka, który wskazał mi Yangin.
*Nawet nie widziałem kiedy się przemieściła, szybka jest*
Miałem walczyć z Iv, strzelającą z łuku w ramach treningu.
Nie miałem nawet żadnej porządnej broni.
- Iv czym mam się niby bronić przed Tobą, tym kijkiem ?
*Od pierwszego dnia treningu nosiłem go zawsze przy sobie*
Iv wystrzeliła strzałę , która rozłupała kijek na pół.
- No i dochodzimy do sedna sprawy.
- Że co ?
- Wczoraj uciekłeś do namiotu zamiast otworzyć mój prezent dla Ciebie.
- Więc o to chodzi...
- Starałam się a Ty... Ty, Zabije Cię za to.
Strzała przeleciała mi dosłownie po skraju policzka, robiąc rozdarcie na mojej twarzy.
Stałem zamurowany nawet nie próbowałem uciekać przed nią.
*Ma absolutną rację, nie doceniłem tego co dla mnie zrobiła, zresztą Yangin też... Pudełko, muszę je znaleźć i otworzyć*
Nagle Yangin pojawił się przede mną z wyciągniętym mieczem, odbił strzałę lecącą prosto w moje serce.
- Rusz się w końcu, bo na prawdę Cię zabije !!
- Dobra. Wiem co mam już zrobić. *Iv zaimponuję Ci zobaczysz.*
Iv zniknęła z pola mojego widzenia. Wykorzystując chwilę, szukałem z której strony wyłoni się kolejna strzała i dojrzałem pudełko, w którym Iv schowała niespodziankę dla mnie.
Ruszyłem w tamtą stronę, I poczułem silną energię zbliżającą się za moimi plecami. Wyskoczyłem w przód wilczym skokiem, przeskoczyłem nad płonącym ogniskiem
zbliżając się tym do pudełka w której czekało na mnie ocalenie z tej sytuacji. Nad moją głową przeleciała w jasno złotym blasku łucznicza strzała, która przeszyła
drzewo na wylot. To była energia Iv, poczułem ją po raz kolejny, napawała mnie ciepłem. To ta sama energia kiedy byłem na drodze, kiedy zakradła się za Nas.
Energia, która przywołała mnie do tego świata. Nie mogłem się poddać w tym momencie.
Wstałem , odwróciłem się w kierunku z którego wyleciała złota strzała.
*Nie będzie łatwo ją powstrzymać ale spróbujmy.*
- Iv dziękuję.
I z całej siły otworzyłem wieko pudełka.
Zamurowało mnie.
- Kosztowało nas to trochę zachodu, ale myślę, że będą odpowiednie.
Na dnie pudła leżały dwie wyglądające identycznie, jak zwykłe realne katany, ale czułem od nich niesamowitą energię. Ostrze długości Dziewięćdziesięciu czterech i pół centymetra. lśniło się cnotliwie odbijając każdy nawet najmniejszy promień światła. Rękojeść trzydziestu centymetrów wykonana z hebanowego drewna który prześwitywał między powleczonym czarnym jedwabiem a na rękojeści było pięć i pół gniazda na kryształ.
Pochwa mieszcząca owe dwa przepiękne miecze zrobiona była z białego nieznanego mi metalu.
- Sprawdźmy więc !!
Iv wyskoczyła zza krzaków z wyciągniętym mieczem jednoręcznym. Wykonała wyskok i zamachnęła się zza głowy, miecz zaczął nabierać złocistych kolorów.
Odruchowo sięgnąłem po katany, nawet nie wyciągając ich z pochwy skrzyżowałem nad głową i w ostatniej chwili zasłoniłem się przed uderzeniem.
Usłyszałem głośne odetchnięcie Yangina.
Iv zawisła w powietrzu z błyszczącym się na złoto mieczu , który zawisł między moimi katanami, które biły jasnofioletowym blaskiem.
- Wystarczy !!
Iv wypuściła skupioną moc z miecza i opadła na ziemię. Po czym szybko ruszyła w moją stronę i uścisnęła mnie jak siostra swojego brata po długiej nieobecności. Przytuliła się do mnie.
- Dziękuję, jednak to Ty.
- "Canavar" miło Cię poznać.
Yangin mówiąc to wyciągnął w moją stronę swoją otwartą dłoń.
Iv rozluźniła swoje objęcia i pozwoliła mi wyciągnąć rękę w stronę Yangina. Oczywiście uścisnąłem ją mocno i z radością.
*Canavar*
Życzę miłego czytania, podczas gdy ja będę przypominał sobie jak się gotuje xD.
Pozdrawiam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziłem się, dość późno. Wyszedłem z namiotu i w pierwszej chwili ujrzałem lecącą w moją stronę strzałę.
Odruchowo udało mi się ją chwycić, ale mało brakowała a przeszyła by moje ramię.
Spojrzałem w kierunku z którego przybyła strzała i zobaczyłem Iv z łukiem w ręku.
- Iv...Czemu do mnie strzelasz z łuku ?
- Potraktuj to jak trening.
Wystrzeliła kolejną strzałę, odskoczyłem na bok robiąc przy tym przewrót w przód. Wylądowałem za drzewem.
Usłyszałem świst kolejnej strzały, która ewidentnie wbiła się w drzewo po drugiej stronie.
- Zwinny się zrobiłeś. Czekałam tutaj pół nocy na Ciebie.
- Dlaczego ?
- Dobrze wiesz...
- Zdenerwowałeś Ją.
Usłyszałem głos Yangina siedzącego na drzewie, za którym się akurat schowałem.
Spojrzałem w górę.
- Lepiej uciekaj.
Yangin wskazał ręką na krzak naprzeciwko mnie.
Zrozumiałem, podniosłem się z ziemi i ruszyłem na drugą stronę obozowiska.
Strzały wylatywały jedna za drugą zza krzaka, który wskazał mi Yangin.
*Nawet nie widziałem kiedy się przemieściła, szybka jest*
Miałem walczyć z Iv, strzelającą z łuku w ramach treningu.
Nie miałem nawet żadnej porządnej broni.
- Iv czym mam się niby bronić przed Tobą, tym kijkiem ?
*Od pierwszego dnia treningu nosiłem go zawsze przy sobie*
Iv wystrzeliła strzałę , która rozłupała kijek na pół.
- No i dochodzimy do sedna sprawy.
- Że co ?
- Wczoraj uciekłeś do namiotu zamiast otworzyć mój prezent dla Ciebie.
- Więc o to chodzi...
- Starałam się a Ty... Ty, Zabije Cię za to.
Strzała przeleciała mi dosłownie po skraju policzka, robiąc rozdarcie na mojej twarzy.
Stałem zamurowany nawet nie próbowałem uciekać przed nią.
*Ma absolutną rację, nie doceniłem tego co dla mnie zrobiła, zresztą Yangin też... Pudełko, muszę je znaleźć i otworzyć*
Nagle Yangin pojawił się przede mną z wyciągniętym mieczem, odbił strzałę lecącą prosto w moje serce.
- Rusz się w końcu, bo na prawdę Cię zabije !!
- Dobra. Wiem co mam już zrobić. *Iv zaimponuję Ci zobaczysz.*
Iv zniknęła z pola mojego widzenia. Wykorzystując chwilę, szukałem z której strony wyłoni się kolejna strzała i dojrzałem pudełko, w którym Iv schowała niespodziankę dla mnie.
Ruszyłem w tamtą stronę, I poczułem silną energię zbliżającą się za moimi plecami. Wyskoczyłem w przód wilczym skokiem, przeskoczyłem nad płonącym ogniskiem
zbliżając się tym do pudełka w której czekało na mnie ocalenie z tej sytuacji. Nad moją głową przeleciała w jasno złotym blasku łucznicza strzała, która przeszyła
drzewo na wylot. To była energia Iv, poczułem ją po raz kolejny, napawała mnie ciepłem. To ta sama energia kiedy byłem na drodze, kiedy zakradła się za Nas.
