środa, 18 listopada 2015

"Ciemność mój brat"

Witam Was
Siebie i innych...

------------------------------------------------------------------------------------

*Niemożliwe*

Biegnę już jakiś czas i w ogóle nie zbliżam się do głosu Iv, a wciąż widzę ten sam płomień płonącej świecy.
To pewnie jakaś pułapka. Zakres mojej wiedzy i widzenia jest bardzo ograniczony.
*Muszę szybko znaleźć rozwiązanie*

Rozejrzałem się ponownie po już znajomym miejscu, spojrzałem na jedną z kolumn.
W dość kiepskim stanie, ułamaną kilkukrotnie na kilku wysokościach , która przez to wyglądała jak schody.
*Może spróbuję się wspiąć, będę miał większy widok*

- Can !! Yangin !!

Robi się to co raz bardziej tragicznie.
Jeżeli nie znajdę sposobu, to nie wiadomo co się stanie, ale pewne jest ,że w takim miejscu darcie się nie jest dobrym pomysłem.

- Ciągle myślisz ? Czy może, już ruszyłeś na ratunek ?
- Znowu Ty ?
- Skąd wiesz ,że to znowu ja ?
- Po prostu wiem, czego chcesz ?
- Hmm... Intrygujesz mnie, jeszcze żyjesz.

Podszedłem do świecy i po przeciwnej stronie dojrzałem twarz schowaną w cieniu.
Stanąłem pewnie spoglądając w głąb wystającej twarzy.
Była młoda, jej twarz była bardzo piękna. W tym świetle jej szare oczy mocno kontrastowały z kosmykami ciemnych długich włosów na jej twarzy.
Resztę opiewał cień i dym.

- Kim Jesteś, albo czym ?
- Ty mnie widzisz ?
- A co w tym dziwnego ? Na Twojej twarzy odbija się światło świecy.
- Nieprawdopodobne, pomogę Ci odnaleźć drogę. Jestem Kolgeanką, strażnikiem portalu.
- Czym ?
- Jestem Cieniem. Musisz nosić ciemność w duszy, żeby móc mnie dojrzeć.
- Nie istotne, jak mam dostać się do Iv.
- Nie wszystko co jest nie widzialne nie istnieje.

Przeszył mnie zimny dreszcz, gdy znikając z przed mojej twrzy położyła rękę na moim ramieniu stojąc za moimi plecami.
*Cień, nie dostrzegłem nawet kiedy się przemieściła*

- Yangin !! Can !!

Zerwał się wiatr wiejący od strony gdzie przed chwilą stała Ona. Wyginająć płomień tak jakby miał coś wskazywać.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem , ale podniosłem świecę i ruszyłem w przeciwnym kierunku na podest.
Wyciągnąłem przed siebie świecę i ujrzałem małe wystające kostki w ciemnościach pustej przepaści.
*Czyżby niewidzialne przejście*

Postanowiłem zaryzykować, wskoczyłem na jedną z takich kostek. Pojawiły się następne.
Skacząc z kostki na kostkę z trudem utrzymując równowagę oraz świecę przed sobą.
Ruszyłem w nieznaną mi stronę, byłem gotowy.
Moi towarzysze są tam sami.
W końcu po chwili przeskakując w ciemnościach rozświetlanych tylko przez świecę ,zobaczyłem kilka ostatnich oddalonych od siebie pojedyńczych kostek i krawędź innego podestu.
W tym momencie usłyszałem świst i ledwo co zdążyłem się odchylić, gdy przelatująca strzała przeszyła świecę na pół.
Oślepłem, wszystko stało się totalną ciemnością.
Ciągle słyszałem głos Iv, ale wydawał się być bliżej.
*Co teraz, nie widzę przejścia*

- Iv !!
- Can !!

*Usłyszała mnie*

- Gdzie Jesteś ?
- Nie wiem , nic tutaj nie widzę. Pośpiesz się dłużej tego nie utrzymam.

*Czego ?* 
Musiałem coś zrobić, więc zamknąłem oczy. Spróbowałem sobie wyobrazić to co przed chwilą widziałem.
Wyskoczyłem pewnie przed siebie, trafiłem na kostkę i od razu odbiłem się w przód by doskoczyć do krawędzi.
Udało mi się wybrać dobry kierunek lecz zawisłem na niej, musiałem się podciągnąć, ale miałem w sobie energię.
Iv miała kłopoty, musiałem jej pomóc.
Wskoczyłem na podest i ruszyłem przed Siebie.

- Iv !!
- Tutaj !!

Próbowałem po jej głosie trafić do miejsca gdzie jest.
Musiałem sobie rozświetlić drogę, wyciągnąłem łuk.
Skupiłem się na mojej energi, udało mi się podświetlić mą strzałę, nagle pomieszczenie wypełnił jasnofioletowy blask.
Zobaczyłem Iv, powstrzymującą wielki kamień na ostrzu swojego miecza nad sobą.
Strzeliłem w kierunku kamienia i ruszyłem w jej stronę całym pędem.
Używając mojej mocy , włożyłem jej resztki w stopy znacząco przyśpieszająć mój bieg. 
Strzała leciała równolegle, przez co widziałem co jest pod moimi nogami.
Mogłem omijać pułapki, kolce, dziury , gdy dobiegłem na 3 kroki do Iv. Wyskoczyłem do przodu, złapałem ją w objęcia i..
*Co się stało ?*
Usłyszałem wielki huk za swoimi plecami, Doskonale wiedziałem , że nie jestem na tyle szybki by wyciągnąc ją z pod tego wielkiego głazu nie obrywając przynajmniej podmuchem.
A znajdowaliśmy się spory kawałek za nim. Nie czując nawet najmniejszego powiewu powietrza.

Nagle słychać było odgłos klaszczących rąk.
- Brawo.
- Czego chcesz od Nas ?
- Nie od Was, od Ciebie.

Nagle poczułem jej dotyk na mojej twarzy. W objęciach wciąż miałem Iv, nie odzywała się, chyba zemdlała.

- Czuję to, masz bardzo ciemną moc w sobie.
- Co to znaczy ?
- Przekonamy się.