Energia, która przywołała mnie do tego świata. Nie mogłem się poddać w tym momencie.
Wstałem , odwróciłem się w kierunku z którego wyleciała złota strzała.
*Nie będzie łatwo ją powstrzymać ale spróbujmy.*
- Iv dziękuję.
I z całej siły otworzyłem wieko pudełka.
Zamurowało mnie.
- Kosztowało nas to trochę zachodu, ale myślę, że będą odpowiednie.
Na dnie pudła leżały dwie wyglądające identycznie, jak zwykłe realne katany, ale czułem od nich niesamowitą energię. Ostrze długości Dziewięćdziesięciu czterech i pół centymetra. lśniło się cnotliwie odbijając każdy nawet najmniejszy promień światła. Rękojeść trzydziestu centymetrów wykonana z hebanowego drewna który prześwitywał między powleczonym czarnym jedwabiem a na rękojeści było pięć i pół gniazda na kryształ.
Pochwa mieszcząca owe dwa przepiękne miecze zrobiona była z białego nieznanego mi metalu.
- Sprawdźmy więc !!
Iv wyskoczyła zza krzaków z wyciągniętym mieczem jednoręcznym. Wykonała wyskok i zamachnęła się zza głowy, miecz zaczął nabierać złocistych kolorów.
Odruchowo sięgnąłem po katany, nawet nie wyciągając ich z pochwy skrzyżowałem nad głową i w ostatniej chwili zasłoniłem się przed uderzeniem.
Usłyszałem głośne odetchnięcie Yangina.
Iv zawisła w powietrzu z błyszczącym się na złoto mieczu , który zawisł między moimi katanami, które biły jasnofioletowym blaskiem.
- Wystarczy !!
Iv wypuściła skupioną moc z miecza i opadła na ziemię. Po czym szybko ruszyła w moją stronę i uścisnęła mnie jak siostra swojego brata po długiej nieobecności. Przytuliła się do mnie.
- Dziękuję, jednak to Ty.
- "Canavar" miło Cię poznać.
Yangin mówiąc to wyciągnął w moją stronę swoją otwartą dłoń.
Iv rozluźniła swoje objęcia i pozwoliła mi wyciągnąć rękę w stronę Yangina. Oczywiście uścisnąłem ją mocno i z radością.
*Canavar*
czwartek, 12 listopada 2015
"Iskra"
Witam serdecznie.
Przepraszam, że to właśnie dziś wpis jest w nocy, ale długie godziny pracy robią swoje.
Miłego czytania.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Obozowisko przed świtem wygląda nawet przyjemnie. zauważyłem to dopiero trzeciego dnia, wymykając się wczesnym świtem nad strumień.
Mimo , że wczorajsza telepatia zaskoczyła mnie. Chciałem dalej ćwiczyć nowo poznane umiejętności.
Wiedziałem, że coś się zbliża wielkiego. Ta cała biblioteka magów.
*Po co w ogóle tam wyruszamy, jakieś spiski, zakłady o smocze napary. Ciągle nic nie wiem*
Wszedłem w zimny strumień, tak o poranku nawet w środku lata to było by samobójstwo.
Woda jest tak lodowata. Zwłaszcza , że swój początek ma zapewne gdzieś w ośnieżonych górach.
Ale mimo ostrego bólu z zimna, moje nogi same prowadziły mnie na ten tajemniczy kamień.
Nazwany przez Yangina "Spokój ducha'
*Śmiało mogę powiedzieć, że doświadczyłem tego uczucia.*
Hmm. Mam pomysł.
Skupiłem się na Yanginie. Wyobraziłem sobie jego postać.
*Ciekawe czy zadziała !?*
Co prawda zajęło mi to chwile, ale...
-Yangin wstawaj !!
- Co... Co ??
- Wstawaj !! Trening czas zacząć.
- ehh i Tylko po to mnie budzisz ?
- Tylko ?... Ruszaj się, czekam na Ciebie.
Yangin w końcu przetarł oczy, rozejrzał się po namiocie.
Po czym rozkojarzony wyjrzał za niego, szukał w pobliżu.
Nawet spoglądał na drzewie. Akurat w tej chwili Iv wyszła do ogniska aby zrobić sobie śniadanie.
- Iv ? Widziałaś Naszego przyjaciela ?
- eee... Nie no musimy mu nadać imię, bo nawet jak mam dobre myśli o nim to nie mogę wyrazić tego. Niestety nie Yangin.
- Widziała, widziała.
- Kłamiesz. Wiesz gdzie się schował.
- Że co ja robię ? Kłamię, o Ty czorcie
Zamachała łychą w garnku wybrała największy kawałek mięsa i rzuciła nim w twarz Yangina.
- Musiałaś mięsem ?
- No widzisz nie było warto , zjadłbym.
- Ehh jak Cię znajdę to pożałujesz. Iv proszę Cię, gdzie się schował. Przecież nie może być daleko, słyszę jak do mnie mówi.
- Że co.. Aaaa hahahaha. A to Ci żartowniś. Już go lubię
- Iv...
Spojrzenie Yangina na rozchmurzoną i radosną Iv było porównywalne do spojrzenia rodzica gdy jego dziecko wróciło późno pijane do domu.
- Maczasz w tym palce ?
- Nie głuptasie, trzeba było go nie prowadzić do strumienia. Jest nad strumieniem , jeśli nie wierzysz idź zobacz sobie, a tak przy okazji wisisz mi smoczy napar.
- Niby za co ?!... Chyba ,żartujesz ?
- Nieeee, absolutnie nie. Co się stało mistrzu ? Zdziwiony ?
- Czekaj zaraz się spotkamy to pogadamy w cztery oczy.
Yangin ruszył biegiem nad strumień nie do końca dowierzając Iv.
Iv wołając z oddali.
- Niech przyjdzie do mnie !! Mam coś ważnego i nie zapomnij o moim naparze !!
Gdy Yangin przybył stałem już na brzegu. I w prawej ręce podrzucałem sobie niepozorny kamień, który rozświetlał się jasno fioletową aurą.
- Nie wierzę, zrobiłeś to ? W dwa dni.
- Nie w dwa dni, a w jeden. Już wczoraj rozmawiałem z Iv.
- Gratuluję, chciałbym by była moja kolej ,ale dzisiaj Iv jest mistrzem. My spotkamy się po jutrze przy ostrzu miecza.
W oczach Yangina płomień wyglądał na pobudzony i na pewno z niecierpliwością czekał kolejnego dnia. Jakby w końcu spotkał przeciwnika dla siebie.
Ale ja jeszcze nie czułem się gotowy do jakiejkolwiek walki, tego treningu było mi jeszcze brak.
Nad strumieniem pojawiła się Iv.
- Długo bym czekała na Was ?
- Pewnie tak. Yangin zaniemógł z wrażenia.
- Ejj to nie prawda, jutro będziesz pod moim skrzydłem więc uważaj.
- Jak małe dzieci, wracajcie na śniadanie, które zaraz stanie się obiadem. Zasiedziałeś się tu.
- Obiad ? Iv od kiedy gotujesz ?
- Od dziś, ciesz się, że sobie przypomniałam , że Ty jeszcze tego potrzebujesz..
- Dobrze , przepraszam.
Po chwili byliśmy w obozie, Iv naszykowała już wszystko.
*Co to ?*
Na środku obozu zaraz przy ognisku, stało pudełko zawiązane wstęgą.
- To dla Ciebie. "Keskin silah" a jutro zadbamy o Twoje imię.
- Dla mnie ?
- Rozpakuj , też mam w tym swój udział.
*Poczekam na jutrzejszy dzień*
- Dziękuję Wam bardzo, ale poczekam na jutrzejszy dzień. W chwili celebracji mojego imienia otworzę ten prezent.
Odszedłem do namiotu, ukrywając łzę szczęścia spływającą po moim policzku.
Przepraszam, że to właśnie dziś wpis jest w nocy, ale długie godziny pracy robią swoje.
Miłego czytania.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Obozowisko przed świtem wygląda nawet przyjemnie. zauważyłem to dopiero trzeciego dnia, wymykając się wczesnym świtem nad strumień.
Mimo , że wczorajsza telepatia zaskoczyła mnie. Chciałem dalej ćwiczyć nowo poznane umiejętności.
Wiedziałem, że coś się zbliża wielkiego. Ta cała biblioteka magów.
*Po co w ogóle tam wyruszamy, jakieś spiski, zakłady o smocze napary. Ciągle nic nie wiem*
Wszedłem w zimny strumień, tak o poranku nawet w środku lata to było by samobójstwo.
Woda jest tak lodowata. Zwłaszcza , że swój początek ma zapewne gdzieś w ośnieżonych górach.
Ale mimo ostrego bólu z zimna, moje nogi same prowadziły mnie na ten tajemniczy kamień.
Nazwany przez Yangina "Spokój ducha'
*Śmiało mogę powiedzieć, że doświadczyłem tego uczucia.*
Hmm. Mam pomysł.
Skupiłem się na Yanginie. Wyobraziłem sobie jego postać.
*Ciekawe czy zadziała !?*
Co prawda zajęło mi to chwile, ale...
-Yangin wstawaj !!
- Co... Co ??
- Wstawaj !! Trening czas zacząć.
- ehh i Tylko po to mnie budzisz ?
- Tylko ?... Ruszaj się, czekam na Ciebie.
Yangin w końcu przetarł oczy, rozejrzał się po namiocie.
Po czym rozkojarzony wyjrzał za niego, szukał w pobliżu.
Nawet spoglądał na drzewie. Akurat w tej chwili Iv wyszła do ogniska aby zrobić sobie śniadanie.
- Iv ? Widziałaś Naszego przyjaciela ?
- eee... Nie no musimy mu nadać imię, bo nawet jak mam dobre myśli o nim to nie mogę wyrazić tego. Niestety nie Yangin.
- Widziała, widziała.
- Kłamiesz. Wiesz gdzie się schował.
- Że co ja robię ? Kłamię, o Ty czorcie
Zamachała łychą w garnku wybrała największy kawałek mięsa i rzuciła nim w twarz Yangina.
- Musiałaś mięsem ?
- No widzisz nie było warto , zjadłbym.
- Ehh jak Cię znajdę to pożałujesz. Iv proszę Cię, gdzie się schował. Przecież nie może być daleko, słyszę jak do mnie mówi.
- Że co.. Aaaa hahahaha. A to Ci żartowniś. Już go lubię
- Iv...
Spojrzenie Yangina na rozchmurzoną i radosną Iv było porównywalne do spojrzenia rodzica gdy jego dziecko wróciło późno pijane do domu.
- Maczasz w tym palce ?
- Nie głuptasie, trzeba było go nie prowadzić do strumienia. Jest nad strumieniem , jeśli nie wierzysz idź zobacz sobie, a tak przy okazji wisisz mi smoczy napar.
- Niby za co ?!... Chyba ,żartujesz ?
- Nieeee, absolutnie nie. Co się stało mistrzu ? Zdziwiony ?
- Czekaj zaraz się spotkamy to pogadamy w cztery oczy.
Yangin ruszył biegiem nad strumień nie do końca dowierzając Iv.
Iv wołając z oddali.
- Niech przyjdzie do mnie !! Mam coś ważnego i nie zapomnij o moim naparze !!
Gdy Yangin przybył stałem już na brzegu. I w prawej ręce podrzucałem sobie niepozorny kamień, który rozświetlał się jasno fioletową aurą.
- Nie wierzę, zrobiłeś to ? W dwa dni.
- Nie w dwa dni, a w jeden. Już wczoraj rozmawiałem z Iv.
- Gratuluję, chciałbym by była moja kolej ,ale dzisiaj Iv jest mistrzem. My spotkamy się po jutrze przy ostrzu miecza.
W oczach Yangina płomień wyglądał na pobudzony i na pewno z niecierpliwością czekał kolejnego dnia. Jakby w końcu spotkał przeciwnika dla siebie.
Ale ja jeszcze nie czułem się gotowy do jakiejkolwiek walki, tego treningu było mi jeszcze brak.
Nad strumieniem pojawiła się Iv.
- Długo bym czekała na Was ?
- Pewnie tak. Yangin zaniemógł z wrażenia.
- Ejj to nie prawda, jutro będziesz pod moim skrzydłem więc uważaj.
- Jak małe dzieci, wracajcie na śniadanie, które zaraz stanie się obiadem. Zasiedziałeś się tu.
- Obiad ? Iv od kiedy gotujesz ?
- Od dziś, ciesz się, że sobie przypomniałam , że Ty jeszcze tego potrzebujesz..
- Dobrze , przepraszam.
Po chwili byliśmy w obozie, Iv naszykowała już wszystko.
*Co to ?*
Na środku obozu zaraz przy ognisku, stało pudełko zawiązane wstęgą.
- To dla Ciebie. "Keskin silah" a jutro zadbamy o Twoje imię.
- Dla mnie ?
- Rozpakuj , też mam w tym swój udział.
*Poczekam na jutrzejszy dzień*
- Dziękuję Wam bardzo, ale poczekam na jutrzejszy dzień. W chwili celebracji mojego imienia otworzę ten prezent.
Odszedłem do namiotu, ukrywając łzę szczęścia spływającą po moim policzku.
środa, 11 listopada 2015
"Strumień myśli i ostoja mej mocy*
Witam serdecznie.
Miłego czytania, cięższych rozdziałów część II.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziłem się przed świtem, nadal czułem wczorajszy ból uderzeń Iv.
Może Jestem masochistą, ale dobrze mi z tym.
*Ciekawe co mnie dzisiaj czeka*
Z radością stanąłem na nogi. Wziąłem mojego kompana pod rękę, jak zresztą Yangin mówił.
*Ten kijek to moja pierwsza broń, a z bronią nie mam zamiaru się rozstawać*
Wyszedłem z niepoprawnie ustawionego namiotu, który stał na samym uboczu obozowiska. Chociaż grunt, że się wyspałem.
W oddali zobaczyłem Yangina i Iv rozmawiających ze sobą. Uśmiechali się do siebie.
Ruszyłem w ich stronę.
- Witam moich towarzyszy.
- O !! Tak wcześnie na nogach, nie utykasz nawet.
- Nie , nic mi nie jest.
- To dobrze, zanim znowu porządnie dostaniesz po kościach od Iv. Pokażę Ci jak ćwiczyć Twoją siłę i kondycję duchową.
- Aaa prawie bym zapomniała, mam coś dla Ciebie. Tylko nie oddam w sumie za darmo, będziesz musiał mi zaimponować.
Tylko to potem. Na razie oddaję Cię w ręce Yangina. Mamy jeszcze 4 dni, potem musimy ruszyć dalej.
- A gdzie ?
- Do twierdzy zapomnianych, a dokładniej biblioteki zmarłych magów.
- Jak dla mnie brzmi nie ciekawie, ale to na potem. Yangin ruszamy ?
- Patrz jak się rwie, pewnie.
Ruszyliśmy z Yanginem. Prowadził mnie w kierunku północy. Miałem wrażenie, że te lasy są wszędzie takie same.
Jednak się zdziwiłem, po kilku minutach marszu doszliśmy do strumienia.
- Jesteś gotowy ?
- Tak...
- Nie przejmuj się, każdy tak ma. Chociaż, Ty dokonałeś wyboru , albo może i nie.
Yangin rozszyfrował mnie szybko, ujrzałem swoje odbicie w strumieniu.