Znów poczułem jak rozcina się powoli skóra na moim policzku.
*Co to za wariatka ?*

- Iv !! Can !!
- Yangin !! Jesteśmy tutaj !! 

Mam wielki mętlik w głowie.
*Gdzie My Jesteśmy, co to za Cień ? Gdzie jest Yangin?

wtorek, 17 listopada 2015

"Pustka pełna niespodzianek*

Witam serdecznie.
Z natchnieniem i weną.
Brakuje mi wiaderek Twojej weny Rocco.
Pozdrawiam wszystkich i miłego czytania...

------------------------------------------------------------------------------------

Podeszliśmy bardzo blisko do jasnego okręgu światła. Bardzo mocno było czuć energię, która z niego wypływała.

- Gotowi ?
- Pewnie, co ma się stać to się stanie.
- Uważajcie po drugiej stronie.

Przeszliśmy przez portal.
*Mam wrażenie, że zaraz zwymiotuję*
Ciekawe jak to działa ale znalazłem się w innym miejscu.
Mrocznym, ciemnym. Wyglądało jak ruiny jakiegoś prastarego zamczyska, z którego niewątpliwie została tylko podłoga i kilka ścian.
*Gdzie jest Iv i Yangin?*
No cóż, pewnie nie jest idealny w końcu to tylko wielkie okrągłe drzwi z błyszczącym światłem.
*Nie mogę się bać*
Ruszyłem przed Siebie w jedyną otwartą ścieżkę.
Dla pewności zrzuciłem swoje miecze niżej by móc je wykorzystać.
Nagle stanąłem w miejscu. 
*Co ja robię?*
Zrozumiałem dopiero ,że działam zbyt pochopnie.
*Rozejrzyj się po tym miejscu*

Wszędzie mrok, spoglądałem w niebo i nie dostrzegłem nic oprócz ciemnej masy stęchłego powietrza unoszącego się w górę.
Rozglądając się po okolicy widziałem wolnostojące , w zasadzie ledwo co stojące mury ruiny w której się znajduję.
Kiedyś to musiałbyś potężny budynek, stało tutaj wiele kolumn.
Stałem tak jakby na kamiennym podeście, po za kamieniami pode mną nie było nic więcej w około.
Tylko ciemny dół i przepaść dokładnie taka sama jak w jaskini ze strumieniem. Pusta czerń.
Przede mną zaś po kamiennej drodze wśród kolumn w oddali stała zapalona świeca.
*Ktoś czeka na mnie ? Bo nie wierzę, że to wieczny płomień*

Usłyszałem osuwający się kamień z jednej kolumn.
* Mam złe przeczucia*
Nie ma tu żadnego wiatru , więc sam nie spadł.
Spoglądałem kątem oka po wszystkich miejscach gdzie ktoś lub coś mogło się ukryć.
Ale nie widziałem nic.

- Błazen z Ciebie.
Usłyszałem za swoimi plecami, odwróciłem się na pięcie wyciągając miecze.
*Nikt nie mógł mnie minąć, stoję na podeście.*

- Co się stało chłopcze ?

Echo jej głosu odbiło się po mrocznej dolinie.

- Przestań mnie wodzić za nos i się pokaż.
- Nie zamierzam ,ale Tobie... Hmm.. Radziłabym uważać.

Poczułem cięcie na moim policzku.
Zamachnąłem się mieczami w około, niestety nie natrafiły na jakikolwiek opór jakby nie było tu nic prócz powietrza.

- Świeża krew, taki nie czuły.
- Myślisz, że nie mogę Cię wyczuć. 
- Absolutnie nie... Jeszcze się spotkamy , teraz zmykam. Uważaj na Siebie, szkoda by było umierać w takim miejscu.

Na drugim policzku poczułem delikatne muśnięcie warg.

Nagle od strony płomienia. Rozległ się hałas, stukot wręcz. Kilkudziesięciu stópek, zupełnie tak jakby biegały dzieci.
I z oddali zobaczyłem małe pająki poruszające się na chudych nóżkach z wielkimi kłami.
Było ich kilka, doliczyłem się sześciu.
*Trzeba będzie się bronić*
Wyciągnąłem łuk wymierzyłem i strzeliłem. Pierwsza strzała trafiła w cel, co prawda tak jak już mówiłem kiedyś
przy odrobinie szczęścia nawet jak się spudłuje to i tak się w coś trafi.
Mierzyłem w jednego z przodu kolumny biegnącej do mnie, a trafiłem innego trochę bardziej oddalonego.
*Nie wierzę, znając moje życie to pewnie jadowite*

Rozpierzchły się trochę, ale w miarę skupienia trafiałem celnie.
Odległość ponad 50 metrów dała mi wiele czasu na zestrzelenie czterech.
Dwa podbiegając już na odległość o niecałe kilka metrów. Rozpierzchły się na boki , uciekając za pobliskie kolumny.
Szybko zawiesiłem łuk na ramieniu i wyciągnąłem miecze.
*Wiedziałem, przeanalizowałem to wcześniej.*
Spodziewałem się i tak też się stało dwa pająki wspięły się po kolumnach i próbując zaatakować mnie z góry zeskoczyły wprost na mnie.
Nieznana postać w jakiś sposób przyczyniła się do tego ,że ujrzałem ten scenariusz.
Przekulałem się kawałek od pająków i zamachnąwszy się mieczami tak jakbym chciał skosić niską trawę rozpłatałem je na pół.
Pajączki wielkości dobrego arbuza.
*Nieźle*

W oddali usłyszałem głos.
- Yangin !! Can !!

*To chyba Iv*
- Gdzie Wy do kur... Can !! Yangin !!.

Ruszyłem w tamtym kierunku, jednak w pewnej chwili poczułem dziwną moc i ogarnęło mnie uczucie jakby ktoś na mnie patrzył.
Szybko odwróciłem się za siebie.
Dojrzałem kontur postaci, który zaczął pokrywać się dziwnym dymem i zniknął.
*Co to było?*

- Yangin !! Can !!
- Już biegnę Iv !!