Nie wyglądało to sympatycznie, ale Yangin miał absolutną rację.
*Dokonałem wyboru, jestem z tego dumny. Liczy się wnętrze a nie twarz*
Zacząłem się zastanawiać, czym ten kamień na mojej twarzy jest.
Czy to jest jakieś piętno, a może moja prawdziwa twarz.
- Musimy Ci nadać imię.
- Co ??
- Widziałem jak się zamyśliłeś, Jesteś kimś ważnym dla Nas, a nie człowiekiem bez twarzy czy życzeniem.
A nie wiem jak Cię wyzwolić z tej smutnej zadumy, bo nie mam pojęcia jak Cię zawołać.
- Nie szkodzi, czasem tego potrzebuję. Bierzmy się do pracy, 4 dni to chyba mało jak na mój trening.
- Masz rację, ale dasz radę.
Yangin machnął ręką, żebym podążał za nim.
Szliśmy wzdłuż strumienia. Brzeg strumienia zmienił się z piaszczystego na kamienisty. Na samym środku stał kamień.
- Ten kamień sam nazwałem , "Menem-menemlik". Nie zawsze siła polega na posiadaniu mięśni , oczywiście też , ale w mniejszej części.
Będziesz musiał znaleźć w sobie tą wewnętrzną siłę i odkąd zacząłem ćwiczyć różne osoby te miejsce było najlepsze do tego.
- Menem... Co ?
- Ehh, Spokój ducha po prostu. Widzisz ten kamień ?
Yangin wskazał palcem kamień leżący na wyciągnięcie ręki o wielkości mojej pięści.
Domyślam się, że na pewno sporo waży, bo Yangin akurat nie wskazywał by na coś prostego.
- Tak i co z nim ?
- Spróbuj go podnieść.
Chwyciłem go obiema rękoma i spróbowałem podnieść.
Oderwałem go od ziemi ledwo na kilka centymetrów.
*Chyba mi kręgosłup pęknie zanim to zrobię*
- Ten kamień jest cięższy od Twojego miecza.
- Owszem, ale jest niepozorny. Ma w sobie wewnętrzną siłę.
Yangin wyciągnął lewą otwartą dłoń mierząc w moją stronę. Jego brwi zmarszczyły się w jednej chwili, a jego płomienista twarz wydawała się skupiona.
Nagle dostrzegłem takie samo jasne światło jak wtedy w jaskini.
*To jego wewnętrzna siła ? Skupiona w dłoni ?*
- Ta energia płynie z wnętrza. Jeżeli umiesz ją manipulować będziesz mógł zrobić o wiele więcej, podwaja a nawet potraja Twoje umiejętnośći , które płyną
z wykorzystania mięśni.
- Jak mam ją wywołać ?
- Musisz się skupić, nie da się tego wytłumaczyć. Przynajmniej nikt tego nie zrobił wprost. Musisz ją poczuć w sobie.
Nie zastanawiając się długo nad tym co mówi do mnie Yangin, wszedłem w środek strumienia. Doszedłem do kamienia. Wszedłem na niego i usiadłem
na nim po tak zwanie turecku.
- Widzę rwiesz się, nie przeszkadzam. Jakby coś się działo będę niedaleko drzemać, pod tamtym drzewem.
*Drzemać ? Nieźle... Myśli, że zajmie mi to długie godziny*
Gdy już Yangin przestał rozpraszać moją uwagę, zamknąłem oczy i skupiłem się na ciszy
*Taa... Skupić się na wewnętrznym ja, ale tutaj szumi strumień. W oddali słyszę ptaki.
I... Chrapanie ? Yangin, przerważająco głośno chrapie, ledwo co odszedł a już śpi.
Co ja mam teraz zrobić, jak to wywołać. Hmm...
Przedewszystkim chyba powinienem zatrzymać ten natłok niepotrzebnych myśli w głowie.
Jestem tak podekscytowany w sumie, że nie wiem czy potrafię.
Cisza...Ciii....Muszę się skupić.*
Minęło kilka minut,
*Ciekawe ile czasu już próbuje, albo czy ja w ogóle zacząłem próbować. Zwariuję zaraz*
Spróbowałem sobie przypomnieć, wydarzenia od początku pobytu w tym świecie.
Najpierw Wilczyca.
*To jest dobry sposób, skupię się na jej postaci. Przy niej czuję zawsze ciepło, może i tym razem będzie moją bohaterką*
Ivrel... Skupiłem się z całej siły w brzmieniu jej imienia. Miałem wrażenie, że mija wieczność.
- Gratuluję
- Iv ? Kiedy tu przyszłaś ?
- Nie ma mnie tutaj. Jestem tylko w Twojej głowie
- Ale... Przywołałem Cię moją myślą ?
- Tak. Widzę, że masz potężną moc w sobie. Więc się nie myliłam. Yangin jest mi winien smoczy napar.
- Smoczy napar ?
- To takie swojskie piwo. Nie martw się dam Ci spróbować.
Nagle usłyszałem odgłos uderzenia w wodę.
Ocknąłem się.
*To Yangin*
- Wracamy, już późno. Zaraz się ściemni.
- Przepraszam ,straciłem poczucie czasu.
Zeskoczyłem z kamienia, ruszyłem w stronę brzegu.
- Możesz ćwiczyć codziennie tutaj jeśli chcesz. Musisz opanować swoją energię. Zanim ruszymy dalej w drogę.
- Ale... Nieważne.
Ciekawe czy Iv mu powie. Nie ważne. Lepiej wracać teraz, kamień w sumie stąd nie ucieknie. Spróbuję jutro go podnieść.
*Tylko czy dałbym radę go teraz łatwiej unieść ?*
Ruszyliśmy do obozowiska.
Miłego czytania, cięższych rozdziałów część II.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziłem się przed świtem, nadal czułem wczorajszy ból uderzeń Iv.
Może Jestem masochistą, ale dobrze mi z tym.
*Ciekawe co mnie dzisiaj czeka*
Z radością stanąłem na nogi. Wziąłem mojego kompana pod rękę, jak zresztą Yangin mówił.
*Ten kijek to moja pierwsza broń, a z bronią nie mam zamiaru się rozstawać*
Wyszedłem z niepoprawnie ustawionego namiotu, który stał na samym uboczu obozowiska. Chociaż grunt, że się wyspałem.
W oddali zobaczyłem Yangina i Iv rozmawiających ze sobą. Uśmiechali się do siebie.
Ruszyłem w ich stronę.
- Witam moich towarzyszy.
- O !! Tak wcześnie na nogach, nie utykasz nawet.
- Nie , nic mi nie jest.
- To dobrze, zanim znowu porządnie dostaniesz po kościach od Iv. Pokażę Ci jak ćwiczyć Twoją siłę i kondycję duchową.
- Aaa prawie bym zapomniała, mam coś dla Ciebie. Tylko nie oddam w sumie za darmo, będziesz musiał mi zaimponować.
Tylko to potem. Na razie oddaję Cię w ręce Yangina. Mamy jeszcze 4 dni, potem musimy ruszyć dalej.
- A gdzie ?
- Do twierdzy zapomnianych, a dokładniej biblioteki zmarłych magów.
- Jak dla mnie brzmi nie ciekawie, ale to na potem. Yangin ruszamy ?
- Patrz jak się rwie, pewnie.
Ruszyliśmy z Yanginem. Prowadził mnie w kierunku północy. Miałem wrażenie, że te lasy są wszędzie takie same.
Jednak się zdziwiłem, po kilku minutach marszu doszliśmy do strumienia.
- Jesteś gotowy ?
- Tak...
- Nie przejmuj się, każdy tak ma. Chociaż, Ty dokonałeś wyboru , albo może i nie.
Yangin rozszyfrował mnie szybko, ujrzałem swoje odbicie w strumieniu.
Nie wyglądało to sympatycznie, ale Yangin miał absolutną rację.
*Dokonałem wyboru, jestem z tego dumny. Liczy się wnętrze a nie twarz*
Zacząłem się zastanawiać, czym ten kamień na mojej twarzy jest.
Czy to jest jakieś piętno, a może moja prawdziwa twarz.
- Musimy Ci nadać imię.
- Co ??
- Widziałem jak się zamyśliłeś, Jesteś kimś ważnym dla Nas, a nie człowiekiem bez twarzy czy życzeniem.
A nie wiem jak Cię wyzwolić z tej smutnej zadumy, bo nie mam pojęcia jak Cię zawołać.
- Nie szkodzi, czasem tego potrzebuję. Bierzmy się do pracy, 4 dni to chyba mało jak na mój trening.
- Masz rację, ale dasz radę.
Yangin machnął ręką, żebym podążał za nim.
Szliśmy wzdłuż strumienia. Brzeg strumienia zmienił się z piaszczystego na kamienisty. Na samym środku stał kamień.
- Ten kamień sam nazwałem , "Menem-menemlik". Nie zawsze siła polega na posiadaniu mięśni , oczywiście też , ale w mniejszej części.
Będziesz musiał znaleźć w sobie tą wewnętrzną siłę i odkąd zacząłem ćwiczyć różne osoby te miejsce było najlepsze do tego.
- Menem... Co ?
- Ehh, Spokój ducha po prostu. Widzisz ten kamień ?
Yangin wskazał palcem kamień leżący na wyciągnięcie ręki o wielkości mojej pięści.
Domyślam się, że na pewno sporo waży, bo Yangin akurat nie wskazywał by na coś prostego.
- Tak i co z nim ?
- Spróbuj go podnieść.
Chwyciłem go obiema rękoma i spróbowałem podnieść.
Oderwałem go od ziemi ledwo na kilka centymetrów.
*Chyba mi kręgosłup pęknie zanim to zrobię*
- Ten kamień jest cięższy od Twojego miecza.
- Owszem, ale jest niepozorny. Ma w sobie wewnętrzną siłę.
Yangin wyciągnął lewą otwartą dłoń mierząc w moją stronę. Jego brwi zmarszczyły się w jednej chwili, a jego płomienista twarz wydawała się skupiona.
Nagle dostrzegłem takie samo jasne światło jak wtedy w jaskini.
*To jego wewnętrzna siła ? Skupiona w dłoni ?*
- Ta energia płynie z wnętrza. Jeżeli umiesz ją manipulować będziesz mógł zrobić o wiele więcej, podwaja a nawet potraja Twoje umiejętnośći , które płyną
z wykorzystania mięśni.
- Jak mam ją wywołać ?
- Musisz się skupić, nie da się tego wytłumaczyć. Przynajmniej nikt tego nie zrobił wprost. Musisz ją poczuć w sobie.
Nie zastanawiając się długo nad tym co mówi do mnie Yangin, wszedłem w środek strumienia. Doszedłem do kamienia. Wszedłem na niego i usiadłem
na nim po tak zwanie turecku.
- Widzę rwiesz się, nie przeszkadzam. Jakby coś się działo będę niedaleko drzemać, pod tamtym drzewem.
*Drzemać ? Nieźle... Myśli, że zajmie mi to długie godziny*
Gdy już Yangin przestał rozpraszać moją uwagę, zamknąłem oczy i skupiłem się na ciszy
*Taa... Skupić się na wewnętrznym ja, ale tutaj szumi strumień. W oddali słyszę ptaki.
I... Chrapanie ? Yangin, przerważająco głośno chrapie, ledwo co odszedł a już śpi.
Co ja mam teraz zrobić, jak to wywołać. Hmm...
Przedewszystkim chyba powinienem zatrzymać ten natłok niepotrzebnych myśli w głowie.
Jestem tak podekscytowany w sumie, że nie wiem czy potrafię.
Cisza...Ciii....Muszę się skupić.*
Minęło kilka minut,
*Ciekawe ile czasu już próbuje, albo czy ja w ogóle zacząłem próbować. Zwariuję zaraz*
Spróbowałem sobie przypomnieć, wydarzenia od początku pobytu w tym świecie.
Najpierw Wilczyca.
*To jest dobry sposób, skupię się na jej postaci. Przy niej czuję zawsze ciepło, może i tym razem będzie moją bohaterką*
Ivrel... Skupiłem się z całej siły w brzmieniu jej imienia. Miałem wrażenie, że mija wieczność.
- Gratuluję
- Iv ? Kiedy tu przyszłaś ?
- Nie ma mnie tutaj. Jestem tylko w Twojej głowie
- Ale... Przywołałem Cię moją myślą ?
- Tak. Widzę, że masz potężną moc w sobie. Więc się nie myliłam. Yangin jest mi winien smoczy napar.
- Smoczy napar ?
- To takie swojskie piwo. Nie martw się dam Ci spróbować.
Nagle usłyszałem odgłos uderzenia w wodę.
Ocknąłem się.
*To Yangin*
- Wracamy, już późno. Zaraz się ściemni.
- Przepraszam ,straciłem poczucie czasu.
Zeskoczyłem z kamienia, ruszyłem w stronę brzegu.
- Możesz ćwiczyć codziennie tutaj jeśli chcesz. Musisz opanować swoją energię. Zanim ruszymy dalej w drogę.
- Ale... Nieważne.
Ciekawe czy Iv mu powie. Nie ważne. Lepiej wracać teraz, kamień w sumie stąd nie ucieknie. Spróbuję jutro go podnieść.
*Tylko czy dałbym radę go teraz łatwiej unieść ?*
Ruszyliśmy do obozowiska.
wtorek, 10 listopada 2015
"Prosto w kijek - Trening dzień pierwszy"
Witam serdecznie.
Obawiam się moi drodzy, że zaczyna się drabinka literacka.
Te rozdziały mogą być ciężkie dla Mnie na pewno, dla Was być może.
Postaram się Was utrzymać tutaj,
Miłego czytania.
-----------------------------------------------------------------------------------------
W ciągu tych kilku ostatnich dni, sytuacje które mnie spotkały odcisnęły piętno na mnie.
Nie mogę sobie wytłumaczyć dlaczego to wszystko się potoczyło właśnie w tą stronę , ale czuję się dobrze.
Ten świat jest moim nowym domem, oswajam się z nim.
Tutaj wiele więcej mogę. Poznałem dwójkę mych towarzyszy, którym mimo niedawnych i nie do końca na tamten czas jasnych sytuacji.
Jestem gotowy w pełni im zaufać.
- Wstawaj, czas poćwiczyć.
Yangin stanął nade mną i z uśmiechem na twarzy podał mi drewniany kij. Długości może jednego metra.
- To Twoja pierwsza broń, nie lekceważ jej.
- Ten kijek ? Skoro tak mówisz.
Zerwałem się na nogi, postanowiłem sobie ,że do treningu przyłożę się jak najbardziej będę mógł.
*Kijek, może i lepiej. Mieczem bym się sam zabił od razu*
- Prowadź mistrzu.
Yangin zaprowadził mnie kawałek od Naszego obecnego obozowiska. Gdzie już Iv czekając niecierpliwie, prawdopodobnie na swoją kolej wyżycia się na mnie
strugała odliczonej długości patyki siedząc pod drzewem w cieniu.
Pogoda w dzisiejszym dniu była złośliwa. Było strasznie upalnie.
- Dobra , zaczniemy od podstaw. Nie mam zamiaru uczyć Cię wszystkiego na temat teorii walki. Czym jest broń i jakie są jej rodzaje.
Ja jestem specjalistą w walce wręcz. Zresztą poznałeś już mój półtora ręczny miecz.
Zapamiętaj broń to tylko narzędzie do walki. Najważniejszy jest jej użytkownik, najbezpieczniejsze co może być dla Ciebie podczas walki to Ty sam.