Rozległo się echo mojego głosu i ruszyłem w drogę by spotkać znów Iv.

poniedziałek, 16 listopada 2015

"Kości zostały rzucone"

Witam serdecznie.
Chciałbym życzyć powodzenia w czytaniu.
Pozdrawiam

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Iv ruszyła pierwsza nie marnując czasu, którego i tak nie mieliśmy za dużo.
*Tylko dlaczego, co się tak bardzo zmieniło ?*

Yangin wskoczył zaraz za nią, powoli zmierzali ku górze. Opierając się na małych kamieniach.
Zastanawiam się jakim cudem w ogóle udaje im się wspinać w górę.
Przecież cały ekwipunek, broń, strzały, lekarstwa. To waży, a oni skaczą sobie z kamyczka na kamień jak żaba w wodzie.
*Z tego co pamiętam to wilki nie wspinają się jak kozy po pionowych ścianach*

Iv z Yanginem byli już prawie 5 metrów nad ziemią.

- No chodź !! Na co czekasz.
- Niby jak mam to zrobić ? Moja fizyczna siła jest słaba, nie mam siły w rękach , aby się wspinać.
- Czego się uczyłeś przez te kilka dni ?

*No tak, jaki głupi jestem*

Ruszyłem , podszedłem pod ścianę zaparłem się na pierwszym wystającym kamieniu nad moją głową. Spróbowałem podciągnąć się tylko siłą moich ramion, ale nie mogłem.
Moje miecze mimo, że nie należały do najcięższych wraz z łukiem i kołczanem strzał na moich plecach. Sprawiały wrażenie bardzo ciążących mi w tej przeprawie.
*No nic muszę się skupić*
Wytężyłem swój umysł aby zebrać myśli. Starałem się naładować energią.
Przelać ją w me dłonie i stopy , aby móc się wspinać z łatwością.
Prawie mi się to udało, moje ciało rozbłysnęło nagłym jasnofioletowym blaskiem.
Ruszyłem w górę, pokonałem kilka kamieni i znalazłem się na wysokości ponad 2 metrów.

- Brawo Can, oby tak dalej !!

Yangin wraz z Wilczycą wisieli już na szczycie i czekali na mnie.
Kompletnie ich nie słyszałem.

- Co ?!

Rozproszyłem swoją uwagę i nie kontrolowanym napływem siły urwałem jeden z kamieni. Spadając na plecy z wysokości.
- Nic mi nie Jest !!

Iv z Yanginem zaczęli dyskutować spokojnie nie zwracając uwagi na moje kolejne próby wspięcia się do góry.
*No co do... Muszę się uspokoić, Wdech i wydech*

Spróbowałem chyba po raz piąty, spokojnie oddychając.
Ruszyłem do góry, ostrożnie łapiąc kamienie zacząłem w końcu ruszać do góry.
Moje myśli kołatały się, czym wyżej byłem tym bardziej czułem ekscytacje , która rozbijała moje skupienie.
*Muszę, coś zrobić... Czuje, że pod moją ręką kruszeje kamień.
Przy takiej wysokości mogłoby się to trochę źle skończyć.*

W moim posiadaniu są miecze, jakiegoś wielkiego mistrza.
Nikt nie może ich nosić, a ja je mam. Mam w sobie wystarczającą siłę , żeby pokonać tą ścianę.
*Już bierz się do roboty*

Skupiłem się na tym ,że muszę dojść do moich towarzyszy. Najpierw lewa ręka, prawa noga następnie prawa ręka i lewa noga.
Metr po metrze coraz wyżej, aż doszedłem w końcu do szczytu.
Wisieliśmy całą trójką na szczycie.
*Czemu nie wychodzimy całkiem*

- Nareszcie !
- Iv, proszę Cię. To nie takie łatwe.
- Może ale mam nadzieję, że lepiej Ci pójdzie w walce.
- Jakiej walce ?
- Gdy wejdziemy do góry. Może być różnie, za niedługo dojdziemy do portalu.
- Portal ? Hmm... więc pewnie ma ochronę.
- Dokładnie, od tej pory miej się na baczności. Ta skała to granica z ziemią Naharatów
- Nieumarli.

Iv wyskoczyła na górę skały potem Yangin, a na koniec ja.
To co zobaczyłem zamurowało mnie, chyba po raz kolejny w tym świecie.
Nie spodziewałem się takiej różnicy między terytorium.
Ziemia była spłowiała, martwa. ciemna i bez życia, żadnej roślinności.
Nie było nawet ździebełka trawy, a pobliski las to koszmarny zagajnik ledwo co stojących wyschniętych drzew.
Z oddali było widać ciemne niebo, jakby słońce w tej krainie nigdy nie istniało.
Na przeciwko mnie ujrzałem rzężący się jasnym światłem okrąg. Światło było mocne mimo tego ,że ów okrąg czyli portal stał w oddali.

- Dokąd prowadzi ?
- Do podstawy góry, na której szczycie jest wieża.

Poczułem nagłą potrzebę oddalenia się od tego miejsca.
- Nie traćmy czasu.
*Cóż za zmiana*

Nie ukrywam ten widok wstrząsnął mną, śmierć wszech ogarniała to miejsce.
Nawet czułem woń ,zmarłych ciał.

Ruszyliśmy drogą w kierunku portalu.
Iv przygotowała swój łuk, była gotowa w każdej chwili do strzału.
Yangin pod ręką trzymał swój miecz, więc i ja złapałem.
*Chodzić z podniesionymi rękami, może i świr ze mnie ale nie aż tak*
Odpiąłem wcześniej przygotowaną zaczepkę przy pochwach na miecze i zsunęły się one na wysokość moich bioder. Z takiej perspektywy mogłem je wyciągnąć bez żadnego problemu nie z góry , tylko z boków mojego ciała. Mogło to mieć wielkie znaczenie w niektórych sytuacjach.

Nagle poczułem powiew z naprzeciwka.
Odruchowo wyciągnąłem miecze przed siebie trzymając ręce na krzyż.
Efekt litery "x" w którą się ułożyły miecze ochronił mnie przed lecącą strzałą.

- Nieźle Can

*Zaczęło się*

Yangin śmiało już dobył swojej broni.
- Bądźcie gotowi to pewnie szkielety.

Iv wypuściła kilka strzał w kierunku z której przybyła ta wcześniejsza.
Nagle przed naszymi oczami ukazał się mały oddział kościotrupów.
Składał się z ośmiu kościstych postaci, dwóch łuczników na tyłach oddziału.
Czterech szkielecików z dużymi drewnianymi tarczami z przykrótkim mieczem, oraz dwóch wyposażonych w wielki półtora ręczny miecz.
Iv schowała łuk na plecy i wyciągnęła swój miecz.

*Więc tak wyglądają dokładnie żywe szkielety. Nieciekawy widok, kości bez ludzkiej tkanki*

- Szkoda czasu, przeróbmy je na kości dla psów.

Yangin wysunął się bardziej na lewo, Iv zaś w przeciwnym kierunku.
Ja sam z wyciągniętymi dwoma mieczami w pozycji bojowej zostałem na środku czekając na to co się wydarzy.
Szkielety rozproszyły się, po jednym z każdego rodzaju broni na Iv i Yangina.
Dla mnie zostały dwa kościste ścierwa z tarczami.
Nie miałem wyboru, ruszyłem szybko do walki.
Podbiegłem do nich, jeden ustawił się po lewej, drugi zaś po prawej.
*Mam dwa miecze, nie powinno to stanowić problemu*
Skupiłem się na walce, a mimo to kątem oka obserwowałem poczynania Iv i Yangina.
Szkielet z lewej strony rozpoczął natarcie, próbując przewrócić mnie swą tarczą, zaprałem się nogą.
Zasłoniłem się skrzyżowanymi mieczami by utrzymać go w ryzach, poczułem zamach drugiego szkieletu.
Odskoczyłem w lewo w ostatnim momencie przed uderzeniem miecza.
*Widzę, że chłopaki nie żartują*
Szkielety ruszyły w moją stronę wymachując mieczami w różnych kierunkach.
Ja cofałem się w defensywie do tyłu. Wyparowując na przemian każdy cios.
Raz jednym mieczem a raz drugim.
Iv radziła sobie dobrze unikając strzał i ataków pozostałych szkieletów.
Yangin też dobrze walczył, spychał właśnie szkielety do defensywy.
*Tylko ja się tak męczę ?*
Przed kolejnym atakiem z góry zasłoniłem się lewym mieczem, 
*Czas zacząć atakować*
Prawym zaś próbując pchnąć mym ostrzem szkieletu, trafiłem mu między żebra.
Uświadomiłem sobie w tym momencie, że pchnięcia nie zdadzą egzaminu. Tylko szerokie zamachy.
Wyciągnąłem szybko ostrze z żeber martwego biedaka i zobaczyłem miecz drugiego szkieletu, który podążał w kierunku mojej szyi.
Kucnąłem w ostatniej chwili, miecz znów uderzył w tarczę swojego kościanego towarzysza.
Odskoczyłem do tyłu. 
*Już wiem*
Odparowałem kilka nieszkodliwych ciosów z rąk szkieletów i wyczekałem momentu kiedy jeden z nich zamachnął się wyprowadzając cios z nad głowy.
W tym momencie odskoczyłem na bok i wymierzyłem cios lewą ręką, biorąc zamach z prawej strony mojego ciała do lewej.
Szkielet nie spodziewał się tego i został rozłupany na pół w okolicach miednicy.
Drugi zaś nie przestraszony moim wyczynem , przebiegając po podwójnych zwłokach swojego towarzysza ruszył znów z tarczą na mnie.
Zatrzymałem go zapierając się ponownie, zebrałem trochę swojej duchowej siły i wymierzyłem kopniaka w sam środek tarczy. Odepchnąłem tym szkieletu
Kościotrup oprał się na ziemi na tarczy. Podbiegłem do niego, wyskoczyłam wysoko i zbierając moją moc duchową w mieczach uderzyłem go z powietrza.
Ostrza rozłupały wszystkie kości od czaszki poprzez obojczyk ,żebra a skończywszy na miednicy.
Będąc już na ziemi, przykucnąłem na kolanie czując zmęczenie.

Nagle ujrzałem postać Iv biegnącą w moją stronę, strzała leciała równolegle do niej wcelowana we mnie.
Nie miałem siły się podnieść.
*Nie zdążę , niech to*
Nagle tarcza przeleciała przed moją twarzą i odbiła lecącą strzałę.
Iv zatrzymała się w sekundzie odwróciła i wycelowała idealny strzał prosto w czaszkę przeciwnika.

- Nie ma za co młody ! Nie nadużywaj mocy od razu.
- Nieźle nam poszło.

Podniosłem się z ziemi.
- Czekaliście na mnie prawda ?
- ...
- No trochę.
- Tak myślałem.
- Nie miej nam za złe, to Twoja pierwsza walka.
- Dałeś sobie radę i zauważyłeś , że dalibyśmy radę szybciej ich pokonać. Coś z Ciebie będzie.
- Ruszajmy w portal, szkoda czasu. Dasz radę iść.
- Pewnie. Idziemy.

Schowaliśmy cały nasz ekwipunek i ruszyliśmy w kierunku portalu.
*Dałem radę...*

niedziela, 15 listopada 2015

"Skamieniała legenda"

Witam serdecznie.
Zapraszam do nowego rozdziału, powoli zbliżamy się do rozdziałów naładowanych akcją.
Miłego czytania

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział III

Po wczorajszej rozmowie przy ognisku i smoczym naparze.
Mam wrażenie, że ta przeprawa jest omal niemożliwa.
Gdzie nawet Iv miała pewne zwątpienie w oczach.
*Na co my się piszemy, w jakim celu, od dziś ma się to niby zacząć wyjaśniać*

Stojąc w moim namiocie, który do najlepszych nie należał. Zastanawiałem się, co ja potrzebuję na tą podróż.
*Co ja mam wziąć ze sobą*

Złapałem za miecze, przypiąłem do pleców. Wziąłem łuk, prezenty od Iv, których na pewno nie zostawię tutaj.
Kołczan strzał i wyszedłem myśląc ,że już jestem gotowy.

Iv z Yanginem siedzieli i czekali już przy ognisku wraz ze swoim ekwipunkiem.

- Dzień dobry.
- Okaże się jeszcze.
- Czym Wy się tak przejmujecie, powie mi to w końcu ktoś.
- Musimy ruszać w drogę, masz. To torba z lekarstwami i jedzeniem. Może Ci się przydać.