- Wydaje mi się , że rozumiem. Poczułem co znaczy paraliżujący strach w jaskini.
- Dokładnie, jeśli się kiedykolwiek zawahasz raz jeszcze. Mogę Ci zagwarantować, że to będzie ostatni raz. Używaj intuicji.
Yangin wyciągnął miecz, stanął na wprost mnie. Przyjął postawę bojową, rozsunął się nieco szerzej na nogach, jedną z stóp wysunął przed siebie. W lekkim rozkroku trzymając wyjątkowo
swą broń oburącz przed sobą wyciągniętą nieco przed siebie. Ugiął się lekko na nogach, rozluźnił ręce mimo silnego uścisku rękojeści.
- Każda postawa bojowa jest inna i zależy od rodzaju trzymanego orężu. Taka postawa dla broni jednoręcznej takiej jak kijek. Jest nieuzasadniona.
Postawa bojowa służy do ataku, postawa obronna do obrony. Będziesz musiał się ich nauczyć używać w każdej sytuacji.
- Nudny Jesteś , Ja też przez to przechodziłam ?
Iv zerwała się na równe nogi. Ruszyła w moją stronę, podniosła z ziemi podobny kijek do mojego.
- Znowu zaczynasz...
- Jesteś zbyt staroświecki Yangin, to już nie te czasy. W sumie stare próchno już z Ciebie.
Yangin odsunął się kilka metrów w tył.
Iv uśmiechnęła się szyderczo. I będąc dokładnie kilka kroków ode mnie, zamachnęła się kijkiem z lewej strony i uderzyła mnie w zgięcie prawej nogi.
Ukląkłem na kolano podpierając się kijkiem. Po czym poczułem uderzenie w rękę tak mocne , że aż puściłem kijek i podniosłem rękę do góry w odruchu.
Iv długo się nie zastanawiając wymierzyła kończącego kopniaka w moją klatkę piersiową.
- Najlepszą nauką jest terapia wstrząsowa, nie zabije a boli, więc albo zaczniesz się bronić i reagować albo do jutra nie wstaniesz z ziemi.
- Iv...
Iv rzuciła wymowne spojrzenie Yanginowi, jakby już nie raz o tym rozmawiali i dyskutowali co ma zrobić w tej sytuacji.
Yangin odstąpił bez słowa , poszedł usiąść pod drzewem i czekał co stanie się dalej.
Zdążyłem się pozbierać z ziemi i stanąć na nogi.
*Zaskoczyła mnie, ale tym razem będzie inaczej*
Stanąłem mocno na ziemi, wysunąłem jedną stopę do przodu. I mocno ścisnąłem kijek w ręku.
Iv szykowała kolejny cios.
- Nie ta noga !!
*Co ?*
Nie minęło dłużo czasu zanim zorientowałem się o co chodzi, Iv wyskoczyła w górę jak z procy i wymierzyła kijkiem prosto w moje ramię.
Nie miałem najmniejszej szansy się zasłonić zbyt późno zareagowałem, a na dodatek zostałem przewalony gdyż nie tą nogę wystawiłem naprzód. Muszę uważać , w której ręce trzymam kijek.
Wilczyca odskoczyła na kilka kroków. Tylko po to aby się rozpędzić, nie wiedziałem czego się spodziewać.
*Jej ruchy... Wilczy bieg, coś pięknego*
W ostatnim momencie zrozumiałem co to za rodzaj ataku i podskoczyłem wysoko do góry. Ivrel prześlizgnęła się pode mną, ucieszony uniknięcia ataku zdezorientowałem się.
Gdy się odwróciłem by zobaczyć co się dzieje z Iv, Ona czekała wymierzając uderzenie kijkiem w twarz. Po czym podcięła mnie nogą i tak znów wylądowałem obolały na ziemi.
Minęła chwila zanim wstałem z ziemi.
- Teraz się nie dam.
Ustawiłem się w pozycji. Czekając co wymyśli Iv tym razem.
- Nauczyłeś się czegoś ?
- Przekonamy się.
Iv ruszyła, podbiegła niedaleko mnie po czym kucnęła. Ustawiła się bokiem i wymachnęła kijkiem wysoko biorąc zamach z dołu lewej strony do wysokiej prawej. Tym razem przygotowany
na właściwej nodze odchyliłem się przed atakiem. Iv atakowała dalej, obracając się na drugi bok próbując podciąć mnie nogą. W uniku podniosłem swą nogę
i zmieniłem pozycję. Iv do tego czasu wstała i rozmachując się kijkiem zza pleców wycelowała w zgięcie mojej prawej nogi.
Nie zdążyłem odskoczyć.
- Użyj kijka !!
Upadłem na kolano podpierając się znów kijkiem. Iv ponownie wycelowała w moją dłoń trzymającą kijek. Ja natomiast go puściłem i złapałem drugą ręką, wymachując po tym w górę.
Iv odskoczyła, minąłem jej atak w momencie zmiany ręki i sprawiłem , że musiała się cofnąć.
*Udało mi się*
- No no, szybko się uczysz.
Yangin aż podniósł brwi z wrażenia.
- Na dziś wystarczy !! Yangin czasem wystarczy zmienić metody. Mam coś do załatwienia, jutro dalsza część. Dobrze ?
- Zgadzam się.
*W sumie uśmiechnąłem się z tego powodu, Jestem już cały obolały, a to dopiero pierwszy dzień*
Obawiam się moi drodzy, że zaczyna się drabinka literacka.
Te rozdziały mogą być ciężkie dla Mnie na pewno, dla Was być może.
Postaram się Was utrzymać tutaj,
Miłego czytania.
-----------------------------------------------------------------------------------------
W ciągu tych kilku ostatnich dni, sytuacje które mnie spotkały odcisnęły piętno na mnie.
Nie mogę sobie wytłumaczyć dlaczego to wszystko się potoczyło właśnie w tą stronę , ale czuję się dobrze.
Ten świat jest moim nowym domem, oswajam się z nim.
Tutaj wiele więcej mogę. Poznałem dwójkę mych towarzyszy, którym mimo niedawnych i nie do końca na tamten czas jasnych sytuacji.
Jestem gotowy w pełni im zaufać.
- Wstawaj, czas poćwiczyć.
Yangin stanął nade mną i z uśmiechem na twarzy podał mi drewniany kij. Długości może jednego metra.
- To Twoja pierwsza broń, nie lekceważ jej.
- Ten kijek ? Skoro tak mówisz.
Zerwałem się na nogi, postanowiłem sobie ,że do treningu przyłożę się jak najbardziej będę mógł.
*Kijek, może i lepiej. Mieczem bym się sam zabił od razu*
- Prowadź mistrzu.
Yangin zaprowadził mnie kawałek od Naszego obecnego obozowiska. Gdzie już Iv czekając niecierpliwie, prawdopodobnie na swoją kolej wyżycia się na mnie
strugała odliczonej długości patyki siedząc pod drzewem w cieniu.
Pogoda w dzisiejszym dniu była złośliwa. Było strasznie upalnie.
- Dobra , zaczniemy od podstaw. Nie mam zamiaru uczyć Cię wszystkiego na temat teorii walki. Czym jest broń i jakie są jej rodzaje.
Ja jestem specjalistą w walce wręcz. Zresztą poznałeś już mój półtora ręczny miecz.
Zapamiętaj broń to tylko narzędzie do walki. Najważniejszy jest jej użytkownik, najbezpieczniejsze co może być dla Ciebie podczas walki to Ty sam.
- Wydaje mi się , że rozumiem. Poczułem co znaczy paraliżujący strach w jaskini.
- Dokładnie, jeśli się kiedykolwiek zawahasz raz jeszcze. Mogę Ci zagwarantować, że to będzie ostatni raz. Używaj intuicji.