Yangin wyciągnął torbę.
Chwyciłem ją i wrzuciłem na ramię. Gdy próbował przejść obok mnie, zatrzymałem go ręką i niekoniecznie miłym wzrokiem.

- Weź rękę, nie mamy czasu Ci tego tłumaczyć.
- Ciągle nie macie czasu, wszędzie gdzieś się spieszymy.
- Czas ucieka, proszę Cię nie rób tego. Wszystko Ci wyjaśnię po drodze.

Wziąłem rękę z Yangina i spojrzałem w oczy Iv.

- Ufam Wam i niech tak będzie. Ruszajmy. Tylko powiedzcie mi krótko gdzie.
- Pamiętasz tą górę , którą Ci pokazywałem gdy byliśmy w lesie. Jest jakieś 5 dni drogi stąd i właśnie tam idziemy.
- Tylko, że nie mamy 5 dni i musimy skorzystać z innego przejścia. Tylko ,że jest to niebezpieczne.
- Wystarczy ?
- Pewnie.  W którą stronę ?

Iv ruszyła, a my za nią.

- Musimy ustawić się w jakąś pozycję. Idziemy w równym szyku, Ty Iv pójdziesz z prawej, Canavar w środku a ja po lewej.
- Po co to ?
- W razie ataku, spodziewaj się tego. W miejsce gdzie idziemy, to krainy śmierci i zła.
- Super... Jest coś co powinienem jeszcze wiedzieć ?

Ustawiliśmy się według polecenia Yangina, nie bardzo rozumiałem dlaczego. Mijaliśmy spokojną okolicę, strumień. Las i pełne krzaki różnych kwiatów i zwierząt, których
nigdy wcześniej nie dostrzegałem. Teraz wszystko spoglądało na Nas jak na jedyną nadzieję.

- Iv możesz zacząć.
- Niech Ci będzie. Wyruszamy do krainy zmarłych , na terytorium Narahatów. Do wieży stworzonej kiedyś przez magów, która zbierała całą wiedzę na temat tego świata.
  W podziemiach wieży , 3 poziomy w głąb jest jaskinia która prowadzi to wyroczni przeznaczenia.
  Jesteś jedyną osobą, która z Naszej trójki tam nie była. To co się dowiesz zachowasz dla siebie, ale jedno jest pewne. Zbliża się wojna i to właśnie Ty Jesteś kluczem.
*Dlaczego właśnie ja ?*

- Nasze conocne wyprawy tylko potwierdziły doniesienia od podobnych Nam ,że już się zaczęło. Każda z nacji uzbraja się po zęby.
- A My nie mamy gdzie, nie mamy swojej krainy , źródeł życia ani terytorium.
- My ? To znaczy kto i co to za źródła życia ?

W tej chwili akurat zaczęliśmy zbliżać się do mostu , który było widać z oddali. Kolejny piękny widok.

- My znaczy Wilki. Ród, a raczej wybrańcy z całego świata . Nacja która wymarła oficjalnie dawno temu wraz Kolgeanami, które chroniły porządek tego świata.
  Nie zawsze w sposób moralny czy pokojowy. Ważne natomiast,że to działało tak jak należy.
  Po śmierci Naszego długoletniego Mistrza Wolfghara, zostały tylko miecze, które trzymałeś w ręku.
- Te miecze ?
- Tylko wybrańcy mogą je trzymać. Większość ludzi ginie gdy to próbuje zrobić, więc Jesteśmy pod wrażeniem ,że jeszcze Jesteś z nami.
- No dziękuję, za uprzedzenie mnie. Tak , nie wziąłbym ich do ręki gdybym wiedział.
- Ale żyjesz. Nie panikuj.

*Zrozumiałem, wyruszamy do krainy śmierci po to by się dowiedzieć jak powstrzymać wojnę.
 A ja znowu jestem jakimś kluczem do tego*

- A źródła życia ?
- Miejsca w krainach, które anektuje się jako swoje terytorium. Poprzez tą aneksję nacja przejmuje kawałek terytorium i ma wpływ na nie.
- Rozumiem mniej więcej, czyli ten lód i śnieg na drodze, to było zaanektowane terytorium Cekitów ? I każde będzie tak wyglądać ?
- Tak, to jest prosty podział i wgląd na jakim terytorium właśnie Jesteś.
- Spotkamy kilka po drodze więc pewnie jeszcze Ci o tym opowiemy.
- A teraz musimy być cicho, zbliżamy się do pierwszej utarczki. Musimy się wspiąć na tą ścianę.

Musimy się wspiąć na 20 metrową skałę. 
*Będzie frajda*

Stanęliśmy przed wielką ścianą, pełną wystających małych kamieni.
Mam wrażenie, że to jest pierwszy krok do nowej rozdziału, nowego ja.

sobota, 14 listopada 2015

"Pochmurne jutro*

Witam serdecznie.

Moja droga publiczności. Dziękuję za zbliżający się 1000 wyświetleń. Mam nadzieję, że nie zawiodę Was jako czytaczy. Jako człowiek, może czasem.
Pozdrawiam miłego czytania w ciszy.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dziś ostatni dzień, przez całą noc nie mogłem zasnąć, a mimo to nie jestem zmęczony.
Wiem , że jutrzejsza podróż zaprowadzi mnie w miejsce nieznane, a tam...
*Dowiem się dlaczego tam idziemy*
Przypiąłem do pleców dwie pochwy z moimi mieczami, które się krzyżowały.
Zamocowałem je w specyficzny sposób. Myślałem nad tym chyba całą noc.
Wyszedłem z namiotu.
Był wczesny ranek.

- Dokładnie tak jak myślałam.
- Znowu czekasz na mnie ?
- Tak Canavarze, ruszamy na trening. 
- Co właściwie znaczy to imię ?
- Dołączyłeś do Naszej watahy, więc czego się spodziewasz...

Iv urwała zdanie.
*Do Naszej watahy, więc czego się spodziewasz Wilku*
- Canavar znaczy Wilk ?
- Tak, tylko dużo lepiej brzmi. Ruszajmy.

Ruszyliśmy wolnym krokiem nad strumień.
- Czego dziś będę się uczył ?
- Wczoraj Cię przyzwyczajałam do nich.
- ...
- Do strzał.
- Aaa, no tak jeszcze mam ślad na policzku. Więc tym razem łuk.
- Dokładnie tak, dziś poznasz ostatni trzeci rodzaj walki. Walczyłeś wręcz, z użyciem mocy ducha no i została walka na dystans.

Po kilku minutach doszliśmy nad strumień, tam ujrzałem dobrze przygotowaną tarczę zawieszoną na drzewie. Łuk i cały kołczan strzał.
- Myślę, że wystarczy tyle. Cały ten czas je robiłam.
- Kiedy Wy to wszystko robicie ?
- Nie tylko Ty nie możesz spać. Pamiętaj prawdziwe wilki nie śpią w nocy.

Iv złapała za łuk zawieszony na plecach.
*Tak skupiłem się na tych treningach, że nawet nie przyglądałem się ani Yanginowi ani Iv od dawna,   nigdy w ogóle wcześniej nie dostrzegłem łuku.
  Wczoraj o mało co by mnie nie zabiła z niego, a ja dopiero teraz go ujrzałem*

- Nie zastanawiaj się, idź weź swój. To jest łuk stworzony od zera przeze  mnie, szanuj go. Booo...
- Wiem, wiem. Będę na pewno. Kołczan też szyłaś ?
- A jak !! Co myślałeś, że w lesie kupiłam ?

* W sumie racja*
- Nie narażaj się. 
- Dobra, to jak się mam za to zabrać.

Iv stanęła na wprost celu ja stałem jakieś 2 metry od niej.
Na wprost okrągłej tarczy wyciętej z drewna i wymalowanej na czerwono, prawdopodobnie krwią jakiegoś zwierzęcia.
Iv stanęła pewnie na ziemi, Wyciągnęła lewą rękę przed siebie, trzymając w niej mocno łuk.
- Przyglądaj się

*Co za kobieta !! Ubrana ciągle na czarno. Nie widziałem nigdy jej twarzy a mimo to mam o niej niewiarygodne wyobrażenie. Impulsywna, tajemnicza i nieziemska. 
  Mam wrażenie, że nigdy nie widziałem piękniejszej kobiety, a może to tylko dlatego, że to jedyna kobieta, którą widziałem tutaj. Niebiesko-srebne długie kosmyki włosów, 
  które spływały od czasu do czasu na jej ramiona. Tworzyły dodatkowo niewiarygodny efekt. Jej szczupła a zarazem krągła sylwetka, średniej wysokości ciało Hmm czy ja...*

Wyciągnęła z kołczanu jedną strzałę, zaprała lotkę na cięciwie i mocno naprężając prawą ręką. Naciągnęła i...
Strzała wylądowała w samym środku tarczy.

- Teraz Twoja kolej. Widzisz łatwe.

Tymi słowami wyciągnęła mnie z mojego zamyślenia.
Odwróciła się przy tym w moją stronę spojrzała na moją twarz, wpatrzoną w jej sylwetkę 

- Eeejj, nie to miałam na myśli. Zabiję Cię zaraz !!
- Przepraszam...

Iv szybko odwróciła się w drugą stronę.
*Hmm, czyżby...*
- Bierz ten łuk i chodź tutaj !!
- Idę idę.

Podbiegłem do Iv, stanąłem równo z Nią i jak lustrzane odbicie robiłem to co ona.  Wyciągnęliśmy lewą rękę mocno trzymając łuk, prawą ręką wyciągnęliśmy po strzale.
Dwoma palcami przytrzymując lotkę na cięciwie, naprężyliśmy do granic wytrzymałości łuk. Postarałem się wycelować w środek tarczy i puściliśmy omal równocześnie.
Moja strzała trafiła w drzewo nad tarczą, a Iv prawdopodobnie , żeby mi dokopać trafiła w sam środek lotki mojej strzały.

- Hm... Jakieś rady na temat celowania ?
- Musisz być jednością z swoją bronią, to nie tylko w tej chwili gdy strzelasz z łuku , ale też walczysz   mieczem. Musisz wyczuć otoczenie, to najważniejsza cecha strzelca.

Iv odwróciła się w kierunku strumienia, wyciągnęła strzałę, napięła łuk i puściła.
W tym momencie wyskoczyła ryba Iv bez najmniejszego problemu trafiła ją.

- Będzie na kolację.
- Jak...Ty ?
- Musisz czuć otoczenie, każdy szmer, podmuch wiatru, wszystko opiera się na energii. Tak jak wczoraj uniknąłeś mojej strzały naładowanej mocą.
- Tak tą moc czułem bo dla mnie była potężna.
- Potężna moc tkwi w małych rzeczach. Zostawię Cię tu poćwicz trochę, jak Ci się znudzi wróć do obozowiska.
- Będziesz czekać z rybą ? 
- Taa , chciałbyś. Zjem już, upoluj swoją.

Iv ruszyła w stronę obozowiska.
Zostałem sam. Spoglądałem za Nią jak zniknęła w gąszczach lasu.
*No dobra, spróbujmy*

Strzelanie z łuku to jak rytuał, nie da się chyba go skrócić. Wycelowanie, wyciągnięcie strzały , napięcie cięciwy. Wszystkie elementy mają znaczenie.
A efekt końcowy albo zabija cel , albo zabija przy odrobinie szczęścia istotę oddaloną o kawał drogi dalej.Zawsze w coś się trafi.

Wystrzelałem cały kołczan 29 pozostałych strzał, które strugała dla mnie Iv.
W tarczę trafiły 3, to raczej nie moja dziedzina. 
*Nic, wracam do obozu*

Iv wraz z Yanginem siedzieli na pieńkach przy ognisku.
Zachmurzone niebo nadawało tej chwili bardzo okropny wyraz.
Tak jakby jakaś tragedia wisiała w powietrzu.
Dosiadłem się do nich w ciszy.

Yangin wyciągnął do mnie rękę z wielkim szklanym kuflem.
*Skąd on go wziął w ogóle, zazwyczaj piliśmy z metalowych podręcznych kubeczków*

Spojrzałem na zamyśloną Iv, która w ręku trzymała ten sam kufel.
Wyciągnąłem rękę po kufel, który podawał mi Yangin.