Yangin wyciągnął miecz, stanął na wprost mnie. Przyjął postawę bojową, rozsunął się nieco szerzej na nogach, jedną z stóp wysunął przed siebie. W lekkim rozkroku trzymając wyjątkowo
swą broń oburącz przed sobą wyciągniętą nieco przed siebie. Ugiął się lekko na nogach, rozluźnił ręce mimo silnego uścisku rękojeści.
- Każda postawa bojowa jest inna i zależy od rodzaju trzymanego orężu. Taka postawa dla broni jednoręcznej takiej jak kijek. Jest nieuzasadniona.
Postawa bojowa służy do ataku, postawa obronna do obrony. Będziesz musiał się ich nauczyć używać w każdej sytuacji.
- Nudny Jesteś , Ja też przez to przechodziłam ?
Iv zerwała się na równe nogi. Ruszyła w moją stronę, podniosła z ziemi podobny kijek do mojego.
- Znowu zaczynasz...
- Jesteś zbyt staroświecki Yangin, to już nie te czasy. W sumie stare próchno już z Ciebie.
Yangin odsunął się kilka metrów w tył.
Iv uśmiechnęła się szyderczo. I będąc dokładnie kilka kroków ode mnie, zamachnęła się kijkiem z lewej strony i uderzyła mnie w zgięcie prawej nogi.
Ukląkłem na kolano podpierając się kijkiem. Po czym poczułem uderzenie w rękę tak mocne , że aż puściłem kijek i podniosłem rękę do góry w odruchu.
Iv długo się nie zastanawiając wymierzyła kończącego kopniaka w moją klatkę piersiową.
- Najlepszą nauką jest terapia wstrząsowa, nie zabije a boli, więc albo zaczniesz się bronić i reagować albo do jutra nie wstaniesz z ziemi.
- Iv...
Iv rzuciła wymowne spojrzenie Yanginowi, jakby już nie raz o tym rozmawiali i dyskutowali co ma zrobić w tej sytuacji.
Yangin odstąpił bez słowa , poszedł usiąść pod drzewem i czekał co stanie się dalej.
Zdążyłem się pozbierać z ziemi i stanąć na nogi.
*Zaskoczyła mnie, ale tym razem będzie inaczej*
Stanąłem mocno na ziemi, wysunąłem jedną stopę do przodu. I mocno ścisnąłem kijek w ręku.
Iv szykowała kolejny cios.
- Nie ta noga !!
*Co ?*
Nie minęło dłużo czasu zanim zorientowałem się o co chodzi, Iv wyskoczyła w górę jak z procy i wymierzyła kijkiem prosto w moje ramię.
Nie miałem najmniejszej szansy się zasłonić zbyt późno zareagowałem, a na dodatek zostałem przewalony gdyż nie tą nogę wystawiłem naprzód. Muszę uważać , w której ręce trzymam kijek.
Wilczyca odskoczyła na kilka kroków. Tylko po to aby się rozpędzić, nie wiedziałem czego się spodziewać.
*Jej ruchy... Wilczy bieg, coś pięknego*
W ostatnim momencie zrozumiałem co to za rodzaj ataku i podskoczyłem wysoko do góry. Ivrel prześlizgnęła się pode mną, ucieszony uniknięcia ataku zdezorientowałem się.
Gdy się odwróciłem by zobaczyć co się dzieje z Iv, Ona czekała wymierzając uderzenie kijkiem w twarz. Po czym podcięła mnie nogą i tak znów wylądowałem obolały na ziemi.
Minęła chwila zanim wstałem z ziemi.
- Teraz się nie dam.
Ustawiłem się w pozycji. Czekając co wymyśli Iv tym razem.
- Nauczyłeś się czegoś ?
- Przekonamy się.
Iv ruszyła, podbiegła niedaleko mnie po czym kucnęła. Ustawiła się bokiem i wymachnęła kijkiem wysoko biorąc zamach z dołu lewej strony do wysokiej prawej. Tym razem przygotowany
na właściwej nodze odchyliłem się przed atakiem. Iv atakowała dalej, obracając się na drugi bok próbując podciąć mnie nogą. W uniku podniosłem swą nogę
i zmieniłem pozycję. Iv do tego czasu wstała i rozmachując się kijkiem zza pleców wycelowała w zgięcie mojej prawej nogi.
Nie zdążyłem odskoczyć.
- Użyj kijka !!
Upadłem na kolano podpierając się znów kijkiem. Iv ponownie wycelowała w moją dłoń trzymającą kijek. Ja natomiast go puściłem i złapałem drugą ręką, wymachując po tym w górę.
Iv odskoczyła, minąłem jej atak w momencie zmiany ręki i sprawiłem , że musiała się cofnąć.
*Udało mi się*
- No no, szybko się uczysz.
Yangin aż podniósł brwi z wrażenia.
- Na dziś wystarczy !! Yangin czasem wystarczy zmienić metody. Mam coś do załatwienia, jutro dalsza część. Dobrze ?
- Zgadzam się.
*W sumie uśmiechnąłem się z tego powodu, Jestem już cały obolały, a to dopiero pierwszy dzień*
poniedziałek, 9 listopada 2015
"Przełamane lody"
Witam serdecznie.
Już Was wspieram moją opowieścią.
Pozdrawiam i miłego czytania.
-----------------------------------------------------------------------------------
Wychylając się z jaskini, Yangin starał się rozeznać w sytuacji. A ja z Iv wręcz staliśmy mu na plecach ciekawiąc się co się dzieje na zewnątrz.
Po chwili milczenia. Yangin podrapał się po głowie chowając się w wnętrzu jaskini, a my za nim.
Cały podekscytowany jeszcze zwycięstwem z przed chwili, aż rwałem się do walki. Moje nogi, aż tańczyły z radości.
Jednak szybko mój płonący kompan zbił ją.
- Przebiegnijmy szybko, nie ma sensu wdawać się w walkę. Nie mam pojęcia ile ich tu jeszcze może być.
- Ale...
- O bohater się znalazł, nie chciałbym Ci przypominać, że sam tego nie dokonałeś.
- Nieuczciwy Jesteś, to Ty wojownikiem Jesteś a ja jeszcze nie i jak w ogóle...
Iv nie wytrzymała naszych jakże samczych przekomarzanek i najzwyczajniej zdzieliła Nas w twarz.
- Moi Panowie, ruszajmy zanim w ogóle wpadniemy w większe bagno niż te w którym jesteśmy.
*O głos rozsądku się odezwał*
- Dobra dobra, ja wyjdę pierwszy. Schowam się niedaleko i dam znać czy droga wolna. Potem wy czmychniecie za mną.
- A co dalej ?
- Dalej ? Jak najdalej stąd.
Plan był idealny, nie mogło się nic zepsuć.
Yangin wychylił się zza rogu, niczego nie spostrzegł więc ruszył. Szybko schował się za drzewem nie opodal i dał sygnał nam ,że droga wolna.
Więc Iv długo się nie zastanawiając zrobiła to samo, wybiegła z jaskini. Wyskoczyła za krzak i wskoczyła do rowu nie daleko Yangina.
Yangin dał znać. Więc ruszyłem co sił w nogach, upatrzyłem sobie kamień. Przeskoczyłem za niego.
Rozejrzałem się do okoła , raczej nikt mnie nie zauważył. Zresztą okolica wydawała się pusta.
*Ciekawe za ile zoriętują się, że ich kompan nie wraca ? *
I w tym momencie kamień zaczął się delikatnie ruszać.
*Genialnie żółtodzioba zostawili na końcu*
Nie musiałem długo czekać, na przebłysk mojej złotej myśli, który mi podpowiedział.
*Schowałem się, za śpiącym Cekitem ?!*
Jakie szczęście, że się nie obudził.
*Co teraz, czy mam uciekać czy raczej delikatnie odejść. Nie będę podnosił głosu, bo się obudzi*
Spojrzałem na Yangina, oczywiście wraz z Iv pękali ze śmiechu. Czekając na mnie w rowie w którym schowała się Wilczyca.