- Co to ?
- Smoczy napar
- Czy to nie alkohol ? Świętujemy coś ?
- hmm... Raczej czcimy nasze ostatnie chwile w tej krainie.
- Dzisiaj jest ostatni dzień, pamiętasz o tym ? 
- Wiem.
- Mamy nadzieję, że zrobiliśmy co możemy ,żeby Cię przygotować do drogi.
- Nie martwcie się nie dam się tak łatwo zabić.
- To dobrze, od jutra wszystko zacznie się wyjaśniać.
- W każdym razie miło było znowu Was spotkać. Zdrowie

Pociągnęliśmy po łyku z kufli.
Delektując się mocnym i nad wyraz palącym smakiem.

piątek, 13 listopada 2015

"Złota jasna purpura"

Witam serdecznie.
Życzę miłego czytania, podczas gdy ja będę przypominał sobie jak się gotuje xD.
Pozdrawiam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Obudziłem się, dość późno. Wyszedłem z namiotu i w pierwszej chwili ujrzałem lecącą w moją stronę strzałę.
Odruchowo udało mi się ją chwycić, ale mało brakowała a przeszyła by moje ramię.
Spojrzałem w kierunku z którego przybyła strzała i zobaczyłem Iv z łukiem w ręku.

- Iv...Czemu do mnie strzelasz z łuku ?
- Potraktuj to jak trening.

Wystrzeliła kolejną strzałę, odskoczyłem na bok robiąc przy tym przewrót w przód. Wylądowałem za drzewem.
Usłyszałem świst kolejnej strzały, która ewidentnie wbiła się w drzewo po drugiej stronie.

- Zwinny się zrobiłeś. Czekałam tutaj pół nocy na Ciebie.
- Dlaczego ?
- Dobrze wiesz...
- Zdenerwowałeś Ją.

Usłyszałem głos Yangina siedzącego na drzewie, za którym się akurat schowałem.
Spojrzałem w górę.

- Lepiej uciekaj.

Yangin wskazał ręką na krzak naprzeciwko mnie.
Zrozumiałem, podniosłem się z ziemi i ruszyłem na drugą stronę obozowiska.
Strzały wylatywały jedna za drugą zza krzaka, który wskazał mi Yangin.
*Nawet nie widziałem kiedy się przemieściła, szybka jest*

Miałem walczyć z Iv, strzelającą z łuku w ramach treningu.
Nie miałem nawet żadnej porządnej broni.

- Iv czym mam się niby bronić przed Tobą, tym kijkiem ?
*Od pierwszego dnia treningu nosiłem go zawsze przy sobie*

Iv wystrzeliła strzałę , która rozłupała kijek na pół.

- No i dochodzimy do sedna sprawy.
- Że co ?
- Wczoraj uciekłeś do namiotu zamiast otworzyć mój prezent dla Ciebie.
- Więc o to chodzi...
- Starałam się a Ty... Ty, Zabije Cię za to.

Strzała przeleciała mi dosłownie po skraju policzka, robiąc rozdarcie na mojej twarzy.
Stałem zamurowany nawet nie próbowałem uciekać przed nią.
*Ma absolutną rację, nie doceniłem tego co dla mnie zrobiła, zresztą Yangin też... Pudełko, muszę je znaleźć i otworzyć*

Nagle Yangin pojawił się przede mną z wyciągniętym mieczem, odbił strzałę lecącą prosto w moje serce.
- Rusz się w końcu, bo na prawdę Cię zabije !!
- Dobra. Wiem co mam już zrobić. *Iv zaimponuję Ci zobaczysz.*

Iv zniknęła z pola mojego widzenia. Wykorzystując chwilę, szukałem z której strony wyłoni się kolejna strzała i dojrzałem pudełko, w którym Iv schowała niespodziankę dla mnie.
Ruszyłem w tamtą stronę, I poczułem silną energię zbliżającą się za moimi plecami. Wyskoczyłem w przód wilczym skokiem, przeskoczyłem nad płonącym ogniskiem
zbliżając się tym do pudełka w której czekało na mnie ocalenie z tej sytuacji. Nad moją głową przeleciała w jasno złotym blasku łucznicza strzała, która przeszyła
drzewo na wylot. To była energia Iv, poczułem ją po raz kolejny, napawała mnie ciepłem. To ta sama energia kiedy byłem na drodze, kiedy zakradła się za Nas.
Energia, która przywołała mnie do tego świata. Nie mogłem się poddać w tym momencie.
Wstałem , odwróciłem się w kierunku z którego wyleciała złota strzała.
*Nie będzie łatwo ją powstrzymać ale spróbujmy.*

- Iv dziękuję.

I z całej siły otworzyłem wieko pudełka.
Zamurowało mnie.

- Kosztowało nas to trochę zachodu, ale myślę, że będą odpowiednie.

Na dnie pudła leżały dwie wyglądające identycznie, jak zwykłe realne katany, ale czułem od nich niesamowitą energię. Ostrze długości Dziewięćdziesięciu czterech i pół centymetra. lśniło się cnotliwie odbijając każdy nawet najmniejszy promień światła. Rękojeść trzydziestu centymetrów wykonana z hebanowego drewna który prześwitywał między powleczonym czarnym jedwabiem a na rękojeści było pięć i pół gniazda na kryształ.
Pochwa mieszcząca owe dwa przepiękne miecze zrobiona była z białego nieznanego mi metalu. 

- Sprawdźmy więc !!

Iv wyskoczyła zza krzaków z wyciągniętym mieczem jednoręcznym. Wykonała wyskok i zamachnęła się zza głowy, miecz zaczął nabierać złocistych kolorów.
Odruchowo sięgnąłem po katany, nawet nie wyciągając ich z pochwy skrzyżowałem nad głową i w ostatniej chwili zasłoniłem się przed uderzeniem.

Usłyszałem głośne odetchnięcie Yangina.

Iv zawisła w powietrzu z błyszczącym się na złoto mieczu , który zawisł między moimi katanami, które biły jasnofioletowym blaskiem.

- Wystarczy !!

Iv wypuściła skupioną moc z miecza i opadła na ziemię. Po czym szybko ruszyła w moją stronę i uścisnęła mnie jak siostra swojego brata po długiej nieobecności. Przytuliła się do mnie.

- Dziękuję, jednak to Ty.
- "Canavar" miło Cię poznać.

Yangin mówiąc to wyciągnął w moją stronę swoją otwartą dłoń.
Iv rozluźniła swoje objęcia i pozwoliła mi wyciągnąć rękę w stronę Yangina. Oczywiście uścisnąłem ją mocno i z radością.
*Canavar*

czwartek, 12 listopada 2015

"Iskra"

Witam serdecznie.
Przepraszam, że to właśnie dziś wpis jest w nocy, ale długie godziny pracy robią swoje.
Miłego czytania.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Obozowisko przed świtem wygląda nawet przyjemnie. zauważyłem to dopiero trzeciego dnia, wymykając się wczesnym świtem nad strumień.
Mimo , że wczorajsza telepatia zaskoczyła mnie. Chciałem dalej ćwiczyć nowo poznane umiejętności.
Wiedziałem, że coś się zbliża wielkiego. Ta cała biblioteka magów.
*Po co w ogóle tam wyruszamy, jakieś spiski, zakłady o smocze napary. Ciągle nic nie wiem*

Wszedłem w zimny strumień, tak o poranku nawet w środku lata to było by samobójstwo.
Woda jest tak lodowata. Zwłaszcza , że swój początek ma zapewne gdzieś w ośnieżonych górach.
Ale mimo ostrego bólu z zimna, moje nogi same prowadziły mnie na ten tajemniczy kamień.
Nazwany przez Yangina "Spokój ducha' 

*Śmiało mogę powiedzieć, że doświadczyłem tego uczucia.*

Hmm. Mam pomysł.
Skupiłem się na Yanginie. Wyobraziłem sobie jego postać.
*Ciekawe czy zadziała !?*
Co prawda zajęło mi to chwile, ale...

-Yangin wstawaj !!
- Co... Co ??
- Wstawaj !! Trening czas zacząć.
- ehh i Tylko po to mnie budzisz ?
- Tylko ?... Ruszaj się, czekam na Ciebie.

Yangin w końcu przetarł oczy, rozejrzał się po namiocie.
Po czym rozkojarzony wyjrzał za niego, szukał w pobliżu.
Nawet spoglądał na drzewie. Akurat w tej chwili Iv wyszła do ogniska aby zrobić sobie śniadanie.

- Iv ? Widziałaś Naszego przyjaciela ?
- eee... Nie no musimy mu nadać imię, bo nawet jak mam dobre myśli o nim to nie mogę wyrazić tego. Niestety nie Yangin.
- Widziała, widziała.
- Kłamiesz. Wiesz gdzie się schował.
- Że co ja robię ? Kłamię, o Ty czorcie 

Zamachała łychą w garnku wybrała największy kawałek mięsa i rzuciła nim w twarz Yangina.
- Musiałaś mięsem ?
- No widzisz nie było warto , zjadłbym.
- Ehh jak Cię znajdę to pożałujesz. Iv proszę Cię, gdzie się schował. Przecież nie może być daleko, słyszę jak do mnie mówi.
- Że co.. Aaaa hahahaha. A to Ci żartowniś. Już go lubię
- Iv...

Spojrzenie Yangina na rozchmurzoną i radosną Iv było porównywalne do spojrzenia rodzica gdy jego dziecko wróciło późno pijane do domu.
- Maczasz w tym palce ?
- Nie głuptasie, trzeba było go nie prowadzić do strumienia. Jest nad strumieniem , jeśli nie wierzysz idź zobacz sobie, a tak przy okazji wisisz mi smoczy napar.
- Niby za co ?!... Chyba ,żartujesz ?
- Nieeee, absolutnie nie. Co się stało mistrzu ? Zdziwiony ?
- Czekaj zaraz się spotkamy to pogadamy w cztery oczy.

Yangin ruszył biegiem nad strumień nie do końca dowierzając Iv.
Iv wołając z oddali.
- Niech przyjdzie do mnie !! Mam coś ważnego i nie zapomnij o moim naparze !!

Gdy Yangin przybył stałem już na brzegu. I w prawej ręce podrzucałem sobie niepozorny kamień, który rozświetlał się jasno fioletową aurą.
- Nie wierzę, zrobiłeś to ? W dwa dni.
- Nie w dwa dni, a w jeden. Już wczoraj rozmawiałem z Iv.
- Gratuluję, chciałbym by była moja kolej ,ale dzisiaj Iv jest mistrzem. My spotkamy się po jutrze przy ostrzu miecza.

W oczach Yangina płomień wyglądał na pobudzony i na pewno z niecierpliwością czekał kolejnego dnia. Jakby w końcu spotkał przeciwnika dla siebie.
Ale ja jeszcze nie czułem się gotowy do jakiejkolwiek walki, tego treningu było mi jeszcze brak.

Nad strumieniem pojawiła się Iv.
- Długo bym czekała na Was ?
- Pewnie tak. Yangin zaniemógł z wrażenia.
- Ejj to nie prawda, jutro będziesz pod moim skrzydłem więc uważaj.
- Jak małe dzieci, wracajcie na śniadanie, które zaraz stanie się obiadem. Zasiedziałeś się tu.
- Obiad ? Iv od kiedy gotujesz ?
- Od dziś, ciesz się, że sobie przypomniałam , że Ty jeszcze tego potrzebujesz..
- Dobrze , przepraszam.

Po chwili byliśmy w obozie, Iv naszykowała już wszystko.
*Co to ?*
Na środku obozu zaraz przy ognisku, stało pudełko zawiązane wstęgą.

- To dla Ciebie. "Keskin silah" a jutro zadbamy o Twoje imię.
- Dla mnie ?
- Rozpakuj , też mam w tym swój udział.

*Poczekam na jutrzejszy dzień*
- Dziękuję Wam bardzo, ale poczekam na jutrzejszy dzień. W chwili celebracji mojego imienia otworzę ten prezent.

Odszedłem do namiotu, ukrywając łzę szczęścia spływającą po moim policzku.