Machnęli oboje ręką , żebym ruszył w ich stronę.
Nagle poczułem ,że moja nie przebijalna osłona z Cekita, zaczyna się ruszać mocniej niż przed chwilą.
*Czyżby się budził ?*
Nie miałem na co czekać, ruszyłem delikantnym krokiem w stronę rowu. W sumie nie było zbyt daleko. W pobliżu kilka krzaków w około wąskiego rowu.
Jedno drzewo za którym na początku schował się Yangin i oczywiście mój nieszczęsny kamień. Powolnym krokiem podchodziłem już na dwa kroki od rowu.
Niestety cały ja.
*ehh*
Nadepnąłem na suchy jak wiór patyk, trzask takiego stworzenia natury mógłby obudzić niedźwiedzia 30 km dalej.
Echo, które rozniosło się po lesie. Zadudniło , aż ptaki spłoszyły się z drzew.
Oczywiście moją pierwszą reakcją był wyskok do rowu z nadzieją , że nikt mnie nie zauważy.
Upadłem na błoto.
*Skąd ono się tu wzięło*
- Ofiara losu z Ciebie przyszły wojowniku.
- Daj mu spokój.
- O co Wam chodzi ?
- Co Ty w ogóle wyprawiasz?
- Jak to co, chowam się przed tym kamiennym Cekitem.
Yangin wskazał ręką na kamień.
- Przed tym ?
- Ale on... On się ruszał
- Jesteś przemęczony, zbierajmy się stąd.
- Znam miejsce gdzie odpoczniemy trochę i zaczniemy Twój podstawowy trening.
- Musimy ?
- Zależy, jak chcesz tu przeżyć to raczej tak.
- Przypominam Ci , że dalej nie masz twarzy.
Yangin zamyślił się na chwilę.
- Więc w sumie jak ktoś wyznaczy odpowiedno dużą nagrodę, to będę wiedział kogo szukać.
Uśmiechnął się szyderczo
- Ruszajmy dalej.
- W ogóle co tak śmierdzi ?
- Już Ci raz mówiłem...
- Tak, tak pamiętam. "Ucan necis" ,a co to takiego ?
Iv zachichotała pod nosem.
- "Latające odchody"
- Że to... To mocz ?
*Ehh co za dzień*
Ruszyliśmy w drogę przez las, ostrożnie zaglądając czy nie wpadniemy w jakąś pułapkę.
Chichocząc i śmiejąc się co chwile wspominając mój wybryk z kamieniem.
Już Was wspieram moją opowieścią.
Pozdrawiam i miłego czytania.
-----------------------------------------------------------------------------------
Wychylając się z jaskini, Yangin starał się rozeznać w sytuacji. A ja z Iv wręcz staliśmy mu na plecach ciekawiąc się co się dzieje na zewnątrz.
Po chwili milczenia. Yangin podrapał się po głowie chowając się w wnętrzu jaskini, a my za nim.
Cały podekscytowany jeszcze zwycięstwem z przed chwili, aż rwałem się do walki. Moje nogi, aż tańczyły z radości.
Jednak szybko mój płonący kompan zbił ją.
- Przebiegnijmy szybko, nie ma sensu wdawać się w walkę. Nie mam pojęcia ile ich tu jeszcze może być.
- Ale...
- O bohater się znalazł, nie chciałbym Ci przypominać, że sam tego nie dokonałeś.
- Nieuczciwy Jesteś, to Ty wojownikiem Jesteś a ja jeszcze nie i jak w ogóle...
Iv nie wytrzymała naszych jakże samczych przekomarzanek i najzwyczajniej zdzieliła Nas w twarz.
- Moi Panowie, ruszajmy zanim w ogóle wpadniemy w większe bagno niż te w którym jesteśmy.
*O głos rozsądku się odezwał*
- Dobra dobra, ja wyjdę pierwszy. Schowam się niedaleko i dam znać czy droga wolna. Potem wy czmychniecie za mną.
- A co dalej ?
- Dalej ? Jak najdalej stąd.
Plan był idealny, nie mogło się nic zepsuć.
Yangin wychylił się zza rogu, niczego nie spostrzegł więc ruszył. Szybko schował się za drzewem nie opodal i dał sygnał nam ,że droga wolna.
Więc Iv długo się nie zastanawiając zrobiła to samo, wybiegła z jaskini. Wyskoczyła za krzak i wskoczyła do rowu nie daleko Yangina.
Yangin dał znać. Więc ruszyłem co sił w nogach, upatrzyłem sobie kamień. Przeskoczyłem za niego.
Rozejrzałem się do okoła , raczej nikt mnie nie zauważył. Zresztą okolica wydawała się pusta.
*Ciekawe za ile zoriętują się, że ich kompan nie wraca ? *
I w tym momencie kamień zaczął się delikatnie ruszać.
*Genialnie żółtodzioba zostawili na końcu*
Nie musiałem długo czekać, na przebłysk mojej złotej myśli, który mi podpowiedział.
*Schowałem się, za śpiącym Cekitem ?!*
Jakie szczęście, że się nie obudził.
*Co teraz, czy mam uciekać czy raczej delikatnie odejść. Nie będę podnosił głosu, bo się obudzi*
Spojrzałem na Yangina, oczywiście wraz z Iv pękali ze śmiechu. Czekając na mnie w rowie w którym schowała się Wilczyca.
Machnęli oboje ręką , żebym ruszył w ich stronę.
Nagle poczułem ,że moja nie przebijalna osłona z Cekita, zaczyna się ruszać mocniej niż przed chwilą.
*Czyżby się budził ?*
Nie miałem na co czekać, ruszyłem delikantnym krokiem w stronę rowu. W sumie nie było zbyt daleko. W pobliżu kilka krzaków w około wąskiego rowu.
Jedno drzewo za którym na początku schował się Yangin i oczywiście mój nieszczęsny kamień. Powolnym krokiem podchodziłem już na dwa kroki od rowu.
Niestety cały ja.
*ehh*
Nadepnąłem na suchy jak wiór patyk, trzask takiego stworzenia natury mógłby obudzić niedźwiedzia 30 km dalej.
Echo, które rozniosło się po lesie. Zadudniło , aż ptaki spłoszyły się z drzew.
Oczywiście moją pierwszą reakcją był wyskok do rowu z nadzieją , że nikt mnie nie zauważy.
Upadłem na błoto.
*Skąd ono się tu wzięło*
- Ofiara losu z Ciebie przyszły wojowniku.
- Daj mu spokój.
- O co Wam chodzi ?
- Co Ty w ogóle wyprawiasz?
- Jak to co, chowam się przed tym kamiennym Cekitem.
Yangin wskazał ręką na kamień.
- Przed tym ?
- Ale on... On się ruszał
- Jesteś przemęczony, zbierajmy się stąd.
- Znam miejsce gdzie odpoczniemy trochę i zaczniemy Twój podstawowy trening.
- Musimy ?
- Zależy, jak chcesz tu przeżyć to raczej tak.
- Przypominam Ci , że dalej nie masz twarzy.
Yangin zamyślił się na chwilę.
- Więc w sumie jak ktoś wyznaczy odpowiedno dużą nagrodę, to będę wiedział kogo szukać.
Uśmiechnął się szyderczo
- Ruszajmy dalej.
- W ogóle co tak śmierdzi ?
- Już Ci raz mówiłem...
- Tak, tak pamiętam. "Ucan necis" ,a co to takiego ?
Iv zachichotała pod nosem.
- "Latające odchody"
- Że to... To mocz ?
*Ehh co za dzień*
Ruszyliśmy w drogę przez las, ostrożnie zaglądając czy nie wpadniemy w jakąś pułapkę.
Chichocząc i śmiejąc się co chwile wspominając mój wybryk z kamieniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)